
Mieszko I to niewątpliwie ważna postać. Jest na nominale 10zł, szkoły są nazywane jego imieniem i poczet władców Polski zaczyna właśnie on. Mimo tego część osób wydaje się ciągle chcieć zrobić z niego "Polskiego Średniowiecznego Hitlera". Tak jak obalane są tezy o tzw. Polskich Obozach Zagłady, tak też Mieszko na równi z innymi zmarłymi zasługuje na ochronę jego pamięci przed zbeszczeszczeniem. Dlatego kwestia jego działań wymaga poważnej lustracji na uczciwych warunkach.
Takie tyranizowanie Mieszka I pojawia się w artykle "Początki Polski Skąpane we krwi" - są tam rzekome informacje paleniu przez Mieszka I oraz Siemomysła wrogich plemion żywcem i innych fantazyjnych opisach w tym artykule. Zanim jednak ze złości na tyranię rozpocznie się palenie banknotów 10zł-otowych - uspokajam.
Sensacyjne opisy palenia plemion żywcem przez wczesnych Piastów, pojawiające się m.in. na CiekawostkiHistoryczne.pl, są historyczną nadinterpretacją źródeł i publicystyczną fantastyką. Choć archeologia potwierdza niszczenie starych grodów, twierdzenia o ludobójstwie są mitem opartym na anachronizmach, a nie na źródłach z epoki.
Wojna bez źródeł

Teza z licealnego podręcznika "Zrozumieć Przeszłość", mówi iż gród Gniezno w kilka dekad podbiło całą Polskę. Co prawda znaleziono ślady niszczenia grodów (jak wspomniałem), ale nie wiadomo do końca, który gród walczył z którym, a i causus belli mogła być niezliczona ilość (wojna o sukcesję, atak watażki, powstanie ludowe, ataki sekt, separatyzm itd.) nie sposób się dowiedzieć "o co poszło". Mapa walk to nie mapa ogólnie polityczna.
Podręcznikowa teza o jednym, potężnym grodzie w Gnieźnie, który z precyzją rzymskich legionów w kilka dekad podbił całe terytorium przyszłej Polski, to teleologiczna projekcja historyczna. Polega ona na tym, iż znamy efekt końcowy (państwo Mieszka I), więc dopisujemy do niego prostą, linearną i logiczną opowieść o celowym podboju z jednego centrum dowodzenia.
Ślady spaleń w archeologii to nie są deklaracje polityczne. Zniszczony gród nie zostawia pisemnego wyjaśnienia, kto go spalił i dlaczego. Współczesna archeologia i krytyka źródłowa (reprezentowana m.in. przez prof. Przemysława Urbańczyka czy prof. Andrzeja Buko) całkowicie potwierdzają wątpliwości. Mit o „gnieźnieńskim walcu” rozpada się.
Archeologia destrukcji to nie mapa polityczna
Wielka akcja niszczenia starych grodów plemiennych i budowania w ich miejsce nowych, potężnych grodów piastowskich (tzw. rewolucja architektoniczna lat 20. i 30. X wieku) rzeczywiście miała miejsce, głównie w Wielkopolsce. Jednak utożsamianie każdego spalonego grodu z „podbojem Gniezna” to gigantyczne nadużycie.
Na terytorium Wielkopolski mogło żyć wiele bliskich sobie rodów i dygnitarzy wojsjkowych. Spalenie grodu mogło być choćby efektem krwawej rozprawy wewnątrz samego rodu Piastów (np. spór o sukcesję), a nie ataku „zewnętrznego” agresora z Gniezna. Nowo wzniesiony gród piastowski mógł zostać spalony przez lokalną ludność, która buntowała się przeciwko regulacjom władzy (podatki, pobór cywilny). Ślad pożaru może być dowodem na wewnętrzny opór, a nie na pierwotny podbój. Ziemie te były też nękane przez sąsiadów – Wieletów. Gród w Wielkopolsce mógł zostać zniszczony przez obcy najazd.
Gniezno wcale nie musiało być pierwsze
Podręczniki szkolne cierpią na tzw. gnieźnocentryzm. Tymczasem badania dendrochronologiczne (precyzyjne datowanie wieku drewna z wałów grodowych) pokazały, iż najstarsze potężne warownie piastowskie wcale nie powstały w Gnieźnie. Pierwsze spektakularne obiekty obronne i proto-miejskie wzniesiono w Grzybowie, Gieczu czy na Ostrowie Lednickim. Gniezno zyskało status głównego centrum sakralnego i politycznego nieco później, jako element już istniejącego systemu. Wizja, iż „zaczęło się w Gnieźnie i stamtąd szły rozkazy na całą Polskę”, to mit stworzony na potrzeby późniejszej tradycji.
