Aleksandr Łukaszenka podczas festiwalu „Zew Polesia” 15 sierpnia mówił o korzeniach Białorusinów, Izraelu, Wschodzie, Europie i Rusi Kijowskiej, a media odnotowały jego słowa o „Rosjanach ze znakiem jakości”. To pokazuje, jak Mińsk rozmywa odrębność Białorusi i wzmacnia rosyjską matrycę.
Polesie jako scena polityczna
Aleksandr Łukaszenka wystąpił 15 sierpnia na festiwalu etnokulturowym „Zew Polesia” w miejscowości Laskowicze. Oficjalny portal prezydenta Białorusi podał, iż mówił tam o Polesiu jako miejscu, gdzie miały kształtować się cechy białoruskiego charakteru. W tym samym wystąpieniu pojawiły się słowa o zwyczajach i tradycjach „ludzi z Izraela, ze Wschodu, z Europy oraz z Rusi Kijowskiej”. Według WP i części mediów niezależnych Łukaszenka określał Białorusinów także jako „Rosjan ze znakiem jakości”.
To nie jest zwykła egzotyka autorytarnego przemówienia. W państwie rządzonym przez Mińsk historia nie jest swobodną debatą. Jest narzędziem władzy. Gdy Łukaszenka raz mówi o „prawdziwym narodzie”, a za chwilę ustawia jego odrębność w cieniu rosyjskości, dostajemy czytelny sygnał: białoruska tożsamość ma istnieć tylko w takim zakresie, w jakim nie przeszkadza osi Mińsk-Moskwa.
Tożsamość pod kontrolą władzy
Wystąpienie wpisuje się w szerszy mechanizm. Reżim białoruski od lat buduje własną opowieść historyczną tak, by była wygodna dla władzy i bezpieczna dla Rosji. Polski czytelnik zna ten mechanizm szczególnie dobrze, bo Mińsk uderzał już w pamięć Armii Krajowej i polskie dziedzictwo na Kresach. Pisaliśmy o tym, gdy propaganda Mińska zrównywała Polaków z nazistami oraz gdy Białoruś wykreślała polskie zabytki.
W tej logice naród nie ma prawa do własnej pamięci, jeżeli ta pamięć osłabia władzę. Białorusini mogą być chwaleni jako pracowici, wytrzymali i przywiązani do ziemi, ale granica jest jasna. Ich tożsamość ma nie prowadzić do pełnej suwerenności. Ma zostać w bezpiecznym, postsowieckim korytarzu.
Polska powinna patrzeć trzeźwo
Dla Polski stawka jest konkretna. Białoruś to sąsiad, przez którego terytorium Rosja prowadzi presję wojskową, migracyjną i informacyjną. Każde rozmywanie białoruskiej odrębności wzmacnia rosyjski projekt imperialny, a ten projekt zawsze kończy się presją na naszą granicę, bezpieczeństwo i pamięć historyczną.
Dlatego Warszawa nie powinna patrzeć na takie wystąpienia jak na folklor. To jest polityka. Reżim Łukaszenki potrafi pokazywać ludowe stroje, pszczeli ul i regionalne obrzędy, a jednocześnie wykonywać strategiczną robotę dla Kremla. Ten sam system robi z tradycji dekorację władzy, a z historii materiał do sterowania społeczeństwem. Widać to było także przy propagandowym spektaklu, gdy Łukaszenka odbierał ul od poddanych.
Polski interes narodowy wymaga chłodnego realizmu. Wsparcie dla białoruskiej wolności i kultury ma sens, bo osłabia rosyjską głębię strategiczną. Ale złudzenia wobec Mińska są luksusem, na który Polska nie ma prawa sobie pozwolić.
Źródło: oficjalny portal prezydenta Białorusi, BELTA, WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości













