Trwa zbieranie podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie w Limanowej referendum, w sprawie odwołania burmistrz Jolanty Juszkiewicz oraz rady miasta. Co jakiś czas w sieci pojawiają się komentarze, które ożywiają inicjatywę referendalną.
Internautka oraz mieszkanka miasta pani Ewa Golińska-Kupiec publicznie zakwestionowała sposób prowadzenia zbiórki podpisów, zwracając uwagę na bezpieczeństwo danych wrażliwych, które w tym wypadku są niezbędne, aby móc taką akcję uskutecznić.
Ten komenatrz spotkał się z szybką odpowiedzią i reakcją osób, które za referendum są odpowiedzialne. Zarówno Piotr Musiał, jak i Wiesław Sędzik (byli radni rady miasta) zareagowali i na swój sposób skomentowali wątpliwości mieszkanki Limanowej.
Pytania o podpisy i ochronę danych
Emocje wokół referendum w Limanowej nie słabną. Tym razem dyskusję wywołała Ewa Golińska-Kupiec, która z konta profilu facebookowego skierowała do komitetu referendalnego dwa pytania. Chciała wiedzieć, dlaczego osoby zbierające podpisy chodzą po domach, skoro funkcjonują punkty stacjonarne, oraz w jaki sposób dane osobowe mieszkańców, którzy składają podpisy pod wnioskiem są zabezpieczone.
Pani ewapisała również sytuację z ulicy Pogodnej, gdzie według jej relacji młody mężczyzna miał odwiedzać domy, nie przedstawiając się i nie okazując identyfikatora.
Autorka zaapelowała szczególnie do seniorów:
„NIE PODPISUJCIE, nie podajcie PESELI takim »domokrążcom«, bo nie wiadomo kto to jest”.
Wiesław Sędzik: „Proszę nie siać zamętu”
Na zarzuty odpowiedział Wiesław Sędzik, broniąc sposobu zbierania podpisów. Wyjaśnił, iż osoby prowadzące zbiórkę odwiedzają również mieszkańców, którzy ze względów zdrowotnych nie mogą dotrzeć do wyznaczonych punktów.
„Szanowna Pani głosy można zbierać wszędzie na terenie całego miasta. Dane są chronione i nikt z Urzędu Miasta Limanowa ich nie zobaczy”.
Sędzik zapewnił także, iż zbierający podpisy stosują specjalne nakładki zasłaniające dane wcześniej podpisanych osób.
Piotr Musiał: Chodzenie po domach i zbieranie podpisów to normalna sprawa
Do dyskusji włączył się również Piotr Musiał, który zdecydowanie się stanąć w obronie wnioskodawców referendum.
Musiał tłumaczy, iż chodzenie po domach i zbieranie podpisów jest normalną praktyką przy inicjatywach obywatelskich. Jego zdaniem nie powinno to budzić sensacji, ponieważ w ten sposób można dotrzeć również do osób starszych, schorowanych oraz tych, które nie mają możliwości osobistego stawienia się w miejscach punktów zbiórki.
„Ewa, litości… Zbierają te podpisy już drugi tydzień i jesteś dosłownie jedyną osobą, która robi wokół tego taki raban”.
Były radny zarzucił autorce wpisu wywoływanie niepotrzebnego zamieszania wokół inicjatywy referendalnej.
„Nie siej niepotrzebnej paniki i teorii spiskowych” – napisał Piotr Musiał.
Musiał zasugerował również na aktywność Ewy Golińskiej-Kupiec, która nie jest obiektywna i łaskawym okiem patrzy na poczynania obecnej władzy w mieście.
Na te słowa autorka wpisu odpowiedziała stanowczo:
„Piotrek, nie uciszysz mnie. Mam takie same prawo wypowiadać się jak Ty”.
Golińska-Kupiec podkreśliła, iż nie reprezentuje żadnego komitetu obrony burmistrz, a jej pytania wynikają z troski o bezpieczeństwo mieszkańców i ich danych osobowych.
Po domach chodzą, ale stanąć przed kamerą nie chcą
W całej sprawie uwagę zwraca jeszcze jedna kwestia. Przedstawiciele inicjatywy referendalnej aktywnie zbierają podpisy i zabierają głos w internetowych dyskusjach, ale odmówili rozmową przed kamerą.
Kontaktowaliśmy się z przedstawicielami komitetu referendalnego w sprawie nagrania rozmowy. Początkowo deklarowali oni możliwość spotkania, jednak później poinformowali, iż nie mają czasu ze względu na inne obowiązki oraz pracę zwiazaną ze zbiórką podpisów.
Rodzi się więc pytanie: dlaczego jest czas na odwiadanie mieszkańcom idsyksuję na Facebooku, a brakuje go na otwartą rozmowę przed kamerą, podczas której można odpowiedzieć na pytania ważne dla wszystkich Limanowian?
Mieszkańcy mają przecież prawo poznać nie tylko argumenty za odwołaniem burmistrz, ale również cele komitetu, jego dalsze plany oraz stanowisko wobec kosztów ewentualnego referendum.
Referendum coraz bardziej dzieli Limanową?
Wymiana zdań w sieci czy wmediach społcznościowych przybiera na sile. W tym akurat przypadku pojawiają się pytania o bezpieczeństwo danych i zasadność całej inicjatywy, z drugiej jej zwolennicy zarzucają krytykom wywoływanie niepotrzebnych emocji.
Warto przypomnieć, iż samo zbieranie podpisów od mieszkańców w ich domach nie jest zabronione, a podawanie danych wymaganych prawem na listach poparcia nie oznacza automatycznie naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.
Jedno pozostaje niezmienne: referendum to poważna sprawa dotycząca przyszłości miasta, dlatego mieszkańcy zasługują na konkretne odpowiedzi, a nie wyłącznie kolejne w internecie słowne utarczki czy wzajemne przepychanki.
Nasza redakcja niezmiennie pozostaje otwarta na rozmowę z inicjatorami referendum.












![Taka książka leżała kiedyś w każdym domu. Masz jeszcze swoją? [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/collage_67.jpg)