Alternatywne scenariusze ("O co poszło?")
Casus belli mógł być zupełnie apolityczny w rozumieniu konfliktów jak w XX-wieku. W X wieku nie istniało jeszcze pojęcie „jednego narodu” czy „państwa polskiego” (termin Polonia pojawił się wieki potem). Mogła to być walka miejsc kultu pogańskiego i opór lokalnych „sekt” czy kapłanów przeciwko konkurencyjnym ideologiom. Główną walutą wczesnego średniowiecza było srebro. Ktoś mógł walczyć ze sobą nie po to, by zająć terytorium (ziemi wokół było pod dostatkiem) ale ze względu na kruszce.
Rysowanie w podręcznikach strzałek pokazujących ekspansję militarną z Gniezna na Śląsk, Pomorze czy Mazowsze to traktowanie X-wiecznych realiów tak, jakbyśmy opisyewali kampanie Napoleona. Powstanie państwa Piastów mogło powstać w jakikolwiek sposób w nie wiadomo którym roku czy okresie, w którym rola Gniezna jako jedynego agresora jest niemożliwa do udowodnienia.
Żywy towar?

Kwestia niewolnictwa u Piastów to też bardziej teoria niż fakt potwierdzony. Istniała u Piastów niewola kontraktowa za długi, jeńcy wojenni (często wymieniani jak podczas wojny z Ottonem) i prace przymusowe skazańców, ale porównywanie Piastów do łapaczy niewolników w stylu kolonizatorów XVI-wiecznych to czyste spekulacje oparte o znalezieniu arabskich monet ze szlaku handlowego. Niektórzy mówią iż "bez niewolników nie sfinansowano by grodów", ale za nało wiemy o gospodsrce z czasów Mieszka by to ocenić (a drewna na pewno nie brakowało Polsce Mieszka). Istnięli handlarze niewolników w regionie, ale była to arystokracja Czeska.
Wrzucanie wczesnośredniowiecznej Polski (a raczej tzw. Państwa Gnieździńskiego) do jednego worka z transatlantyckim handlem niewolnikami z XVI–XVIII wieku to poważny anachronizm i publicystyczna publicystyka. Wizja Piastów jako „hurtowników żywego towaru” na masową skalę, finansujących całe państwo z handlu z Arabami, opiera się na kruchych, poszlakowych fundamentach.
Pułapka numizmatyczna: Skarby dirhemów to nie faktura
Głównym argumentem zwolenników teorii o „niewolniczym imperium Piastów” (jak niestety sam prof. Przemysław Urbańczyk) jest gigantyczna liczba odnajdywanych w Wielkopolsce arabskich monet srebrnych (dirhemów). Monety udowadniają jedynie, iż na ziemiach polskich istniał kapitał i wymiana handlowa. Nie ma na nich napisane, za co zostały zapłacone.
Region ten eksportował wiele innych dóbr luksusowych i pożądanych na rynkach południowych i wschodnich: futra (wówczas warte fortunę), bursztyn, wosk (kluczowy do produkcji świec w Europie i świecie arabskim) oraz miód. Twierdzenie, iż srebro pochodzić musiało ze sprzedaży ludzi, to czysta spekulacja.
Czechy jako realne centrum handlu (fakt źródłowy)
W przeciwieństwie do państwa Mieszka, w przypadku Czech mamy twarde dowody pisane. Żydowski podróżnik Ibrahim ibn Jakub, który odwiedził Pragę w latach 965–966, wprost opisał tamtejszy targ jako centralny punkt handlu niewolnikami w tej części Europy. Wiemy też z żywotu św. Wojciecha, iż biskup Pragi ostro potępiał chrześcijańskich władców Czech za sprzedawanie chrześcijańskich niewolników muzułmanom. W przypadku państwa Piastów takich relacji źródłowych po prostu nie ma.
Dłużnik, więzień i jeniec to nie to samo co typowy niewolnik
Istnienie osób niewolnych w państwie wczesnopiastowskim jest faktem, ale miało ono zupełnie inny charakter niż system kolonialny.
Jak już wspominałem za czasów Mieszka istniały kary za przestępstwa w postaci prac przymusowych, schwytanie podczas walk żołnierze Wieletów czy wreszcie osoby odpracowujące niespłacony dług. Osadzano ich na ziemi (tzw. wsie służebne lujenieckie czyli instytucja tzw. czeladzi), aby uprawiali rolę i budowali grody. Byli oni zasobem demograficznym zatrzymywanym wewnątrz kraju, a nie towarem eksportowym.
