
Podręcznik hydrotechniki każe pruć dolinę pod koryto obiegowe, stawiać filary i lać beton. Inżynier włącza logikę.
Mój dawny Szef — geodeta i informatyk. Kiedyś robotnik zapytał go na budowie: „Panie Andrzeju, po co kopać naokoło? Nie można po kawałku?”. Andrzej nie wyśmiał chłopa. To dowodzi geniuszu. Zrobił patent PL 207406 B1.
Zasada jest prosta: elastyczny próg powłokowy budowany modułowo wprost w nurcie. Zero niszczenia brzegów. Zero wyburzeń w terenach zurbanizowanych. Zero kopania tymczasowych kanałów na rzece.
Działa. Zabezpieczyło chłodzenie w Elektrowni Połaniec.
A Warszawa? Temat spiętrzenia Wisły w stolicy leży od lat. Nikt go choćby nie tyka. W podręcznikowym podejściu to 4 miliardy złotych, lata rozkopów i paraliż miasta. Andrzej policzył to swoją technologią: 100 milionów i 1 rok roboty.
Przetargu nikt nie ogłosi. Kiedyś podrzucałem ten temat politykowi z pierwszych stron gazet. Rozłożył ręce: woli politykę, a w swoich szeregach nie ma nikogo, kto udźwignąłby taki temat. Dziś zarządza prowincjonalnym WORD-em. A taki elitarny jest.
System woli paraliż lub chociaż zagrożenia, niż realne rozwiązania tańsze o 97%. Urzędnik potrzebuje starych norm i grubych miliardów, a polityk – bezpiecznego stołka.
Zero marnotrawstwa trafiło na maksimum Marnotrawstwa.
Kto ma wiedzieć, kim Pan jest, ten wie. Szacunek, Szefie.










