Zieleń uspokaja? Nie w Łodzi. Nowy projekt magistratu „Dżungla 360”, czyli pomysł budowy w Ogrodzie Botanicznym egzotycznego pawilonu, rozgrzewa ostatnio spotkania, dyskusje online i offline do czerwoności. A to tylko czubek góry lodowej. Co się dzieje? O co chodzi? Sprawdzamy.
Czy łódzka zieleń i łodzianie nie zasługują na poważne potraktowanie przez miejskich włodarzy? Na razie wszystko wskazuje na to, iż nie.
Dżungla 360
Przedsięwzięcie zakłada oddanie 2/3 powierzchni Ogrodu Botanicznego w Łodzi spółce Holding Łódź. Na tym terenie stanąć ma palmiarnia wysoka na 30 metrów oraz wielopoziomowy parking i kładka pomiędzy obiektem a łódzkim Orientarium.
Przetarg ogłoszono bez uprzednich konsultacji z ekspertami do spraw ochrony środowiska.
Dziś specjaliści mówią jasno – projekt jest jednoznacznie szkodliwy dla łódzkiej przyrody.
Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk pisze w swoim oświadczeniu: „Lokalizacja obiektu o charakterze wyłącznie komercyjno-rozrywkowym w obrębie ogrodu botanicznego osłabia jego podstawową funkcję ochronną, naukową i adaptacyjną, a jednocześnie tworzy precedens dalszej komercjalizacji terenów o kluczowym znaczeniu dla odporności klimatycznej miasta”. Przeciwko inicjatywie wyraził się także, między innymi, Wydział Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego oraz Sekcja Lichenologiczna Polskiego Towarzystwa Botanicznego.
Ogród Botaniczny jest domem wielu wyjątkowych okazów natury:
- 42 rodzajów porostów, z czego wiele jest objętych ochroną prawną z racji rzadkości występowania i stopnia zagrożenia wyginięciem,
- owadów, z których znaczna część pełni kluczową dla ekosystemu rolę zapylaczy,
- insektów, z aż 1128 gatunków 21 podlega ochronie prawnej, a 64 widnieją w „Czerwonej liście zwierząt ginących i zagrożonych w Polsce”, jak podaje praca „Motyle i inne owady Ogrodu Botanicznego w Łodzi”.
Nie można też zapomnieć o 120-letniej alei lipowej, która ma status pomnika przyrody.
Tak unikatowe i bogate przyrodniczo miejsce zasługuje na opiekę i ostrożność. Spółka Holding Łódź oraz władze miasta nie wykazały jednak należytej troski.
Przyrodę totalnie zlekceważono, podobnie jak ekspertów, którzy mogliby się fachowo na jej temat wypowiedzieć. Poza tym Urząd Miasta Łodzi zaniedbał też kwestię konsultacji społecznych – projekt ujawniono publicznie dopiero po ogłoszeniu przetargu na opracowanie masterplanu Dżungli 360.
26 stycznia 2026 roku na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego odbyła się debata publiczna w sprawie przedsięwzięcia. Na spotkanie przyszło wielu akademików, zainteresowanych łodzian, przedstawicieli rad osiedli oraz organizacji działających na rzecz miasta i jego mieszkańców.
Podczas debaty Anna Wierzbicka, przedstawicielka Urzędu Miasta Łodzi, powoływała się na konsultacje z 2020 roku. Trzeba jednak zaznaczyć, iż od tego czasu przez ponad pięć lat nie odbyły się żadne inne rozmowy, oraz iż konsultacje dotyczyły nie samego projektu (który jeszcze wtedy nie powstał), tylko potrzeb użytkowników Ogrodu Botanicznego.
Wśród wymienionych w 2020 roku życzeń podano możliwość zakupu roślin, zwiększenie ilości toalet, dłuższe otwarcie w roku, poprawę dostępności komunikacyjnej oraz bogatszą ofertę wydarzeń.
Żadna z powyżej wymienionych potrzeb nie oznacza jednak konieczności wybudowania betonowo-szklanego kompleksu w miejscu bogatego i bioróżnorodnego obszaru zielonego.
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Łodzianie i łodzianki są wkurzeni!
