Magdalena Majkowska Ordo Iuris: Ogromne zagrożenie dla wolności słowa w Polsce
Magdalena Majkowska Ordo Iuris: Ogromne zagrożenie dla wolności słowa w Polsce
data:30 czerwca 2026 Redaktor: Anna
Szanowni Państwo,
w ubiegłym tygodniu wysłaliśmy Państwu bardzo istotną wiadomość od Prezesa Ordo Iuris mec. Jerzego Kwaśniewskiego.
Dotyczy ona ogromnego zagrożenia dla wolności słowa w Polsce – konsultowanych właśnie wytycznych Komisji Europejskiej do unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA).
Przyszłość wolności słowa w Polsce rozgrywa się teraz. Przyszłość prawdziwie wolnych wyborów zostanie przesądzona w tym roku.
Dzieje się to niemal w ukryciu. Wielu Polaków zrozumie skalę zmian dopiero w czasie kampanii wyborczej przed wyborami do Sejmu i Senatu za rok. Ale wtedy będzie za późno…

Dlatego Ordo Iuris działa już teraz. Konsultacje kończą się za dwa tygodnie. jeżeli projekt przejdzie w obecnym kształcie, polska debata publiczna może zostać ocenzurowana w przededniu kampanii wyborczej, która zdecyduje o losach Ojczyzny na lata.
Jeśli do tej pory nie udało się Państwu przeczytać listu mec. Kwaśniewskiego – gorąco zachęcam. Sprawa jest pilna.
Jako adwokat Ordo Iuris reprezentowałam przed polskimi sądami wiele osób, które padły ofiarą politycznej i ideologicznej cenzury. Proszę pozwolić, iż powiem o dwóch z nich.
Pani Izabela. Schorowana emerytka z Torunia. Skazana w pierwszej instancji za krytykę Jerzego Owsiaka.
Kilka miesięcy temu długo przytulałam ją po rozprawie – roztrzęsioną, ledwo trzymającą się na nogach. Jestem przekonana, iż w drugiej instancji zwyciężymy. Ale nic już nie cofnie tego, iż policja weszła do jej domu o szóstej rano i wyprowadziła ją na oczach przerażonego męża.
Pani Oliwia. Młoda matka rocznego dziecka. W piątym miesiącu ciąży. W ubiegłym tygodniu stanęła wraz ze mną na sali sądowej. Grozi jej do trzech lat więzienia – za szczere, emocjonalne przemówienie na legalnej manifestacji antyimigracyjnej w Zamościu.
Zeznawała przez łzy, w ogromnym stresie, niewskazanym w jej stanie.
Właśnie dlatego obrona wolności słowa jest dziś tak pilna.
Bierność oznacza zgodę na cenzurę, która już dziś rujnuje życie konkretnych ludzi.
A jutro – jej ofiarą może paść każdy z nas.
Dlatego jeszcze raz gorąco proszę o przeczytanie poniższej wiadomości i wsparcie nas w tej walce.
Wiadomość od Prezesa Ordo Iuris mec. Jerzego Kwaśniewskiego
Szanowni Państwo,
„Polityka migracyjna UE prowadzi do wzrostu przestępczości”.
Domyślam się, iż powyższe zdanie jest dla Państwa stwierdzeniem oczywistego faktu, a co najmniej tezą godną pogłębionej dyskusji i analizy.
A jednak już niedługo za takie właśnie zdanie każdy z nas może paść ofiarą internetowej cenzury!
Zostały zaledwie 2 tygodnie. 10 lipca zakończą się konsultacje wytycznych dotyczących praktycznego stosowania unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA). Media milczą, a to właśnie ten dokument może przesądzić o przyszłości wolności słowa w Polsce!
Akt o usługach cyfrowych sprzedaje się nam jako narzędzie porządkowania internetu – walkę z bezprawnymi treściami, ukrócenie samowoli wielkich platform, ochronę zwykłego użytkownika.
Rzeczywistość jest inna. Eurokraci wrzucili do jednego worka treści propagujące terroryzm i przemoc wobec dzieci oraz pojęcia takie jak „dezinformacja” czy „mowa nienawiści”. A te od lat służą radykałom do jednego – do uciszania niewygodnych głosów i wypychania ich z debaty publicznej.
