Magdalena Milert: Miasto przyszłości. Jak technologia zmienia nasze życie

1 godzina temu

Magdalena Milert, architektka i urbanistka, rozkłada na czynniki pierwsze przyszłość naszych wspólnych przestrzeni. Pokazuje, jak dane i algorytmy zmieniają nasze codzienne życie. Czy cyfrowa optymalizacja to jedyna droga do stworzenia szczęśliwego miasta? Co zyskamy, a co możemy stracić? I jak ustrzec się przed zagrożeniami, gdy coraz większa część miejskiej infrastruktury zależy od komputerów? (z mat. Wydawcy)

Wydawnictwu Poznańskiemu dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji Zachęcamy do lektury całej książki.

Rozdział 3. Miasto w kontrze do technoutopii

[…]
Jesteśmy zmęczeni

W USA 51% przedstawicieli pokolenia Z* deklaruje korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji co najmniej raz w tygodniu[3].

W Polsce odsetek osób w wieku 18–31 lat deklarujących pozytywne nastawienie do AI spadł z 64% w trzecim kwartale 2025 roku do zaledwie 42% na początku 2026 roku[4].

Jeszcze do niedawna wszechobecne entuzjastyczne podejście i nadzieja, iż AI zbawi świat, spektakularnie słabną. Zza rogu wyłaniają się już negatywne emocje, narasta gniew związany z tą technologią. choćby ci, którzy używają sztucznej inteligencji codziennie, mający bardziej pozytywne nastawienie do AI, nie stali się jej większymi zwolennikami. Sztuczna inteligencja miała wzmacniać kreatywność i krytyczne myślenie, ale zaufanie do wspomaganej przez nią pracy drastycznie spada — w tej chwili jest niższe niż do pracy wyłącznie ludzkiej. Do najczęściej wskazywanych obaw należą manipulacja informacjami i trudności w ocenie ich prawdziwości, utrata kontroli nad technologią, rosnące uzależnienie od opartych na niej systemów oraz jej wpływ na przyszłość zawodową młodych ludzi[5].

Przedstawiciele pokolenia Z w większości dopiero rozpoczynają aktywność zawodową i to właśnie oni częściej niż inne grupy deklarują obawy dotyczące wpływu rozwoju sztucznej inteligencji na swoją przyszłość na rynku pracy. AI zabiera pracę, ale głównie tę powtarzalną, schematyczną, czyli najczęściej stanowiska początkowe, na poziomie juniora. W USA w ciągu mniej więcej półtora roku liczba stanowisk pracy dla osób rozpoczynających karierę spadła o 35%, w dużej mierze właśnie z powodu sztucznej inteligencji[6]. Pytanie, czy jako społeczeństwo możemy sobie pozwolić na to, żeby osoby wchodzące na rynek pracy długoterminowo nie miały możliwości zdobyć doświadczenia i praktyki. Niedawna analiza wykazała, iż praca, którą rzekomo miała ułatwić i wykonać w biurach sztuczna inteligencja na stanowiskach podstawowych, została przesunięta na wyższe szczeble[7]. Dodatkowo obciążona jest nią teraz kadra kierownicza średniego i wyższego szczebla, która przez to staje się wypalona i coraz bardziej zniechęcona.

Ostro i bez znieczulenia

– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Na tym nie koniec. Coraz częściej mamy dość ekranów i chcemy gdzieś uciec, aby „podotykać trawy”.

Kto z nas nie pomyślał, żeby rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady, niech pierwszy rzuci telefonem. Media społecznościowe, kiedyś pełne znajomych i przyjaciół, stały się platformą influencerów próbujących sprzedać kolejne produkty. Jesteśmy przesyceni egzystencją w takim świecie. Mamy na to choćby specjalne określenie — wypalenie cyfrowe[8]. Opisuje ono wyczerpanie, izolację i niechęć do działania objawiające się w wymiarach poznawczym, emocjonalnym i behawioralnym. Wynikają one z braku równowagi w relacji człowiek–maszyna, spowodowanego długoterminową ekspozycją na „uporczywe czynniki stresujące” w codziennych czynnościach. W erze sztucznej inteligencji jest ono jeszcze silniejsze.