Mieszkańcy Łodzi nieustannie protestują. W internecie powstała petycja „NIE dla projektu Zdrowie 2.0 i inwestycji Dżungla 360 w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi”, która zebrała ponad 5000 podpisów. O nieprzychylnym nastawieniu mieszkańców świadczą też negatywne komentarze pod wpisami prezydent Hanny Zdanowskiej w mediach społecznościowych oraz frekwencja i nastroje na debacie publicznej poświęconej projektowi.
Odpowiedzią na forsowanie projektu są też próby dialogu ze spółką Holding Łódź, na przykład ze strony Kosmy Nykiela. Radny próbuje umówić spotkanie z firmą od 4 lutego, wciąż jednak bez skutku – zarząd unika konfrontacji.
W odpowiedzi na opór łodzian, prezydent Hanna Zdanowska pisze w poście na Facebooku: „To wciąż wstępna koncepcja. Ostateczny kształt inwestycji wyłoni się dopiero po analizach ekonomicznych a przede wszystkim konsultacjach z mieszkańcami i ekspertami”. Dość przewrotne, iż ambasadorka Zielonego Ładu i Klimatu wstawia się za projektem krytykowanym przez wszystkie autorytety w kwestii środowiska.
Na debacie poświęconej przedsięwzięciu Dżungla 360 Anna Wierzbicka, przedstawicielka Urzędu Miasta, nazwała inwestycję „białą kartką” i podkreślała, iż nie jest to gotowy projekt. Trzeba jednak zaznaczyć, iż decydujące kroki zostały już powzięte – spółka Holding Łódź razem z miastem ogłosiły w 2025 roku przetarg na masterplan budowy bez konsultacji społecznych ani eksperckich. Projekt nie jest więc jedynie ideą. Ponadto, choćby gdyby Dżungla 360 miała pozostać tylko konceptem, sam fakt, iż taki pomysł zaistniał i był nie tylko rozważany, ale aktywnie promowany przez władze pokazuje, jakimi wartościami kieruje się Urząd Miasta i wpisuje się w szerszy obraz polityki gospodarowania terenami zielonymi w Łodzi.
Po zdecydowanym i masowym sprzeciwie mieszkańców na wieść o planach i już podjętych przez magistrat krokach (!), urzędnicy nieco zwolnili. Ogłosili rozpoczęcie konsultacji. Potrwają one od 16 lutego 2026 do 31 października 2026. Ciekawe, jak zostaną przyjęte ich wyniki?
Grupa radnych przygotowała projekt sprzeciwiający się budowie Dżungli 360, który chce przedstawić na sesji rady miasta 25 lutego. Jak zagłosują radni?
A co z ogrodem i jego pracownikami?
Jak wygląda inicjatywa spółki Holding Łódź w kontekście potrzeb Ogrodu jako instytucji oraz jej pracowników? Mapa Drzew Łodzi wymienia wśród koniecznych działań: „Dofinansowanie kolekcji roślin, programy ochrony gatunkowej, doetatyzowanie i dofinansowanie pracowników”.
Potrzebne jest wyłożenie środków finansowych, ale nie na ogromne inwestycje w projekty komercyjne, tylko na zadbanie o to miejsce z jednoczesnym zachowaniem jego charakteru jako wspólnego dobra Łodzian i wspaniałego okazu przyrody.
Czy tak ma wyglądać rozwój turystyki?
Argumentem za wprowadzeniem w życie idei Dżungli 360 może być jej wartość turystyczna.
Maciej Kronenberg z Łódzkiej Organizacji Turystycznej podkreśla jednak, iż Łódź ma już swoje ważne historycznie i kulturowo obiekty, które są zaniedbane i niedostatecznie promowane. Wśród takich miejsc trzeba wymienić Księży Młyn, Manufakturę, Muzeum Włókiennictwa, pałace fabrykantów i Ulicę Piotrkowską, które oddają charakter miasta, mówią o jego historii i są unikatowe. Fundacja Ulicy Piotrkowskiej już od dawna apeluje do Urzędu Miasta o starania, by ten obiekt został dodany na listę UNESCO, co zagwarantowałoby mu ochronę prawną, rozpoznawalność oraz większą popularność wśród turystów.