Zgodnie z art. 34 DSA monitoringowi i cenzurze mają podlegać treści, które „mogą wywoływać jakikolwiek negatywny wpływ na debatę publiczną, proces wyborczy i bezpieczeństwo publiczne”, jak również mieć „jakikolwiek negatywny wpływ na przemoc motywowaną genderowo, ochronę zdrowia publicznego” a choćby na czyjś „fizyczny lub umysłowy dobrostan”.
Efekt? Pod pozorem ochrony użytkowników buduje się machinę cenzury prewencyjnej.
Przesłanki są tak ogólne, iż mogą służyć do zablokowania wielu postulatów i opinii. To cenzorzy mają decydować, czym jest „negatywny wpływ na debatę publiczną” i czym będzie wypowiedź godząca w „ochronę zdrowia publicznego” albo „wpływająca na genderową przemoc”. Krytyka masowej migracji, ujawnianie narodowości sprawców przestępstw, sprzeciw wobec postulatów aktywistów LGBT, dyskusja o polityce sanitarnej w czasie pandemii – to wszystko może podlegać cenzurze.
Wielkie platformy jak Facebook, Instagram, X, YouTube staną przed prostym wyborem: cenzurować na zapas albo płacić drakońskie kary – sięgające choćby 6% globalnych przychodów. Mówimy o gigantycznych kwotach, bo groźba kary w przypadku Facebooka czy Instagrama to choćby 6 miliardów dolarów!
Proszę pomyśleć, jak zachowa się platforma postawiona pod taką groźbą. To proste. Będzie usuwać więcej treści. Będzie ograniczać więcej wpisów. Będzie cenzurować szybciej i gorliwiej. Unijni eksperci już sugerują, iż treść wpisu powinna być eliminowana w chwili wprowadzania jej w okienko portalu przez użytkownika – zanim ten naciśnie przycisk „publikuj”!
Chodzi o to, by usunąć każdy wpis, który mógłby ściągnąć uwagę unijnych cenzorów. Bo bezpieczniej jest skasować niepoprawny politycznie komentarz niż ryzykować karę liczoną w miliardach.
A teraz najgorsze: ta cenzura może działać w ciszy – bez Państwa wiedzy.
Unijne dokumenty wykonawcze wprost dopuszczają cały arsenał narzędzi: obniżenie zasięgu, demonetyzację, ostrzeżenie przy treści, ukrycie komentarza, zawieszenie możliwości udostępniania, ograniczenie widoczności profilu, zdjęcie z rekomendacji, oznaczenie wpisu jako „wątpliwego”. Państwa głos formalnie nie zniknie. Po prostu przestanie do kogokolwiek docierać.
Opracowywane przez Komisję Europejską wytyczne, które wyglądają jak techniczny załącznik, niebawem staną się praktyką stosowaną wobec milionów polskich użytkowników – i to niezależnie od tego, na jakim etapie jest krajowe wdrożenie DSA.
Zostało tylko 14 dni. Dlatego nasi eksperci już pracują. Dokument poddawany konsultacjom do 10 lipca zadecyduje o tym, jak będą wyznaczane „zaufane podmioty sygnalizacyjne”.
Wiele wskazuje na to, iż unijnymi cenzorami zostaną zaangażowani politycznie i finansowani przez UE lub sieć Sorosa „dziennikarze śledczy” oraz podmioty wskazane np. przez niemieckie agencje prasowe. To ich osąd zadecyduje, jakie treści będą uznawane za zagrożenie dla „debaty publicznej”, „zdrowia publicznego”, „genderowej przemocy” lub „dobrostanu psychicznego” migrantów i aktywistów LGBT.
Nasze raporty na temat DSA dotarły do krajowych polityków, do sojuszników z innych państw UE, a choćby do ośrodków analitycznych w Waszyngtonie i amerykańskiego Departamentu Stanu. Cenzura ma być przecież wymuszana na amerykańskich korporacjach. Mój artykuł na ten temat ukazał się we wpływowym portalu „Brussels Signal”.
Przygotowujemy końcową analizę, którą przekażemy Komisji Europejskiej w ramach trwających konsultacji. Wskażemy w niej każde zagrożenie dla wolności wypowiedzi ukryte w planach eurokratów i wykażemy, iż wypowiedzi konserwatywne, religijne, dotyczące suwerenności, rodziny i ochrony życia mają dokładnie takie samo prawo do obecności w przestrzeni publicznej jak wypowiedzi lewicowe.
Jeżeli przegramy, kampania wyborcza do polskiego parlamentu w roku 2027 będzie wybrzmiewać jedynie lewicowymi hasłami, bo wszystkie inne wyeliminuje cenzura.