Jonathan Haidt: Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa spowodowało epidemię chorób psychicznych

Jonathan Haidt, psycholog społeczny ze Stern School of Business na Uniwersytecie Nowojorskim, przekonuje, iż telefony i media społecznościowe negatywnie wpływają na ludzką inteligencję, poczucie szczęścia oraz umiejętności społeczne[9]. Gwałtowny rozwój tych technologii doprowadził do kryzysu zdrowia psychicznego, szczególnie wśród młodych kobiet, które stały się bardziej podatne na lęk i depresję. Media społecznościowe osłabiają demokrację, ponieważ promują dezinformację i dzielą społeczeństwo — obszernie pisałam o tym w poprzednim rozdziale. Rozwój sztucznej inteligencji może jeszcze bardziej przyspieszyć te negatywne zjawiska i osłabić relacje międzyludzkie.

Coraz bardziej świadomie więc ograniczamy narzędzia elektroniczne. Wybieramy nudę. Dokładnie taki sam wniosek płynie także z moich badań.

Złota rybko

Technologiczny świat przyszłości w zwykłych miastach najczęściej pozostaje wyobrażony. Proponowane wizje to dobry pomysł na film czy książkę, ale nie na scenariusz naszej własnej przyszłości. Życzeniem większości z nas nie jest mieszkanie w mieście przesyconym technologią, a wręcz odwrotnie — życie w otoczeniu analogowym, z zielenią za oknem, wygodnym sąsiedztwem i krótkimi odległościami do pokonania dla codziennych sprawunków, bez barier architektonicznych.

Wyniki ankiety wspomnianej na początku tej książki — wróćmy do niej — wyraźnie wskazują na spory rozdźwięk między tym, co podpowiada nam wyobraźnia na hasło „miasto przyszłości”, a tym, czego faktycznie oczekujemy od miejsca zamieszkania. Najliczniejsza grupa respondentów, prawie jedna trzecia badanych, wskazała na niską zgodność wyobrażeń z osobistymi pragnieniami. Kolejni ankietowani ocenili tę zgodność na poziomie 1, co oznacza, iż dla blisko połowy uczestników badania wizja futurystycznego miasta stanowi zupełnie inny obraz niż ten, w którym chcieliby żyć. Głosy pozytywne są w mniejszości. Jedynie co dziesiąty uważa, iż ich wizja miasta przyszłości w pełni pokrywa się z tym, czego chcieliby doświadczyć w rzeczywistości.

Gdy myślimy o nieokreślonych miastach jutra, widzimy konkretne obrazy, które podpowiada nam podświadomość: wspomnianą już architekturę pełną wysokich wieżowców, świateł i ekranów.

Tuż za nią uplasowała się wizja technologii widocznej na każdym kroku, objawiającej się poprzez hologramy, drony czy autonomiczne pojazdy. Silnie zakorzeniony jest również obraz metropolii szybkiej, głośnej i będącej w nieustannym ruchu.

Jednocześnie widać, iż obok technologicznego zgiełku w naszej wyobraźni funkcjonują wizje bardziej przyjazne, choć pojawiają się one rzadziej.

Co trzecia osoba badana widzi miasto zielone i zintegrowane z przyrodą lub takie, które jest po prostu wygodne i zaprojektowane pod codzienne potrzeby.