Zamiast jednak promować i finansować to, co w Łodzi jest interesujące i wyjątkowe, miasto wybiera komercyjne gigaatrakcje, jakie można znaleźć wszędzie.
W taki sposób miejsca zatracają swoją osobowość i przestają być atrakcyjne dla odwiedzających. „O Dżungli Świat zapomni” – przewiduje Maciej Kronenberg.
Dżungla 360 nie będzie zyskownym przedsięwzięciem. Szacowany koszt projektu wynosi 380 milionów złotych, i to nie uwzględniając kosztów eksploatacji, jak podkreśla Wojciech Wycichowski z Fundacji Ulicy Piotrkowskiej. Zwrotu z inwestycji nie spodziewają się eksperci w sprawie turystyki oraz Maciej Reimer, radny Sejmiku Województwa Łódzkiego, który podczas debaty w sprawie projektu stwierdził, iż Dżungla 360 nie przyniesie wzrostu liczby turystów w Łodzi.
Wartość edukacyjna
„Przy projekcie miasto pracuje z uczelniami, instytucjami badawczymi i ekspertami różnych dziedzin przy technologiach, jakie będą zastosowane w Dżungli 360. Będą to zarówno badania naukowe w ramach Living Lab Łódź, jak i ścieżki edukacyjne o bioróżnorodności, wystawy tematyczne, wdrożenie zintegrowanego obiegu wody, testowanie biomateriałów, czy zajęcia dla studentów” – podaje strona Urzędu Miasta Łodzi.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by czas i uwagę ekspertów, sprzęt i dofinansowanie przeznaczyć na badania już istniejącej, unikatowej fauny i flory Ogrodu, pomijając wydatek związany z budową nowego kompleksu i znaczną ingerencję w ekosystem. Biorąc pod uwagę ilość rzadkich i zagrożonych wyginięciem okazów na tym terenie, a także bogactwo i różnorodność jego przyrody, Ogród Botaniczny już teraz stanowi wspaniały grunt do działań badawczych oraz edukacyjnych, takich jak spacery z przewodnikiem, warsztaty czy spotkania z ekspertami.
A jeżeli chcemy tworzyć w Łodzi zbiór roślinności egzotycznej, można to zrobić nie w miejscu ogrodu botanicznego, tylko na zaniedbanych i niezagospodarowanych terenach.
Dobrym kandydatem byłby na przykład spory, opuszczony kompleks szklarni znajdujący się między Widzewem a Olechowem, zauważa Łukasz Kamiński, działacz ekologiczny.
Tymczasem… drzewa i trawniki błagają o pomoc
Nie trzeba być dendrologiem, żeby po przejechaniu ulicami Łodzi zobaczyć, jak palącym problemem staje się jemioła, atakująca coraz więcej drzew. Dlaczego tak się dzieje? Gdzie są środki na ich pielęgnację? No cóż, pewnie pochłonie je nowa inwestycja.
Mapa Drzew Łodzi donosiła w 2024 roku o ignorowaniu przez władze drzew porośniętych jemiołą na Starym Rynku. Po długim okresie zaniedbania, kiedy problem był już palący, pieniądze zostały wyłożone – na to, żeby drzewa nieumiejętnie ociosać, wycinając zdecydowanie zbyt dużą część korony i doprowadzając ostatecznie do wymierania klonów na Rynku.
Społeczny Komitet Ochrony Julianowa krytykuje też pozornie dobrą praktykę wsadu nowych drzew. Nikt nie sprzeciwia się poszerzaniu obszarów zielonych, problem stanowi jednak sytuacja, w której nie dba się o stare, istniejące już drzewa (najskuteczniejsze w pochłanianiu dwutlenku węgla), pozwalając im wymierać przez choroby, pasożyty, jemiołę, a potem sadzi się młode okazy, które spotka pewnie podobny los.
Atak na zieleń miejską widać choćby na najmniejszej skali – żadne źdźbło trawy nie umknie przed zmasowanym najazdem głośnych i prądożernych elektrycznych bądź trujących spalinowych kosiarek.