Wypędzanie tysięcy ludzi przez puszcze i góry na rynki południowo-wschodnie wymagało gigantycznej logistyki, armii strażników i niosło ze sobą ryzyko (niedźwiedzie w Bieszczadach). Dla utrzymania państwa Mieszka znacznie bardziej opłacalne były zwykłe podatki.
Mit "finansowania grodów"
Teza, iż „bez niewolników nie byłoby pieniędzy na drewno i robotników do budowy grodów”, kompletnie ignoruje realia ekonomiczne X wieku. Do budowy potężnych wałów w Gieczu czy Poznaniu nie potrzeba było arabskiego srebra, ale regulacji wojskowej samej władzy. Mieszko I kontrolował terytorium i mógł dokonać poboru cywilnego tzw. szarwarku (obowiązkowej pracy przy budowie krytycznej dla państwa infrastruktury). Drewna i ziemi było pod dostatkiem. Srebro było potrzebne do opłacania elitarnej drużyny (pancernych), ale jej liczebność (według Ibrahima ibn Jakuba) spokojnie mogła być utrzymywana z lokalnych podatków, handlu tradycyjnego i dóbr pozostawionych po wycofujących się lub poległych Wieletach.
Porównywanie Mieszka I do XVI-wiecznych łapaczy niewolników z Afryki to publicystyczna sensacja, która ma na celu szokować, a nie opisywać prawdę. Nie ma żadnych dowodów na to, iż zbudowali „państwo-mafię” opartą na masowym eksporcie ludzi.
Państwo bez daty urodzenia

Kwestia określenia kiedy nastąpiło "zjednoczenie Polski" jest niefalsyfikowalne. Niektórzy uważają iż jak dagome iudex mówi o jednym państwie, a Geograf Bawarski mówi o kilku citivas to oznacza iż byly autonomiczne plemiona, a potem państwo. Ale citivas może w łacinie oznaczać nie tylko plemię w rozumieniu politycznym, ale też plemię w rozumieniu etnograficznym. To tak jakby ktoś określił, iż jak Kurpie są citivas, to oznacza iż byli niepodlegli, a Mieszko I im to odebrał.
Z metodologicznego punktu widzenia pojęcie „zjednoczenia Polski” w X wieku jest niefalsyfikowalne, ponieważ operujemy na pojęciach, które nie mają jednoznacznych definicji w źródłach z epoki. To obnaża pułapkę semantyczną, w którą wpadają historycy i twórcy szkolnych podręczników.
Próba rekonstrukcji mapy politycznej X wieku na podstawie jednego terminu łacińskiego to klasyczne nadużycie.
Pułapka terminu civitas (Geograf Bawarski)
Geograf Bawarski (dokument z IX wieku) wymienia m.in. Goplan, Lędzian czy Ślężan, przypisując im określoną liczbę civitates (często tłumaczonych jako grody lub okręgi grodowe). Słowo civitas w średniowiecznej łacinie było niezwykle elastyczne. Mogło oznaczać zarówno ufortyfikowany gród, terytorium wokół niego, jak i wspólnotę ludzi (plemię).
To, iż mnich z Ratyzbony zapisał, iż dany lud mieszka na określonym obszarze i ma swoje ośrodki, nie oznacza, iż tworzyli oni niepodległe, scentralizowane „państewka” z własnym rządem i armią, którym Mieszko odebrał niepodległość. Mogli to być po prostu ludzie połączeni wspólną kulturą, dialektem i tradycją.
Kiedy nastąpiło „zjednoczenie”? Każda data jest umowna
Skoro proces ten jest niefalsyfikowalny, historycy kłócą się o daty, z których każda jest tak samo sztuczna.
960-990 (Mieszko I): Rzekome „Zjednoczenie” militarne poprzez narzucenie siłą zwierzchnictwa Wielkopolski nad resztą regionów. Nie poświadczone w źródłach.
1000 (Zjazd Gnieźnieński): „Zjednoczenie” kościelne i dyplomatyczne (powstanie jednej metropolii kościelnej). To jednak perspektywa kleru, a nie całej struktury kraju.
1320 (Koronacja Władysława Łokietka): Dopiero ten moment w podręcznikach nazywa się oficjalnym „Zjednoczeniem Państwa Polskiego”, ale... po rozbiciu dzielnicowym.
Używanie pojęcia „zjednoczenie” sugeruje, iż istniały jakieś wcześniej rozbite części jednej, logicznej całości, które ktoś „posklejał”.
