Minister spraw zagranicznych Litwy Kęstutis Budrys oświadczył w wywiadzie opublikowanym 1 listopada 2026 roku, iż w razie zagrożenia Litwa natychmiast pomoże Polsce, a oba państwa będą walczyć ramię w ramię. To jasna deklaracja dotycząca obrony wschodniej flanki NATO i strategicznego przesmyku suwalskiego.
Litwa zapowiada natychmiastową pomoc
Kęstutis Budrys złożył tę deklarację w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Litewski minister stwierdził, iż nie wyobraża sobie bierności Wilna, gdyby przy wspólnej granicy doszło do incydentów zagrażających Polsce. Zapowiedział natychmiastową pomoc i walkę obu państw ramię w ramię, jeżeli zaszłaby taka potrzeba.
Budrys wskazał też, iż interesy narodowe Litwy w dużej mierze pokrywają się z interesami Polski oraz z polskimi obawami o bezpieczeństwo. To ważne postawienie sprawy. Sojusz jest trwały wtedy, gdy państwa widzą w nim własny interes, a nie jedynie spełnienie oczekiwań odległych instytucji. Wcześniejsze ostrzeżenia litewskiego MSZ przed rosyjskimi działaniami hybrydowymi pokazują, iż Wilno traktuje zagrożenie ze Wschodu jako problem bezpośredni.
Przesmyk suwalski łączy Polskę z państwami bałtyckimi
Deklaracja Budrysa ma szczególne znaczenie ze względu na przesmyk suwalski. Ten odcinek polsko-litewskiego pogranicza stanowi lądowe połączenie państw bałtyckich z pozostałą częścią terytorium Sojuszu. Pomiędzy nim leżą rosyjski obwód królewiecki i Białoruś, dlatego sprawność obrony oraz przerzutu sił w tym rejonie ma znaczenie dla Polski, Litwy, Łotwy i Estonii.
NATO utrzymuje na wschodniej flance wielonarodowe grupy bojowe, a struktury dowodzenia w Szczecinie i Elblągu obejmują działania w Polsce oraz na Litwie. Sam zapis w planach nie zatrzyma jednak agresora. Potrzebne są wspólne ćwiczenia, drożna logistyka, obrona powietrzna, zapasy i zdolność do szybkiego podejmowania decyzji. Manewry NATO w sąsiedztwie obwodu królewieckiego mają sens właśnie wtedy, gdy przekładają polityczne deklaracje na gotowość wojskową.
Wspólny interes zamiast pustych zapewnień
Dla Polski słowa litewskiego ministra są korzystnym sygnałem. Warszawa nie może jednak traktować ich jako zastępstwa dla własnej siły. Państwo narodowe odpowiada przede wszystkim za bezpieczeństwo własnych obywateli. Sojusze tę siłę mnożą, ale nie budują jej za nas.
Polska musi mieć zdolność obrony północno-wschodniej granicy i udzielenia wsparcia Litwie. Wilno musi być gotowe do tego samego po swojej stronie. Właśnie taka wzajemność daje podstawę poważnej współpracy. Obejmuje wojsko, infrastrukturę i ochronę ludności cywilnej.
Rosja sprawdza odporność państw NATO presją militarną, prowokacjami i działaniami hybrydowymi. Obawy Polaków przed rosyjskim atakiem na państwa bałtyckie nie biorą się znikąd. Moskwa ma zrezygnować z próby sił wtedy, gdy zobaczy po drugiej stronie gotowe armie oraz polityków zdolnych wydać rozkaz bez wielodniowego wahania.
Bezpieczeństwo Polski zaczyna się przed pierwszym strzałem
Budrys nazwał rzecz po imieniu: Polska i Litwa mają wspólny interes bezpieczeństwa. Dla Polaków oznacza to, iż obrona przesmyku suwalskiego nie jest abstrakcyjnym zobowiązaniem wobec sojusznika. Chodzi o ochronę własnego terytorium, dróg zaopatrzenia, miast i rodzin na północnym wschodzie kraju.
Deklaracja Wilna zasługuje na poważne przyjęcie. Teraz musi mieć pokrycie w planach, sprzęcie i regularnym współdziałaniu służb oraz wojska. Przyjaźń między narodami jest cenna, ale w polityce bezpieczeństwa liczy się przygotowanie. Wschodnia flanka będzie bezpieczna tylko wtedy, gdy Polska i Litwa rzeczywiście potrafią działać jak jeden zespół od pierwszych godzin kryzysu.
Źródło: „Rzeczpospolita”, wywiad z Kęstutisem Budrysem, Defence24