Zapewniam Państwa, iż do samego końca będziemy patrzeć eurokratom na ręce i podejmiemy każde działanie, by obronić wolność słowa w Polsce! Każdy, kto wesprze nasze systemowe i szerokie działania, będzie bronił własnej wolności i wolności politycznej w naszej Ojczyźnie.
Rząd Donalda Tuska już dzisiaj daje nam szereg okazji do obrony wolności słowa.
W tym tygodniu mec. Magdalena Majkowska stanęła przed sądem jako obrońca Pani Oliwii – młodej matki rocznego chłopca (spodziewającej się drugiego dziecka), która została oskarżona o publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic rasowych, narodowościowych i wyznaniowych. Grozi jej kara choćby 3 lat więzienia. Przyczyną tych bezpodstawnych oskarżeń było jej szczere i emocjonalne przemówienie podczas legalnej manifestacji antyimigracyjnej w Zamościu. Pani Oliwia sprzeciwiła się sprowadzaniu do naszej Ojczyzny imigrantów z wrogich Europie kultur. Przywołała brutalne morderstwo 24-latki, którego miesiąc wcześniej w Toruniu dopuścił się imigrant z Wenezueli. Pani Oliwia mówiła przejmująco o tym, iż boi się o bezpieczeństwo swoje i swojego dziecka. Wystąpienie młodej matki było pełne emocji, ale nie wzywało przecież do agresji! Kobieta domagała się tylko odpowiedzialnej polityki migracyjnej i wyrażała szczere obawy, które podzielają setki tysięcy polskich matek.
Pomimo tego politycznie podporządkowana rządowi prokuratura postanowiła urządzić pokazowy proces i skazać Panią Oliwię za „mowę nienawiści”. W efekcie młoda kobieta w 5. miesiącu ciąży musiała we wtorek stanąć przed sądem, gdzie zeznawała w ogromnym stresie i ze łzami w oczach. Mec. Majkowska przypomniała jak ważne są gwarancje wolności słowa i kategorycznie zażądała uniewinnienia. Odpowiedzialność karna za wypowiedzi publiczne powinna mieć charakter wyjątkowy i ograniczony do rażących przypadków nawoływania do konkretnej agresji.
Prokuratura domaga się dla ciężarnej matki 10 miesięcy ograniczenia wolności. Wyrok w tej sprawie może zapaść już za 2 tygodnie – na 3 miesiące przed terminem porodu Pani Oliwii...
Będę Państwa informował o dalszym przebiegu tej sprawy i zapewniam, iż Pani Oliwia będzie mogła do samego końca liczyć na pomoc prawników Instytutu Ordo Iuris.
Państwa wsparcie jest niezbędne. Nie tylko dla pokrycia kosztów trwającej blisko rok obrony Pani Oliwii, ale także dla systemowej walki z cenzurą UE. Musimy wygrać wolność słowa, by zachować naszą wolność polityczną. Wszystko co robimy, możliwe jest tylko dzięki hojności ludzi takich jak Pani.
STOP unijnej cenzurze internetu!
Jak ma wyglądać unijny system cenzury w internecie?
Instytut Ordo Iuris od dawna ostrzega, iż Komisja Europejska buduje scentralizowany system cenzury internetu. Jego celem jest wyeliminowanie z debaty głosów krytycznych wobec polityki dominującej w Brukseli lewicy. Zwłaszcza w sprawach masowej migracji i agendy ruchu LGBT.
To system, który wpłynie na wybory we wszystkich państwach UE, bo drastycznie utrudni docieranie do wyborców z konserwatywnym przekazem. Nie bez powodu KE zaleca dużym platformom internetowym powoływanie specjalnych zespołów ds. moderacji treści... przed każdymi wyborami.
Dowodzimy tego w naszej analizie poświęconej systemowym zagrożeniom dla wolności słowa i uczciwości wyborów w UE, które wynikają z Europejskiej Tarczy Demokracji i Aktu o usługach cyfrowych (DSA).
Wdrożenie Europejskiej Tarczy Demokracji przekształci wolny internet w przestrzeń silnie moderowaną – pod nieustannym nadzorem „niezależnych weryfikatorów”. To oni mają oceniać, które treści są zgodne z wytycznymi UE, a które zostaną uznane za „dezinformację” i zgłoszone Facebookowi, YouTube czy X do usunięcia lub wyciszenia.