Źródła dalej milczą

Kwestia tego iż Mieszko toczył jakąś wojnę przed bitwą pod Cedynia to domysły. zwykle wszelkie rzetelny listy wojen w historii Polski zaczynają się od walk z niemieckimi książętami -awanturnikami, a nie od wojny mieszka z innymi plemionami Polski. Nie wspominają o tym kroniki rosyjskie (Nestor), niemieckie (Otia Imperiala), polskie (Gall Anonim), żydowskie, arabskie (Ibrahin von Jakub), Czeskie (Kronika Czechów) ani sagi nordyckie. Choć jakaś wojna w tym okresie nie jest wykluczona, to jednak należy pamiętać iż ciężar dowodu (łac. onus probandi) spoczywa na tym, kto wysuwa twierdzę, a nie na tym, kto zaprzecza. Skoro w źródłach pisanych panuje całkowita cisza na temat konkretnych wojen Mieszka I przed słynnym starciem pod Cedynią (972 r.), to opowiadanie o tych konfliktach jako o faktach historycznych jest nadużyciem.
Jeśli przyjrzymy się dokumentom z epoki, wersja podręcznikowa o wielkich wojnach zjednoczeniowych natychmiast pęka.
Co (i o czym) naprawdę mówią źródła?
Ibrahim ibn Jakub (ok. 965/966 r.) opisuje państwo Mieszka jako największe ze słowiańskich królestw, posiadające sprawną, opłacaną armię. Wspomina, iż Mieszko graniczy na wschodzie z Rusami, a na północy z Prusami. Nie ma tu jednak ani słowa o podbijaniu sąsiednich plemion – autor zastaje już istniejący, potężny organizm państwowy.
Widukind z Korwei (Kronika Saska) to najważniejsze źródło dla początków panowania Mieszka. Pierwszy raz wymienia polskiego władcę pod rokiem 963, ale opisuje jego walki z saskim grafem-awanturnikiem Wichmanem oraz Redarami (plemię wieleckie). Widukind pisze o Mieszku jako o „przyjacielu cesarza”, skupiając się wyłącznie na osi konfliktu niemiecko-połabskiego. O żadnych wewnętrznych wojnach na terenie dzisiejszej Polski nie wspomina.
Thietmar z Merseburga - jego kronika szczegółowo opisuje bitwę pod Cedynią (972 r.) jako akcję margrabiego Hodona, który zaatakował Mieszka. Thietmar, choć niechętny Piastowi, nie notuje żadnych wcześniejszych „wewnętrznych” wojen polsko-plemiennych.
Kronika Nestora (Powieść minionych lat) to pierwsza wzmianka o Piastach jako dynastii - pojawia się dopiero pod rokiem 981, gdy Włodzimierz Wielki zajął Grody Czerwieńskie. Nestor milczy o tym, jak Mieszko te ziemie rzekomo wcześniej musiał zdobyć pozbawiając je autonomii.
Kosmas (Kronika Czechów) opisuje konflikt o Śląsk i Małopolskę, ale dopiero z perspektywy końca X wieku i późniejszych wojen Bolesława Chrobrego.
Domysły ubrane w szaty faktów
Skoro źródła milczą, skąd w podręcznikach wzięły się opisy wojen Mieszka z plemionami przed 972 rokiem? To efekt spekulatywnego łączenia archeologii z tekstem.
- Archeolodzy znajdują spalony gród z połowy X wieku (np. na Śląsku).
- Historycy szukają winnego i metodą eliminacji uznają, iż „to absolutnie musiał być Mieszko”.
W ten sposób hipoteza naukowa w procesie popularyzacji staje się „faktem podręcznikowym”. Tymczasem – ten gród mógł spalić ktokolwiek: Czesi, lokalny rywal, albo spłonął on w wyniku przypadkowego pożaru.
Rzetelna lista potwierdzonych wojen Mieszka I zaczyna się od konfliktów z Wichmanem (963 i 967 r.) oraz Hodonem pod Cedynią (972 r.). Cała reszta domniemanych podbojów plemiennych przed tą datą to wyłącznie konstrukcje teoretyczne. Badacze zakładają, iż skoro Mieszko kontrolował te ziemie pod koniec życia (co wiemy z Dagome iudex), to musiał je wcześniej podbić ogniem i mieczem. Ignorują przy tym inne, niezliczone takie jak sojusze dynastyczne, poddanie się pod opiekę silniejszego wodza w obronie przed zagrożeniem zewnętrznym, procesy asymilacje elit, hołdy proto-feudalne czy dziedziczenie domen.
Władca, ale czy założyciel?