Taki gładko skoszony trawnik nie jest ani ładny (w porównaniu z bujnym gąszczem polnych kwiatów, dzikich traw i innych roślin), ani przyjazny dla gleby (prowadzi do jej przesuszania), ani oszczędny (marnuje się w ten sposób spore zasoby finansowe i ludzkie), ani dobry dla środowiska (pochłania znacząco mniej dwutlenku węgla niż „dziki trawnik”), ani przyjazny dla owadów zapylających, które są nieocenione dla bioróżnorodności i, niestety, zagrożone przez tego typu interwencje w ekosystem.
Mimo to w przestrzeniach publicznych w Łodzi, jak i w wielu innych miastach, odkąd tylko pojawi się odrobina zieleni na trawniku zwalcza się ją aż do jesieni, miesiąc w miesiąc.
Jak podaje strona Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Łodzi: „Zieleń stanowi naturalną ochronę przed wiatrem oraz zmniejsza jego siłę choćby o 80%, potrafi nawilżyć powietrze i obniżyć temperaturę, a choćby zminimalizować hałas”. Obiekty zielone stanowią dla mieszkańców miejsce spotkań, wypoczynku i rekreacji, pełniąc kluczową rolę społeczną i wspierając zdrowie psychiczne. To drugie robią także przez swoją funkcję estetyczną – zielone wyspy ozdabiają skutecznie krajobraz. Nie sposób być pełnym energii i nadziei żyjąc wśród monotonnych, brzydkich kloców z betonu.
Ogrody, parki, zieleńce i laski są też domem dla wielu gatunków roślin i zwierząt, które, dla dobra ekosystemu i dla zachowania bioróżnorodności, jak i po prostu ze względu na dobrobyt świadomych istot, powinniśmy chronić.
Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione korzyści płynące z utrzymywania i rozbudowywania przestrzeni zielonych, organy Urzędu Miasta powinny systematycznie i aktywnie działać na rzecz ochrony zieleni miejskiej. Dlaczego tak nie dzieje się w Łodzi?
Co projekt to protest
Innym przypadkiem ataku na przyrodę w Łodzi jest wystawienie do sprzedaży lasku na Radiostacji przez Urząd Miasta. Ten skwer jest niezwykle istotny dla zdrowia mieszkańców, jako iż pobliska fabryka kleju i farb wydziela szkodliwe substancje, a drzewa pochłaniają je z powietrza. Las daje też społeczności dostęp do zieleni i widok z okien na roślinność. Ponadto, to miejsce jest schronieniem dla wielu gatunków ptaków i innych zwierząt, którym należy się spokój i ochrona.
Zaalarmowani mieszkańcy podjęli inicjatywę – wypowiadają się licznie w mediach społecznościowych, powstała też petycja, by powstrzymać projekt sprzedaży.
Odpowiedź miasta? To tylko wstępny plan. „Ujęcie tego terenu na liście potencjalnych lokalizacji sprzedażowych nie jest absolutnie równoznaczne z decyzją o jego zbyciu” – podaje Jacek Tokarczyk z Urzędu Miasta Łodzi.
Trzeba podkreślić, iż lasek został już wytypowany do sprzedaży, więc decydujące kroki zostały powzięte (i to bez uprzednich konsultacji z mieszkańcami), oraz iż sam pomysł takiego przedsięwzięcia nie powinien był nigdy zaistnieć.
Warto też wspomnieć o wcześniejszej propozycji włodarzy miasta: zorganizowania festiwalu muzyki elektronicznej Audioriver w Parku na Zdrowiu.
Ten pomysł również spotkał się z negatywnym odzewem, którego przykładem może być powstanie petycji ruchu Zielone Serce Zdrowia, by zmienić lokalizację festiwalu. Zagospodarowanie przestrzeni wieloma scenami, namiotami i stoiskami w nieuchronny sposób wiązałoby się ze zniszczeniem roślinności i miałoby negatywne skutki dla miejscowych zwierząt. Adam Kempiński z partii Razem zwrócił uwagę na to, iż festiwal pokrywa się czasowo z okresem lęgowym ptaków w parku. Zwierzętom zagroziłby hałas, tłum i wypędzenie z parku.
Także w tym przypadku ani organizatorzy ani przedstawiciele miasta nie odbyli rozmów z mieszkańcami ani z ekspertami.
