Lindsay Clancy i proces po śmierci dzieci. Czego nie widzi true crime

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Lindsay Clancy i proces po śmierci dzieci. Czego nie widzi true crime


Lindsay Clancy, 36-letnia była pielęgniarka z Massachusetts, od lipca 2026 r. odpowiada przed sądem w Plymouth za śmierć trojga dzieci z 24 stycznia 2023 r. Grozi jej dożywocie bez zwolnienia warunkowego, jeżeli ława przysięgłych uzna zarzuty morderstwa. Sprawa pokazuje, iż moda na true crime zbyt łatwo zamienia tragedię rodziny w widowisko.

Proces, nie serial

Sprawa Lindsay Clancy wróciła do światowych mediów, bo w Plymouth Superior Court trwa proces po śmierci trojga dzieci w Duxbury w stanie Massachusetts. Według Associated Press obrona nie kwestionuje, iż Clancy zabiła dzieci, ale twierdzi, iż z powodu ciężkiej choroby psychicznej nie ponosi odpowiedzialności karnej w rozumieniu prawa. Prokuratura odpowiada, iż działała celowo i planowo.

To nie jest materiał do konsumpcji jak kolejny odcinek kryminalnego podcastu. W centrum są Cora, Dawson i Callan, dzieci w wieku od 8 miesięcy do 5 lat. Ich imiona nie mogą zniknąć pod naporem komentarzy, emocjonalnych nagrań i internetowych plebiscytów na winę albo niewinność. Poważne państwo nie sądzi przez trend. Sądzi przez dowody.

Dzieci nie mogą być tłem

Największy błąd widowni true crime polega na tym, iż tragedia zostaje przerobiona na układ ról: oskarżona, prokurator, obrońca, ekspert, tłum przed sądem. Dzieci stają się wtedy elementem fabuły. To moralnie niebezpieczne. Rodzina nie jest sceną dla cudzej ciekawości.

W tej sprawie jest miejsce na współczucie wobec człowieka w psychicznym załamaniu, jeżeli sąd i biegli potwierdzą taki obraz. Jest też miejsce na twarde pytanie o odpowiedzialność za śmierć dzieci. Jedno nie kasuje drugiego. Cywilizacja, która chroni rodzinę, musi umieć powiedzieć oba zdania naraz: tragedia wymaga miłosierdzia, a śmierć niewinnych wymaga sprawiedliwości.

Spór o psychozę poporodową

Obrona buduje sprawę wokół psychozy poporodowej i choroby afektywnej dwubiegunowej. AP relacjonuje, iż psycholog Paul Zeizel zeznał, iż Clancy nie była w stanie rozpoznać bezprawności czynu ani podporządkować zachowania prawu. Prokuratorzy kwestionują tę tezę i wskazują na zachowania, które ich zdaniem świadczą o planowaniu.

Sama psychoza poporodowa nie jest medialnym hasłem. To rzadki, ciężki stan psychiatryczny. W publikacji dostępnej w bazie NCBI podano szacunki od 0,089 do 2,6 przypadków na 1000 porodów, z ryzykiem poważnych konsekwencji, jeżeli pomoc nie przyjdzie szybko. Takie dane nie przesądzają wyroku. Pokazują tylko, iż temat wymaga wiedzy medycznej, a nie szyderstwa.

Internet chce werdyktu przed ławą

Proces oglądany w internecie żyje własnym rytmem. Jedni widzą wyłącznie potworność czynu. Inni widzą wyłącznie porażkę systemu leczenia. Obie reakcje są zrozumiałe, ale obie mogą spłaszczyć prawdę. Prawo nie może być terapią zbiorowych emocji ani igrzyskami dla ludzi, którzy wieczorem szukają mocniejszego bodźca.

Konserwatywna wrażliwość zaczyna się tu od obrony niewinnych i od powagi wobec macierzyństwa. Nie od fetyszu kary dla samej kary. Matka w kryzysie psychicznym powinna dostać realną pomoc wcześniej, zanim dom stanie się miejscem katastrofy. Dzieci powinny być chronione bezwarunkowo. Ojciec i najbliżsi nie mogą zostawać sami z czymś, co przerasta rodzinę.

Lekcja także dla Polski

Dla polskiego czytelnika stawka jest prosta. Importowana kultura true crime uczy patrzeć na cudze nieszczęście jak na produkt. Tymczasem państwo, medycyna, rodzina i wspólnota lokalna mają obowiązek widzieć znaki ostrzegawcze wcześniej. Zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzą dzieci.

Nie wolno robić z tej sprawy taniego morału ani antykobiecej pałki. Nie wolno też udawać, iż dramat psychiczny automatycznie znosi pytanie o odpowiedzialność. Narodowo-konserwatywne spojrzenie stawia rodzinę w centrum, ale właśnie dlatego wymaga realizmu. Rodzina potrzebuje kultury życia, prawdy, opieki i sprawiedliwego państwa. Bez tych czterech rzeczy zostaje samotność, a samotność bywa śmiertelna.

Źródło: Associated Press, ABC News, NCBI Bookshelf.

Idź do oryginalnego materiału