Mieszko jest przedstawiany jako rzekomy ogólnie założyciel Polski. Kroniki nie dają mu takiego opisu. Co najmniej część (lub choćby całość) mógł odziedziczyć po jakimś poprzednim władcy, tylko nie wiadomo ile i czy. Nagłe pojawienie się Polski za czasów Mieszka I to efekt w dużej mierze jego chrztu, co wywołały jego kontakty z ludnością piśmienną, która mogła opisać państwo. Z resztą Gal Anonim we wstępie do kroniki opisuje państwo Piastów jako "znane tylko ludziom korzystającym ze szlaku na Ruś". Geograficznie był zbyt daleko Bizancjum czy czy innych ośrodków by znaleźć się na wizji kronik. Dopiero chrzest zainteresował duchownych do opisania jego państwa. Teza, iż Mieszko I był „założycielem Polski”, który stworzył państwo od zera z próżni, to kolejny potężny mit. Jest on efektem błędu perspektywy źródłowej (tzw. survivorship bias w historiografii) oraz faktu, iż chrzest z 966 roku włączył jego domenę w orbitę kultury piśmiennej.
Dziedzictwo przodków: Czy Mieszko wszedł na gotowe?
Kroniki, choć skąpe, wcale nie przypisują Mieszkowi roli twórcy państwa.
Sam Gall Anonim na początku swojej kroniki wymienia trzech bezpośrednich przodków Mieszka: Siemowita, Lestka i Siemomysła. Przypisuje im bogacenie się i zdobywanie sławy. Zgodnie Mieszko I nie musiał budować fundamentów – twierdzą, żę odziedziczył już sprawnie funkcjonujący, silny organizm polityczno-militarny.
Badania dendrochronologiczne (datowanie słojów drewna) jednoznacznie wykazały, iż potężna rewolucja budowlana w Wielkopolsce – wznoszenie ogromnych, nowoczesnych grodów jak Giecz, Bnin czy Grzybowo – rozpoczęła się w latach 20. i 30. X wieku. Mieszko I urodził się około 930–935 roku. Oznacza to, iż gdy dorastał, te centra już stały lub były w budowie. Tym samym upadek teza, iż Mieszko I rozpoczął budowę państw od grodów jest błędna.
Iluzja "nagłego pojawienia się" (Efekt piśmienności)
To, co w podręcznikach wygląda na „nagłe narodziny Polski Mieszka”, to w rzeczywistości nagłe zapalenie światła w ciemnym pokoju. Przed 966 rokiem ziemie te były dla zachodniej Europy „czarną dziurą”, ponieważ zamieszkująca je ludność nie znała pisma. Chrzest Mieszka i jego małżeństwo z Dobrawą sprowadziły do Wielkopolski duchownych (jedyną piśmienną warstwę tamtych czasów). Pojawili się pierwsi kronikarze, zaczęto spisywać roczniki (np. Rocznik dawny), odnotowywać zgony i śluby władców.
Państwo Piastów nie powstało w 966 roku. Ono wtedy jedynie uzyskało głos i zostało zapisane w kronikach. Dla mnicha w Kwedlinburgu czy Moguncji kraj ten „zaczął istnieć”, bo po raz pierwszy usłyszał o nim od powracających misjonarzy.
Izolacja geograficzna
Wczesnośredniowieczni kronikarze nie byli reportażystami podróżującymi po świecie. Pisali o tym, co działo się na granicach ich imperiów. Bizancjum interesowało się Rusią (z którą handlowało i walczyło) oraz Bułgarią. Cesarstwo Ottonów interesowało się bezpośrednimi sąsiadami zza Łaby – Słowianami Połabskimi (Wieletami, Obodrzycami).
Państwo wczesnopiastowskie było geograficznie odcięte od tych osi politycznych. Powodem, dla którego obcokrajowcy tam podróżowali, był tranzytowy szlak handlowy na Ruś i dalej na stepy i do Bizancjum.
Nie ma dowodów, iż Mieszko I nie był „założycielem”, ale prędzej po prostu władcą, który rządził silnym państwem monarchicznym. Szkoła przypisuje mu zasługi ponieważ od niego zaczynają się teksty pisane – a dla tradycyjnej historii bez tekstu nie ma dowodu.
Śląsk

Rzekomo niepodległy lub należący do Czech - Śląsk, rzekomo miał zostać podbity lub zabrany siłą Czechom. Jednak grody Mieszka w Czechach powstały w roku kiedy to Czechy wypowiedziały sojusz z Polską, a nie po wojnie. Źródła pisane nie mówią o "sillesia" choć mówią o jakimś terytorium do przekazania. Naturalna granicą południowej Polski są pasma górskie. Bardziej jest prawdopodovne iż Śląsk należał do Polski, a granicą były Sudety, niż to iż Państwo Czeskie miało śląsk, ale było rozdzielone na pół Sudetami. Jedynym wyjątkiem jest tutaj Kotlina Kłodzka (ale to nie Śląsk).
Wersja historyczna głosząca, iż Śląsk był „odwiecznie czeski”, a Mieszko I brutalnie go Czechom „odebrał” w wyniku krwawej wojny około 990 roku – to w dużej mierze retrospektywna iluzja stworzona przez późniejsze, czeskie kroniki narodowe.
Metoda dendrochronologiczna, czyli grody przed kryzysem
Podręcznikowy mit mówi, iż Mieszko I podbił Śląsk około 990 roku i zbudował tam grody. Tymczasem badania dendrochronologiczne (analiza słojów drewna z wałów obronnych) udowodniły, iż potężne, typowo piastowskie grody we Wrocławiu, Głogowie i Opolu powstały około 985 roku.
W 985 roku Mieszko I i czeski książę Bolesław II Pobożny żyli jeszcze w sojuszu. Czesi nie budowali tak potężnych fortyfikacji na północ od Sudetów. To oznacza, iż Piast wzniósł te grody na obszarze, który kontrolował. Gdy sojusz pękł w 989/990 roku, Mieszko miał już tam gotową infrastrukturę militarną.
Śląsk bez nazwy: „Silesia” nie istnieje w X wieku
Słowo „Śląsk” (czy łacińskie Silesia) jako określenie całej prowincji politycznej w X wieku w ogóle nie pojawia się w dokumentach z tamtych czasów. Kronikarz Thietmar z Merseburga, opisując konflikt z 990 roku, pisze jedynie o enigmatycznym „regno ablatum” (odebranym państwie/terytorium), którego nazwy nie wymienia. Mogła to być równiez dobrze drobna korekta granic o kilka wsi, a nie nagłe, radykalne zmienienie granic kraju, Dokument Dagome iudex (ok. 991 r.) określa granice państwa Mieszka, dociągając je do „Alemure” (prawdopodobnie rzeki Morawy lub Ołomuńca), co automatycznie włączało cały Śląsk w granice piastowskie bez wydzielania go jako osobnego bytu politycznego.
Czy Czechy były rozcięte Sudetami?
Łańcuch Sudetów to potężna, naturalna granica obronna. Państwo wczesnoczeskie miało swoje serce w Kotlinie Czeskiej, otoczonej górami. Zarządzanie z Pragi nizinami nadodrzańskimi (Śląskiem), oddzielonymi trudnymi do przebycia pasmami górskimi, było by logistycznym koszmarem.
Dla państwa Piastów ze stolicą Wielkopolsce, Śląsk był naturalnym przedłużeniem nizinnym, połączonym spławną arterią wodną – rzeką Odrą. Z ekonomicznego i strategicznego punktu widzenia Śląsk naturalnie ciążył ku północy (Wielkopolsce) i wschodowi (Małopolsce), a nie ku południowi.
Kotlina Kłodzka – geograficznie wcięta po południowej stronie i łatwiej dostępna z Czech – stanowiła odrębny przypadek i to tam realnie ścierały się realne wpływy obu państw.
Dlaczego więc wmówiono nam, iż Śląsk był czeski?
Mit ten opiera się na Kronice Czechów Kosmasa (pisanej na początku XII wieku). Kosmas, jako czeski patriota, chciał udowodnić historyczne prawa Pragi do tych ziem. Przypisał więc czeskiemu książęciu Bolesławowi I (ojcu Dobrawy) panowanie nad ogromnymi obszarami, w tym Śląskiem i Krakowem. Problem w tym, iż dla okresu połowy X wieku Kosmas nie miał żadnych twardych dokumentów i uprawiał tzw. „propagandę terytorialną”. Czeska obecność na Śląsku przed Mieszkiem ograniczała się co najwyżej do szlaku handlowego.
Pomorze
Istnieje mit iż podczas walki z Niemickim hrabią, oraz wspierającym go Wolinianami Mieszko I dopiero wówczas przyłączył całe Pomorze. Wolinianie to lud przygraniczny. Pyrzyczanie, plemiona okolic późniejszego Gdańska czy zgrupowania dolnopasłęckie nie są wymieniane w źródle o tej wojnie. Teza, iż jedno zwycięstwo Mieszka I nad Wolinianami w 967 roku (wspólnie z posiłkami czeskimi) automatycznie oznaczało „przyłączenie całego Pomorza”, to klasyczny anachronizm i nadużycie geograficzno-polityczne.