Wprowadzana „moderacja treści” zupełnie oficjalnie ma dotyczyć nie tylko treści sprzecznych z prawem! Cenzurze mają podlegać także informacje i wpisy uznane za „dezinformację”, „mowę nienawiści”, a choćby „wprowadzające podziały”. Nietrudno się domyślić, jakie głosy lewica zechce w ten sposób wyrugować z mediów społecznościowych.
Komisja Europejska w komunikacie o Europejskiej Tarczy Demokracji wprost przyznała, iż postrzega media społecznościowe jako „źródło populizmu i dezinformacji”. W kontrze do nich stawia tradycyjne media, w których dominuje przekaz lewicowy.
Tradycyjne media w roli strażnika dostępu
Mechanizm tej operacji opisujemy w osobnej analizie, w której pokazujemy, iż pomysły eurokratów idą w dwóch kierunkach.
- Po pierwsze – wzmocnić pozycję rynkową tradycyjnych mediów.
- Po drugie – zwiększyć pośredni, polityczny wpływ na nie.
Tradycyjne media mają zyskać potrójny status: będą objęte przywilejami chroniącymi przed nadmierną cenzurą, same zostaną strażnikami dostępu do wąskiego grona „zaufanych sygnalistów” (to unijne pojęcie powinniśmy przekładać na polski jako „cenzor”) oraz uznane będą za wzór rzetelnej informacji pozwalający zdefiniować „dezinformację”.
Wyobraźmy sobie konkretną sytuację. Tę samą informację publikują na swoich profilach w portalach społecznościowych: ogólnopolska lewicowa gazeta, niezależny komentator, naukowiec i zwykły obywatel. Tylko gazecie przysługiwać będzie prawo do uprzedzenia o możliwości cenzury, przywilej złożenia wyjaśnień i priorytetowy tryb odwołania. Posty pozostałych mogą zostać wyciszone, a choćby usunięte – na podstawie „niezależnej weryfikacji” tradycyjnych mediów.
O tym, kto korzysta z przywilejów zadecyduję... same zaufane, tradycyjne media. To system zamknięty.
Test na żywym organizmie – wybory na Węgrzech
Jak ten system działa w praktyce, przekonaliśmy się na własne oczy.
Na przełomie marca i kwietnia (wraz z partnerami z Argentyny, Austrii, Czech, Hiszpanii, Kenii, Niemiec, Tanzanii, Stanów Zjednoczonych i Włoch) współtworzyliśmy międzynarodową misję obserwacji wyborów na Węgrzech – Koalicję Wolności na rzecz Wolnych i Uczciwych Wyborów.
W trakcie kampanii Komisja Europejska po raz pierwszy zastosowała wyborcze przepisy DSA. Decyzją komisarzy uruchomiono „Szybki System Reagowania” (Rapid Response System – RRS), powołując 44 „zaufanych weryfikatorów faktów”. Skutek? Cięcie zasięgów i usuwanie z mediów społecznościowych profili konserwatywnych. Jako „dezinformację” potraktowano choćby posty o realnym spotkaniu węgierskiego premiera z prezydentem Stanów Zjednoczonych.
W naszym raporcie wskazaliśmy, iż KE próbowała wpływać na wybory poprzez granty dla organizacji pozarządowych, działaczy politycznych i mediów de facto uczestniczących w kampanii. Ale cenzura była kluczowym czynnikiem.
Uważam, iż to cenzura doprowadziła do tego, iż liberalny rząd na Węgrzech dysponuje dzisiaj konstytucyjną większością w parlamencie.
Rada Europy wzywa do cenzury
Próby wymuszania przepisów cenzorskich na Polsce płyną z różnych kierunków.
Międzynarodowa Komisja przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI) negatywnie oceniła to, iż Polska nie wprowadziła do Kodeksu Karnego zakazu „mowy nienawiści” ze względu na „orientację seksualną” lub „gender”.
Opublikowaliśmy komentarz prawny, w którym przypomnieliśmy, iż przepisy o „mowie nienawiści” nie weszły w życie również dzięki naszym działaniom. Nasi prawnicy ostrzegali przed nimi w wielu analizach i opublikowanej ponad rok temu książce. Wezwaliśmy prezydenta Andrzeja Dudę do zawetowania ustawy. Prezydent przychylił się od decyzji i skierował dokument do Trybunału Konstytucyjnego. Ten orzekł, iż ustawa o „mowie nienawiści” narusza Konstytucję RP.
