Łotewscy pogranicznicy 20 sierpnia zatrzymali w Krasławiu 28 migrantów po nielegalnym przejściu z Białorusi. Kontrola okolicy ujawniła tunel ukryty pod mchem, 20 metrów od granicy. To drugi taki przypadek od 10 sierpnia i dowód, iż presja migracyjna na wschodzie Europy szuka coraz bardziej technicznych obejść.
Najpierw zatrzymanie, potem odkrycie metody
Łotewskie służby najpierw natknęły się na 28 osób, które nielegalnie przekroczyły granicę państwową od strony Białorusi. Dopiero sprawdzanie terenu pokazało pełny obraz sprawy: w rejonie Krasławia, na odcinku placówki Kaplava, funkcjonariusze odkryli podziemne przejście ukryte pod mchem.
Jak wynika z komunikatu State Border Guard of Latvia, wejście do tunelu znajdowało się 20 metrów od granicy. Zatrzymanych zawrócono do kraju wyjścia. To język państwa, które rozumie, iż prawo graniczne nie może być dekoracją.
Druga próba w krótkim czasie
Łotewska Straż Graniczna podkreśla, iż nie był to pierwszy przypadek użycia tunelu na granicy z Białorusią. 10 sierpnia w parafii Skrudaliena, w gminie Augšdaugava, służby wykryły 15 osób, które także miały przekroczyć granicę podziemnym przejściem.
To zmienia ciężar sprawy. o ile w ciągu dziesięciu dni pojawiają się dwa tunele, mówimy o metodzie, nie o przypadku. Zapory, patrole i systemy obserwacji są konieczne, ale przeciwnik zawsze szuka obejścia. Państwo, które traktuje granicę poważnie, musi patrzeć na teren warstwowo: nad ziemią, przy zaporze i pod powierzchnią.
Właśnie dlatego spór o Schengen i migrację nie jest zabawą w hasła. Swoboda podróżowania w Europie ma sens tylko wtedy, gdy zewnętrzna granica jest naprawdę broniona.
Mińsk testuje państwa frontowe
Białoruś od lat jest elementem nacisku na wschodnią granicę Unii Europejskiej. Migranci są w tej grze narzędziem, często ludźmi prowadzonymi przez cudzy interes i cudzą kalkulację. Krytyka musi uderzać w politykę Mińska, w przemyt i w mechanizm presji, a nie w godność człowieka.
Dla Polski to temat własnego bezpieczeństwa. o ile Łotwa wykrywa tunel, Warszawa powinna pytać nie tylko o ten jeden odcinek, ale o standard całej granicy z Białorusią. Ile jest miejsc słabo widocznych? Gdzie potrzebny jest georadar? Czy państwa regionu wymieniają dane wystarczająco szybko?
Mińsk potrafi mówić o dialogu, a równocześnie budować presję faktami na granicy. Pisaliśmy już, iż bez realnych działań Białorusi takie deklaracje wyglądają jak gra pozorów. Tunel pod granicą jest lepszym komentarzem do intencji reżimu niż dyplomatyczne formułki.
Granica to praktyka suwerenności
Suwerenność nie kończy się na fladze, hymnie i deklaracjach z konferencji prasowych. Suwerenność zaczyna się tam, gdzie państwo potrafi powiedzieć: tędy nie przejdziecie, bo obowiązuje nasze prawo. Dotyczy to Łotwy, Litwy i Polski w takim samym stopniu.
Europa Zachodnia długo udawała, iż migracja jest głównie problemem moralnego tonu. Państwa frontowe wiedzą, iż to także sprawa map, kamer, ziemi, błota, patroli i odpowiedzialności za obywateli. Nie ma w tym nic nieludzkiego. Nieludzkie jest dopiero zostawienie granicy przemytnikom i obcym służbom.
Łotewska sprawa pokazuje więc coś więcej niż spryt jednej grupy. Pokazuje, iż presja migracyjna uczy się zapór szybciej, niż biurokracja w Brukseli uczy się realiów wschodniej flanki. Polska odpowiedź powinna być prosta: granicę trzeba uszczelniać tam, gdzie wróg szuka przejścia, a nie tam, gdzie wygodnie wygląda to w raporcie.
Źródło: State Border Guard of Latvia, LSM, Gazeta.pl.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości










