Łukaszenka grozi Ukrainie. "Mamy jeden cel, bardzo poważny"

52 minut temu

Alaksandr Łukaszenka odniósł się do informacji o przygotowanej przez Ukrainę liście setek celów na terytorium Białorusi, które mogłyby zostać zaatakowane w przypadku bezpośredniego zaangażowania Mińska w wojnę. Białoruski przywódca z jednej strony bagatelizował te doniesienia, z drugiej zapewniał, iż Białoruś również dysponuje własnymi celami i ostrzegał przed konsekwencjami ewentualnego ataku.

AP/Sergey Bulkin/Pool Sputnik Kremlin
Aleksandr Łukaszenka ostrzega przed eskalacją wojny w przypadku ataku na Białoruś

Łukaszenka stwierdził, iż jeżeli Ukraina rzeczywiście wyznaczyła 500 celów na Białorusi, to Mińsk ma przygotowaną odpowiedź. - Może i zidentyfikowali 500 celów, ale na szczęście mamy 500 celów dla nich. Mamy jeden cel, bardzo poważny, o precyzyjnych współrzędnych i bardzo blisko Białorusi. Oni też to rozumieją. To jest najważniejsze - powiedział.

Według części komentatorów słowa te mogły być sugestią dotyczącą możliwości użycia rosyjskiej taktycznej broni jądrowej rozmieszczonej na terytorium Białorusi.

Łukaszenka o Zełenskim i granicy z Ukrainą

Białoruski przywódca przekonywał jednocześnie, iż ani Mińsk, ani Kijów nie są zainteresowane otwarciem nowego frontu. - Niech mi Wołodymyr Ołeksandrowicz wybaczy, ale to tylko gadanie - mówił.

ZOBACZ: "Wojna jak gra komputerowa". Punkty za zabitych Rosjan i zniszczony sprzęt

- Stanowisko wojska jest inne. Ukraińskie wojsko nie chce wojny z Białorusią. Wiem to na pewno. Bo rozumieją, iż to oznacza kolejne 1000 kilometrów dodatkowego frontu, granicy. I to skomplikowanej granicy między Białorusią a Ukrainą - mówił.

Łukaszenka twierdził również, iż po ukraińskiej stronie granicy znajdują się głównie jednostki o ograniczonej wartości bojowej. - To ludzie złapani na ulicy, biedni Ukraińcy i żołnierze tak zwanej obrony terytorialnej. Wczorajsi robotnicy, operatorzy maszyn, kołchoźnicy. Co to za wojownicy? To mięso armatnie - przekonywał.

Białoruski dyktator obarcza winą Europę

Łukaszenka sugerował, iż wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego dotyczące zagrożenia ze strony Białorusi są efektem nacisków ze strony europejskich sojuszników Ukrainy.

- Europejczycy coś mamroczą. A oni mówią mu: "Czemu milczysz? Podobno jutro ma nastąpić atak na Ukrainę z Białorusi". Choć to się nigdy nie stanie, nasi żołnierze nigdy tam nie byli i nigdy nie będą - powiedział.

Jego zdaniem to właśnie europejskie państwa skłaniają ukraińskiego prezydenta do podnoszenia kwestii potencjalnej inwazji z terytorium Białorusi.

ZOBACZ: Rosyjskie "tętnice" pod ostrzałem. Ekspert mówi o "zawale serca" na południu

Łukaszenka uderzył też w Cichanouską

Podczas spotkania z przedstawicielami mediów państwowych Łukaszenka odniósł się również do niedawnej wizyty liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej w Kijowie.

Twierdził, iż dowiedział się o niej z rosyjskiej telewizji i ostro skrytykował środowiska opozycyjne. - To wcale nie jest opozycja, to bandyci. Liczą na to, iż wyszkolą tam bojowników spośród Białorusinów, Ukraińców, Polaków, a choćby Litwinów, którzy następnie wkroczą i zajmą jakiś ośrodek regionalny - mówił.

Na koniec ostrzegł, iż ewentualny atak na Białoruś mógłby doprowadzić do poważnej eskalacji wojny. - Nie daj Boże, z jakiegoś terytorium nastąpi atak militarny na terytorium Białorusi. Wojna na Ukrainie nabierze zupełnie innego charakteru. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale wiecie, o czym mówię - stwierdził.

WIDEO: Najdłuższy tunel na świecie w budowie. Trasę wytyczono przez Bałtyk
Idź do oryginalnego materiału