Wolinianie to nie całe Pomorze
Wolin był gigantycznym jak na tamte czasy, bogatym i potężnym ośrodkiem miejskim u ujścia Odry (często utożsamianym z legendarną Winetą lub Jomsborgiem). Działał bardziej jak miasto kupieckie niż stolica państwa. Wolinianie politycznie "romansowali" ze Związkiem Wieleckiemu (Słowianom Połabskim). Wojna z nimi – opisywana przez Widukinda pod rokiem 967 – była konfliktem związanym z użyciem przez Wieletów, Wolinian jako wsparcia przeciwko Piastom, a nie kampanią mającą na celu podbicie lasów i ziem w głębi Pomorza.
Cisza o innych plemionach, czyli "milczenie źródeł"
Pyrzyczanie to słynne i potężne plemię z ziemi pyrzyckiej (wymieniane przecież przez Geografa Bawarskiego jako posiadające aż 70 grodów) w relacji Widukinda o wojnie z 967 roku w ogóle nie istnieje.
Grupy dolnopasłęckie i Pomorze Wschodnie - o tym obszarze (późniejszym Pomorzu Gdańskim) źródła milczą aż do czasów wyprawy św. Wojciecha (997 r.).
Skoro jedynym zidentyfikowanym przeciwnikiem Mieszka w tej kampanii byli Wolinianie (i wspierający ich saski banita Wichman), rozciąganie skutków tej bitwy na plemiona mieszkające setki kilometrów dalej na wschód jest fantazją historyczną.
Sukces militarny to nie aneksja terytorialna
Podręczniki mylą wygraną bitwę z trwałą inkorporacją terenu. choćby w stosunku do samego Wolina historycy są dziś niezwykle ostrożni.
Nie wiadomo czy konflikt z Wolinianami był walką zbuntowaną autonomią struktur księstwa, czy walką z niepodległą republiką kupiecką. Rysowanie strzałek „podboju Pomorza” na 967 rok to klasyczne myślenie kolonialne – tak jakby pokonanie jednego wodza nad rzeką oznaczało automatyczną kontrolę nad całą puszczą aż do Wisły.
Mazowsze

Istnieje mit, iż Mieszko I podbił mazowsze. Realnie mazowszanie pojawiają się późno w źródłach, a rzekomy spadek gestości. zaludnienia mazowsza, mogł wynikać z wielu przyczyn jak migracja do większych ośrodków grodowych.
Sprawa Mazowsza to kolejny jaskrawy przykład tego, jak podręcznikowa historia próbuje zapełnić „białe plamy” narracją o militarnym walcu Piastów. Tezy nie zgadzają się z wnioskami współczesnych archeologów i krytyków źródłowych (takich jak prof. Andrzej Buko).
Wizja, w której Mieszko I na czele swoich pancernych najeżdża Mazowsze, pali tamtejsze grody i wciela region do swojego państwa, to czysta spekulacja.
Mazowszanie w źródłach: Wielka nieobecność
Jeśli spojrzymy na teksty z X wieku, Mazowsze jako region i Mazowszanie jako plemię po prostu nie istnieją dla ówczesnych kronikarzy. Nie wymienia ich Geograf Bawarski (IX wiek), który skrupulatnie notuje dziesiątki innych ludów słowiańskich. Milczą o nich Ibrahim ibn Jakub, Widukind oraz Thietmar. Pierwsza pewna wzmianka pojawia się dopiero w Powieści minionych lat (Nestor) pod rokiem 1041, i to w kontekście wyprawy kijowskiego księcia Jarosława Mądrego, który pomagał Kazimierzowi Odnowicielowi stłumić bunt Miecława.
Skoro region ten był niewidoczny dla zagranicznych obserwatorów, twierdzenie, iż Mieszko I prowadził tam zaplanowaną, wielką kampanię podbójczą, jest metodologicznie nieuprawnione.
Mit wyludnienia: Spadek gęstości zaludnienia to nie pewny efekt rzezi
Przez lata w polskiej nauce dominowała teza, iż skoro na przełomie IX i X wieku na Mazowszu znika wiele małych, otwartych osad i lokalnych grodków (szczególnie w rejonie Płocka czy nasielskim), to musiał to być efekt krwawego najazdu Piastów. Interpretowanie zmian demograficznych wyłącznie przez pryzmat wojny to gigantyczne uproszczenie.
