Są sprawy o których raczej się nie mówi w towarzystwie – na przykład o gazach jelitowych lub problemach sędziwej ciotki z hemoroidami. Tematy to kłopotliwe i mało przyjemne. Ale są kwestie jeszcze bardziej obrzydliwe i ja właśnie o takiej musze napisać. Idzie o dziennikarzy, ekspertów i komentatorów głównego nurtu piszących o „Myśli Polskiej”.
W ostatnich dniach nasiliły się bezrozumne ataki na „Myśl Polską” i środowisko z nią związane ze strony tych, którzy bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę. Najpierw pojawiły się liczne internetowe wpisy i komentarze różnorakich samozwańczych ekspertów od onucyzmu – wśród nich reżysera serialików dla idiotów w TV i byłego zdolnego lewicowego dziennikarza. Nad drugim ubolewam. Należało to jednak obejść jak odchody psa sąsiadki, który nie sprząta po swoim psiecku. Obrzydliwe, ale bez znaczenia.
Jednak kilkanaście godzin później w nasze pismo uderzyła „Gazeta Polska”, „Dziennik Gazeta Prawna” i „Sieci”. A to już sprawa trochę poważniejsza i chyba będzie trzeba zareagować. Kilka procesów już wygraliśmy. I doczekaliśmy się przeprosin z ich strony. Ataki są spowodowane tym, iż w „Myśli Polskiej” publikuje od kilku numerów były dyrektor Departamentu Wschodniego MSZ prof. Jarosław Bratkiewicz.
„Gazeta Polska” w tekście pod rozbudowanym wręcz renesansowo tytułem „Architekt resetu Tuska u człowieka Brauna, niemiecko-rosyjski sojusz bez kamuflażu” kąsa profesora Jarosława Bratkiewicza. Winą główną profesora jest to, iż udzielił wywiadu Koledze Mateuszowi Piskorskiemu i zaczął publikować w „Myśli Polskiej”.
PiS-istów zabolało, że, były wieloletni pracownik Departamentu Wschodniego MSZ opowiada się za pokojowym ułożeniem stosunków sąsiedzkich z Białorusią i Rosją. Bardzo podkreślają, iż prof. Bratkiewicz pracował u Radosława Sikorskiego. Jednocześnie w swojej głowie red. naczelny „Gazety Polskiej” Grzegorz Wierzchołowski zgubił gdzieś informację, iż Radosław Sikorski wywodzi się wprost z środowiska Lecha i Jarosława Kaczyńskich – gdyż był szefem MON-u z rekomendacji Prawa i Sprawiedliwości. Jako człowiek dobrotliwy z natury właśnie przypominam.
Do ataku na prof. Jarosława Bratkiewicza wykorzystano między innymi fakt, iż w swoim tekście powołał się na mój artykuł z styczniowej „Myśli Polskiej”. Przykro mi, iż pisistowskie pismo wykorzystuje moją pisaninę, by dopiec cennemu dla naszego narodu ekspertowi od polityki wschodniej. Chodzi o króciutki cytat: „Dlatego bliskość myślową i ideową nawiewają słowa Łukasza Jastrzębskiego, iż niepodobna utożsamiać się z patriotami, którym imponuje krucjata antyrosyjska”.
Dalej czytam o sobie, iż „Jastrzębski – przypomnijmy – to proputinowski publicysta, który pisał niedawno napisał, że: „Staliśmy się osłem trojańskim USA i lobby, które nim rządzi” oraz że, „IPN-owska dintojra burzy pomniki polskości na ziemiach odzyskanych i zdobytych”. I gdzie nieścisłość? Podtrzymuje oba stwierdzenia – staliśmy się osłem trojańskim prowojennego lobby w Waszyngtonie i Brukseli oraz to, iż IPN-owska dintojra burzy pomniki na Ziemiach Odzyskanych i Zdobytych. Natomiast nie mogę się zgodzić, iż jestem proputinowski. Na wielu spotkaniach krytykowałem rosyjskiego przywódcę za różnorakie decyzje. Jestem Polakiem i nie zawsze interesy Polski i Rosji są zbieżne. My jako Narodowi Demokraci patrzymy na politykę przez pryzmat interesu naszego narodu. Oczywistością jest to, iż szanuje prezydenta Federacji Rosyjskiej, jak wszystkich innych prezydentów sąsiadujących z Polską krajów, którzy zostali wybrani w powszechnych wyborach.
W profesora Jarosława Bratkiewicza uderzył także tygodnik „Sieci” [Reseciarze obrażeni] i wysokonakładowy „Dziennik Gazeta Prawna” [„Spektakularny coming aut”]. Ja nie wierzę w takie przypadki. I znam podobne publikacje z przeszłości. jeżeli celem było zniechęcenie profesora, by pisał w „Myśli Polskiej” to myślę, iż właśnie go utwierdziliście, iż warto to dalej czynić. Bo fachowiec, ekspert, naukowiec nie pozwoli sobie na narzucanie obcych sobie poglądów.
Za współpracę z „Myślą Polską” obrywało się wybitnym polskim naukowcom, którzy jednak nie ugięli karku i dalej u nas publikują pod swoimi nazwiskami. Więc warto ich przypomnieć tych niezłomnych: prof. Stanisław Bieleń, prof. Anna Raźny, prof. Maria Szyszkowska, prof. Witold Modzelewski, prof. Gracjan Cimek, prof. Włodzimierz Osadczy, prof. Julian Korab-Karpowicz, prof. Tadeusz Trajdos i wielu innych. Publikuje u nas nestor polskiej prawicy Janusz Korwin-Mikke i sumienie polskiej lewicy dr Edward Karolczuk. Mamy też takich co publikują pod pseudonimami – i tu by się dopiero pisowscy dziennikarze zdziwili.
Są również ludzie, którzy pisali do „Myśli Polskiej” a dzisiaj plują na „Myśl Polską”. Będę gorąco namawiał redaktora naczelnego Jana Engelgarda by „Myśl Polska” wydała zbiór tekstów byłych naszych publicystów, którzy dzisiaj wiele czynią, by ktoś im nie przypomniał gdzie zaczynali swoje kariery.
Ha! To byłby prawdziwy bestseller! Dzisiejsi prawi i sprawiedliwi oraz obywatelscy gibko wykupowali cały nakład takiej publikacji. Bo chyba bardzo im zależy, by nie przypominać co myśleli o Unii Europejskiej, NATO, Rosji czy polityce Izraela.
Łukasz Jastrzębski