Ostatecznie sytuacja znalazła jednak rozwiązanie – imprezę przeniesiono na Błonia Łódzkie. Mimo dobrego zakończenia historii wciąż szokować może i to, iż ten pomysł był w ogóle rozważany, i sama kwota przedsięwzięcia, którą zapłaci miasto niezależnie od lokalizacji – średnio dwa miliony złotych rocznie przez trzy lata współpracy z organizatorami festiwalu. To spory uszczerbek w budżecie miasta, którego władze zaniedbują finansowo sprawy mieszkańców i zieleni miejskiej lub źle lokują środki w tej sprawie.
Kolejnym pomysłem jest osuszenie Błoni, na których ma się odbywać festiwal. Oddział Prasowy Urzędu Miasta Łodzi tłumaczy ten pomysł koniecznością walki z grząskim błotem, które powstaje przy ulewach: „Celem prac jest usprawnienie odprowadzania nadmiaru wody w czasie intensywnych opadów i przywrócenie prawidłowych warunków wodno-gruntowych na tym terenie”. Przedsięwzięcie ma kosztować około 9 milionów złotych. Wydatek zbędny, biorąc pod uwagę, iż udało się zorganizować Łódź Summer Festival na tym terenie bez konieczności tak znacznej ingerencji w naturalną gospodarkę wodną. Radna Magdalena Gałkiewicz podkreśla, że: „Ten fragment Błoni właśnie podmokły jest bardzo cenny przyrodniczo. Zresztą jak wszystkie tereny podmokłe i ma duży wpływ również na gospodarkę wodną w naszym mieście, a wiemy, iż jesteśmy regionem, które pustynnieje”.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!Co dalej?
Widząc ogół praktyk związanych z zielenią miejską w Łodzi, jak i wszystkie szkodliwe aspekty promowanego przez miasto projektu Dżungla 360, łatwo jest stracić nadzieję. Tym bardziej, iż niektóre ingerencje w przyrodę miasta mają nieodwracalne skutki.
„Botanika nie da się odtworzyć ani przywrócić – raz utracona przestrzeń przyrodnicza jest nie do zastąpienia”,
czytamy na profilu „ŁÓDŹ nie udawaj”. Istnieją jednak narzędzia, które mogą zapobiegać atakom na zieleń miejską.
Kluczowa w tej kwestii jest świadomość – najpierw trzeba obserwować działania władz i wiedzieć, co dzieje się w naszym otoczeniu, by móc walczyć z nieetycznymi praktykami. Do tego celu przydatne są media nagłaśniające bieżące problemy. Oczywiście, wszystkie treści należy przyjmować z dozą krytycznego myślenia, sprawdzać informacje i źródła, z których je przyjmujemy.
Kiedy już jesteśmy doinformowani, warto przejść do akcji, zaczynając od tak prostych rzeczy, jak mówienie o ważnych społecznie i środowiskowo kwestiach, po udzielanie się w zorganizowanych akcjach i wydarzeniach, takich jak petycje, protesty, czy debaty publiczne. Warto, by trudne emocje, które w wielu z nas powstają, kiedy widzimy praktyki uderzające w zieleń miejską i interesy mieszkańców, przekierować na konstruktywne działanie oraz by jednoczyć się w obronie tego, co ważne.
Łodzianie pokazali, iż to potrafią, wyrażając huczny sprzeciw w mediach społecznościowych, uczestnicząc licznie w debacie w sprawie projektu i podpisując masowo petycję w sprawie Dżungli 360. Nadzieję dają też działania takich organizacji jak Społeczny Komitet Ochrony Julianowa, Zielone Serce Botanika czy Społeczni Opiekunowie Drzew, które zajmują się nagłaśnianiem problemu oraz komunikacją z władzami miasta.
Siła społeczności tkwi w jej solidarności,
jak pokazuje przykład Festiwalu Audioriver. Pod naciskami łodzian miasto oraz organizatorzy imprezy przenieśli ją na Łódzkie Błonia. Dla Ogrodu Botanicznego też pozostało nadzieja.

2 godzin temu