Co czwarta ma jednak negatywne skojarzenia: postrzega miasto przyszłości jako miejsce trudne do życia i przytłaczające, a co piąta kojarzy je z intensywnym nadzorem oraz podziałem na strefy dla „lepszych” i „gorszych”. Najmniej popularnym obrazem, wskazanym jednak przez prawie jedną czwartą osób, jest miasto, w którym technologia działa dyskretnie w tle. Paradoksalnie to właśnie ta jakość — dyskrecja — wyznacza kierunek, w jakim zmierzają obecne wizje miast przyszłości.

Wyniki mojej ankiety jednoznacznie wskazują na silny zwrot ku naturze i humanocentryzmowi w planowaniu przestrzeni.

Największa grupa opowiada się za modelem miasta zieleni, w którym dominującym elementem są roślinność oraz dostęp do otwartych terenów rekreacyjnych. Znaczna część respondentów kładzie również duży nacisk na koncepcję miasta krótkich dystansów.

Miasta 15-minutowe. Pieszo lub na rowerze Marcin Hyła, Rafał Górski

Priorytetem jest możliwość zaspokojenia wszystkich potrzeb życiowych w zasięgu spaceru, co łączy się z chęcią ograniczenia transportu zmechanizowanego na rzecz ruchu pieszego i rowerowego. Oczywiście, znalazła się też grupa osób, która głosowała „na wizje futurystyczne”, oparte na zaawansowanej automatyzacji czy wszechobecnym monitoringu, była to jednak grupa marginalna. W dużej mierze odrzucamy koncepcje miast rządzonych algorytmicznie, wybierając w zamian rozwiązania inkluzywne, które eliminują bariery dla osób z niepełnosprawnościami i seniorów. W ogólnym zestawieniu widać zatem, iż idealna przyszłość to dla badanych powrót do sprawdzonych, tradycyjnych wartości miejskich, poddanych jedynie delikatnej modernizacji pod kątem ekologii i dostępności.

Osoby te mimo wszystko widzą technologię w miastach przyszłości — na pytanie o bezpośredni związek nowoczesności z technologią większość zgadza się z twierdzeniem, iż miasto przyszłości to miasto technologiczne, a mimo obaw o przytłaczający charakter futurystycznych wizji ogólne nastawienie wobec miast przyszłości pozostaje optymistyczne.

Wnioski płynące z tych danych stanowią według mnie jasny sygnał dla decydentów oraz władz lokalnych, iż kierunek rozwoju naszych miast nie powinien być dyktowany przez odrealnione wizje technologicznych optymistów z Doliny Krzemowej.

Zamiast bezkrytycznie wdrażać kosztowne i często zbędne gadżety promowane przez tech bros, rządzący powinni wsłuchać się w demokratyczny głos społeczności. Prawdziwa innowacja powinna służyć człowiekowi, być mierzalna i sprawdzalna, a nie zmuszać do adaptacji do techno-logii, która w wielu przypadkach okazuje się jedynie kosztownym eksperymentem.

Dla mnie jako projektantki jasne jest, iż wybór ścieżki rozwoju miasta powinien opierać się na wytycznych płynących z demokratycznych potrzeb. Oczywiście, potrzeby te mogą być różne, mogą też zmieniać się w czasie — i dla części społeczeństwa przybierać formę cyfrowych fantazji. Warto by jednak się zastanowić, jak przełożą się one na codzienność, jak będą się starzeć i czy pozwolą zachować unikalną tożsamość naszych miast. Rozsądna polityka miejska polega na odnalezieniu złotego środka, w którym technologia podnosi jakość życia, na przykład poprzez zapewnienie najwyższych standardów bezpieczeństwa danych i cyfrowej prywatności mieszkańców. Trudno bowiem oczekiwać, iż każda polska miejscowość przejdzie gwałtowną transformację w kierunku futurystycznej metropolii. O ile globalne centra innowacji mogą pozwalać sobie na architektoniczną ekstrawagancję, o tyle w codziennej rzeczywistości mniejszych ośrodków wizja nieba przesłoniętego przez autonomiczne drony i lśniące wieżowce wydaje się po prostu abstrakcyjna. Przyszłość tych miejsc nie musi, a wręcz nie powinna, aspirować do estetyki wysokobudżetowego kina science fiction, ponieważ ich największą wartością pozostaje lokalność, autentyczność i spokój, których nie zastąpi żadna, choćby najbardziej zaawansowana, inteligentna taksówka.

