Luksusowe limuzyny, kosmiczne spalanie i kuriozalne uniki władz Białegostoku

7 godzin temu
Mieszkańcy Białegostoku z niedowierzaniem przecierają oczy, patrząc na to, jak pieniądze podatników znikają w bakach miejskich limuzyn. Gdy zwykli białostoczanie oglądają każdą złotówkę przed wizytą na stacji benzynowej, urzędnicy magistratu pod wodzą prezydenta Tadeusza Truskolaskiego sprawiają wrażenie, jakby koszty paliwa w ogóle ich nie dotyczyły. Sprawę postanowili szczegółowo zbadać radni Prawa i Sprawiedliwości – Henryk Dębowski oraz Jacek Krzysztof Chańko. Ich interpelacja miała rzucić światło na gigantyczne wydatki, ale to, co otrzymali w odpowiedzi z magistratu, przypomina raczej festiwal urzędniczego unikactwa niż rzetelną rozliczalność. Paliwo spala się jak w czołgu, a odpowiedzi brak

Sytuacja brzmi jak zjadliwa anegdota, gdyby nie fakt, iż płacimy za nią wszyscy z własnych kieszeni. Radni PiS ujawnili niepokojące dane, z których wynika, iż część samochodów służbowych wykorzystywanych przez włodarzy miasta wykazuje absurdalnie wysokie zużycie paliwa. Mówimy tu o spalaniu rzędu od 16,8 do choćby 18 litrów na 100 kilometrów. Co więcej, wozom najwyraźniej nie wystarcza zwykła benzyna – tankowana jest do nich droższa, 98-oktanowa!
Gdy radni Dębowski i Chańko dopytywali, skąd bierze się tak kolosalny apetyt na paliwo, jak dokładnie wyliczane jest średnie zużycie i czy stosowanie droższego paliwa Pb 98 jest wymogiem producenta, z urzędu nadeszła fala ogólników. Zamiast konkretyzacji danych dla wszystkich auta, radni usłyszeli bezduszne regułki o normach Polskiego Związku Motorowego czy bezgotówkowym systemie kart flotowych. Pytanie, czy ktoś w ogóle sprawdza, czy to spalanie odpowiada jeździe po mieście
Idź do oryginalnego materiału