W X wieku w całej Europie Środkowej zachodziły głębokie procesy transformacji społecznej. Ludność dobrowolnie porzucała małe, rozproszone osady rolnicze i migrowała w kierunku nowo powstających, potężniejszych ośrodków grodowych (także tych budowanych przez Piastów), które oferowały lepsze bezpieczeństwo i możliwości handlowe. Zmiany w strukturze upraw, wyczerpanie lokalnych zasobów (np. drewna) czy anomalie pogodowe mogły zmusić ludzi do przesunięcia się na inne tereny. Archeologia rzadko znajduje na Mazowszu z tego okresu warstwy spaleń.
Uznanie Mieszka I za „zdobywcę Mazowsza” to kolejny podręcznikowy mit zrodzony z potrzeby narysowania ładnej, zamkniętej mapy państwa. zdobycie Mazowsza nastąpiło co prawda w XI wieku, ale... było to wtedy kiedy Miecław odłączył go od struktur już wcześniej istniejących.
Małopolska
Warto dodać, iż istnieje legenda o rzekomej niepodległości Małopolski (Księstwa Wiślan), co często jest argumentem za tym, iż Mieszko musiał podbić Małopolskę, skoro była niepodległa, a potem w Dagome Iudex już nie ma te niepodległości.
To jeden z najbardziej jaskrawych i najdłużej pokutujących mitów w polskiej historiografii, czyli mit o potężnym „Państwie Wiślan”. Legenda panońska (czyli Żywot świętego Metodego, spisany pod pod koniec IX wieku na Morawach) to jedyny tekst, na którym przez dekady polscy historycy i autorzy podręczników budowali monumentalną wizję wielkiego, niezależnego księstwa w Małopolsce, które miało rzekomo być brutalnie pokonane przez Wielkopolskę. W rzeczywistości to źródło odosobnione, niepotwierdzone i skrajnie niepewne metodologicznie.
Co naprawdę mówi „Legenda panońska”?
Słynny fragment, który zrodził ten mit, brzmi następująco:
„Był zaś w nim [w Metodym] także dar proroczy [...]. Pogański książę, potężny bardzo, siedzący na Wiśle, urągał chrześcijanom i szkody im wyrządzał. Posławszy więc do niego [Metody] kazał mu powiedzieć: Dobrze byłoby dla ciebie, synu, ochrzcić się dobrowolnie na swojej ziemi, abyś nie był ochrzczony w niewoli na cudzej ziemi i wspomnisz moje słowa. Tak się też stało”.
To wszystko. Tekst ten nie zawiera nazwy „Wiślanie”: Mówi jedynie o „księciu siedzącym na Wiśle”. To żywot świętego, którego celem było udowodnienie, iż Metody miał dar prorokowania (przepowiedział księciu niewolę). Teksty tego typu pisano według sztywnych schematów literackich, a nie jako kroniki polityczne. Jest źródłem pojedynczym (testis unus, testis nullus - jeden świadek rzaden świadek). Żadne inne ówczesne źródło pisane – ani czeskie, ani morawskie, ani niemieckie – nie wspomina o księstwie nad Wisłą.
Geograf Bawarski i kwestia nazwy
Jedyne źródło, które faktycznie wymienia nazwę bliską tej tradycji, to Geograf Bawarski (IX wiek), który notuje lud Uislane. Jednak przypisuje im zaledwie... brak jakichkolwiek danych o grodach (w przeciwieństwie do innych ludów, którym przypisuje po kilkadziesiąt civitates). Sugeruje to, iż dla frankijskich obserwatorów była to peryferyjna część.
Współczesna archeologia Małopolski (m.in. badania prof. Jacka Poleskiego) ostatecznie zweryfikowała sprzeczność tezy o Małopolsce.
IX wieku w Małopolsce nie istniał żaden centralny, potężny gród (taki jak późniejszy Kraków). Istniały rozproszone, lokalne grody (np. w Naszacowicach, Stradowie czy Demblinie). Upada więc teza, iż Małopolska była tak ludna lub rozwinięta urbanistycznie jak Wielkopolska. Przez lata twierdzono, iż Wielkie Morawy najechały i zniszczyły te grody. Nowe, precyzyjne datowania archeologiczne pokazały, iż grody te funkcjonowały i rozwijały się dalej długo po upadku Państwa Wielkomorawskiego (który nastąpił ok. 906 roku). Ślady rzekomej „katastrofy wojennej” okazały się w większości przypadków naturalnymi etapami przebudowy lub co najwyżej potencjalnymi lokalnymi konfliktami.
Wmawianie uczniom, iż przed Piastami istniało w Polsce drugie, konkurencyjne „Państwo Wiślan”, potem zajęte przez Mieszka to budowanie teorii naukowej na jednym zdaniu z hagiograficznego tekstu o morawskim świętym.

