Smart po polsku

Postanowiłam sprawdzić, co mówią poszczególne miasta o swoich wdrożeniach smart city. Wysłałam więc wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Z nadesłanych oficjalnych odpowiedzi wyłania się obraz, który wskazuje na pragmatyzm, ale też ujawnia ogromne rozbieżności w dojrzałości cyfrowej samorządów.

To, co dumnie można nazywać rozwiązaniami smart, najczęściej sprowadza się do cyfryzacji procedur urzędowych, tworzenia baz danych przestrzennych oraz usprawniania tradycyjnej mobilności dzięki systemów sterowania ruchem, dynamicznej informacji pasażerskiej czy inteligentnych taryf biletowych.

Coraz częściej pod szyldem nowoczesności przemyca się też (w końcu) postulaty społeczne: Wrocław rozwija teleopiekę dla seniorów, Poznań i Rzeszów tworzą laboratoria innowacji, z czego ten drugi w ramach Urban Labu finansuje działania takie jak budowa ogrodów społecznych, deszczowych, domków dla jeży czy nasadzanie krokusów.

Niestety, próżno szukać ustrukturyzowanej, niezależnej polityki ewaluacji i mierzenia efektywności tych kosztownych programów. Na pytania o metodologię oceny skuteczności wdrożonych technologii samorządy odpowiadają, iż owszem, narzędzia te mają, nie wskazują jednak żadnych konkretów. Spotykam się z ogólnikami. Białystok ocenia systemy głównie na podstawie statystyk użytkowania i liczby zgłoszeń, Poznań odsyła do ogólnych założeń strategii rozwoju, natomiast Rzeszów i Wrocław przyznają, iż szczegółową analitykę prowadzą przede wszystkim tam, gdzie obligują ich do tego umowy o dofinansowanie ze środków zewnętrznych. Czy taka strategia jest wystarczająca, aby nie ulegać agresywnemu marketingowi korporacji? Mam pewne wątpliwości, zwłaszcza gdy widzę odpowiedź wskazującą, iż nie ma obowiązku prowadzenia dodatkowych analiz.

Przypisy:

*Pokolenie Z — osoby urodzone między 1997 a 2012 rokiem.

3 G. Inc., Gen Z’s AI Adoption Steady, but Skepticism Climbs, gallup.com, 8.04.2026, data dostępu: 6.08.2026.
4 Młodzi w Polsce zaczynają się bać sztucznej inteligencji, portaltechnologiczny.pl, 4.03.2026, data dostępu: 6.08.2026.
5 Tamże.
6 K. Diaz, How AI is changing the nature of entry level work, weforum.org, 26.03.2026, https://tinyurl.com/mt63t5pe, data dostępu: 7.08.2026.
7 M. Carnegie, Companies replaced entry-level workers with AI. Now they are paying the price, fastcompany.com, 2.04.2026, https://tinyurl.com/3fa8p38w, data dostępu: 7.08.2026.
8 L. Zhao et al., Development and validation of a digi-tal burnout scale in artificial intelligence era, „Frontiers in Psychology” 2025, nr 16, 1580422, https://doi.org/10.3389/fpsyg.2025.1580422, data dostępu: 4.08.2026.
9 P. Dizikes, Personal tech, social media, and the “decline of humanity”, news.mit.edu, 6.03.2026, https://tinyurl.com/23zw56zp, data dostępu: 6.08.2026.

Magdalena Milert, Miasto przyszłości. Jak technologia zmienia nasze życie, Wydawnictwo Poznańskie, 2026

Idź do oryginalnego materiału