W osobnym komentarzu zareagowaliśmy na projekt rezolucji Rady Europy wzywającej do walki z „mową nienawiści” i „dezinformacją”, za którą winę ponosić mają „ruchy antygenderowe” sprzeciwiające się agendzie LGBT. Wskazaliśmy, iż przedstawianie obrońców rodziny jako zagrożenia dla demokracji jest całkowicie nieuprawnione. Apelujemy o odrzucenie projektu.
Lobby LGBT używa polskich sądów, by zamykać usta krytykom
Nie czekając na unijny system cenzury, aktywiści LGBT już dziś – z pomocą prywatnych aktów oskarżenia – próbują uciszyć Polaków krytycznych wobec ich programu.
Ofiarą tej akcji pada Fundacja Pro – Prawo do życia, która prowadzi kampanię „Stop pedofilii”, w ramach której eksponuje w polskich miastach banery informujące, z jak wulgarnymi treściami lobby LGBT chce zapoznawać dzieci. Prawnicy Ordo Iuris obejmują działaczy Fundacji bezpłatną opieką prawną. Sądom przedkładamy opracowania naukowe oraz dokumenty organów władzy publicznej i organizacji międzynarodowych (w tym WHO), potwierdzające realną treść postulatów subkultury LGBT.
Trzy konkretne wyniki tej pracy:
- Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim uniewinnił wolontariusza Fundacji Pro, którego ukarania domagała się aktywistka Nowej Lewicy. Sąd uznał, iż jego działania mieszczą się w granicach wolności słowa. Potwierdził również prawdziwość haseł kampanii. Sąd Najwyższy oddalił kasację oskarżycielki prywatnej, podkreślając konieczność równości stron w debacie publicznej.
- Sąd Okręgowy we Wrocławiu oddalił pozew cywilny byłego aktywisty ruchu LGBT – reprezentowanego przez radcę prawnego, polityka Nowej Lewicy, byłego wiceprezydenta Wrocławia i wiceministra sprawiedliwości. Sąd potwierdził, iż informacje przekazywane przez Fundację są prawdziwe, a ich publiczne eksponowanie mieści się w granicach wolności słowa.
- Sąd Rejonowy w Zielonej Górze umorzył postępowanie przeciwko prezesowi Fundacji Pro i wolontariuszowi organizacji. W innej, podobnej sprawie ten sam sąd skazał jednak dwóch wolontariuszy Fundacji na 8 miesięcy ograniczenia wolności i 3 000 zł nawiązki na rzecz Stowarzyszenia „Instytut Równości” – lekceważąc orzeczenie Sądu Najwyższego. Będziemy walczyć o zmianę tego wyroku przed sądem wyższej instancji.
Wolność słowa obronimy tylko wspólnie
Jeśli nie chcemy stracić prawa do mówienia prawdy o skutkach masowej migracji i agendy LGBT, musimy stanąć razem przeciwko budowie aparatu cenzury – w kraju i na forum UE.
Dzięki wsparciu Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris nasi prawnicy z pełnym zaangażowaniem bronią wolności wypowiedzi.
Publikujemy najważniejsze analizy i raporty, które trafiają do najważniejszych decydentów. Interweniujemy w obronie konkretnych ludzi represjonowanych za niewygodne słowa.
Każde z tych działań wiąże się z konkretnymi kosztami.
Większość środków na obronę Pani Oliwii – młodej matki w 5. miesiącu ciąży, której grozi do 3 lat więzienia za przemówienie na demonstracji w Zamościu – udało nam się zabezpieczyć dzięki osobistemu mecenatowi Pani Anny Krajewskiej
Nadal jednak prowadzimy wiele innych postępowań, na które musimy zgromadzić niezbędne środki, by kolejne ofiary cenzury mogły liczyć na bezpłatną pomoc prawną Ordo Iuris:
Trzy postępowania w obronie prawa do mówienia prawdy o postulatach ruchu LGBT – łącznie 30 000 zł. Zwycięstwo w każdej z tych spraw to cios w finansowane zza granicy genderowe lobby.
Jedna analiza dotycząca wolności słowa – co najmniej 10 000 zł. Więcej, gdy musimy sięgać po wiedzę zewnętrznych ekspertów z prawa unijnego.
Niejednokrotnie głos Ordo Iuris jest jedynym głosem rozsądku przeciwko cenzurze.
Z wyrazami szacunku
Adw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris











