Jacek Kurski znów przemówił. A adekwatnie: znów wygłosił monolog, w którym rzeczywistość służy jedynie jako rekwizyt do autopromocji, a liczby – jak to u niego – są plasteliną, z której da się ulepić każdą tezę. Tym razem były prezes Telewizja Polska postanowił „nie zostawić suchej nitki” na sylwestrze TVP, publikując wpis pod znamiennym tytułem „Wygrana tak, jak my ją rozumiemy”. Tytuł jest celny, choć prawdopodobnie nie w tym sensie, w jakim autor by chciał.
Kurski pisze bowiem o „wygranej”, która polega na tym, iż sylwestrowe koncerty trzech stacji – TVP2, Polsatu i Republiki – zgromadziły łącznie 6,05 mln widzów, czyli „minimalnie mniej” niż ostatni „Sylwester Marzeń” za jego prezesury. „ŁĄCZNIE” – podkreśla były prezes z nabożną starannością. To jedno słowo wystarcza, by zrozumieć skalę manipulacji: porównywanie sumy trzech konkurencyjnych imprez z jednym wydarzeniem organizowanym przez monopolistę medialnego to nie analiza, ale publicystyczna sztuczka.
Dalej jest już tylko gorzej. Kurski diagnozuje „bezprecedensowy w historii telewizji linearnej spadek oglądalności i energetyczności Telewizji Polskiej”, oczywiście starannie omijając pytanie, kto przez lata tę „energetyczność” definiował. To za jego rządów TVP zamieniła się w tubę propagandową władzy, w której informacja była podporządkowana przekazowi dnia, a kultura – ideologii. jeżeli dziś publiczny nadawca mierzy się z kryzysem zaufania, to Kurski jest jednym z jego głównych architektów.
Były prezes nie poprzestaje jednak na ogólnikach. Pisze o „najdroższym Sylwestrze w historii TVP”, o „wypasionym bankiecie” i „rekordowych kwotach na promocję”. Sugestia jest jasna: obecne władze TVP kupują sukces za publiczne pieniądze. Problem w tym, iż Kurski przez osiem lat robił dokładnie to samo – tylko na większą skalę i bez cienia refleksji. Różnica polega na tym, iż dziś nie ma już pełnej kontroli nad narracją.
Szczególnie groteskowy jest fragment o „widowni zwycięzców”. Kurski drwi z frekwencji pod katowickim Spodkiem, wyliczając, iż na gwiazdę wieczoru przyszło „raptem ze 3 tysiące” osób z „3-milionowej aglomeracji”. „Złośliwcy powiedzieliby, iż tak nie wygląda widownia koncertu zwycięzców” – pisze, po czym zastrzega: „ja złośliwy raczej nie jestem”. To klasyczny kurskizm: najpierw obelga, potem udawane zdziwienie.
Kontrast z Zakopanem, które Kurski przywołuje z nostalgią, jest uderzający. „45–120 tysięcy ludzi pod sceną”, „korki przez dwa dni”, „absolutny numer jeden na świecie” – Jason Derulo, Luis Fonsi. To opowieść o medialnym rozmachu, który miał przykryć jedno: publiczna telewizja została wówczas podporządkowana logice masowej mobilizacji, bliskiej bardziej wiecom politycznym niż wydarzeniom kulturalnym.
Kurski zdaje się nie rozumieć – albo nie chce zrozumieć – iż frekwencja pod sceną nie jest jedynym, ani choćby najważniejszym miernikiem sensu istnienia mediów publicznych. Jego wizja „zwycięstwa” to wizja spektaklu za wszelką cenę, niezależnie od kosztów finansowych i społecznych. Wizja, w której liczy się wyłącznie triumfalny obrazek, a nie długofalowa wiarygodność instytucji.
Dlatego ten wpis nie jest tylko atakiem na obecny sylwester TVP. Jest niezamierzonym autoportretem autora. Pokazuje politycznego menedżera, który wciąż mierzy świat miarą własnej epoki i własnych obsesji. Epoki, która dla wielu widzów była czasem nachalnej propagandy, a nie medialnego „zwycięstwa”. jeżeli więc Jacek Kurski pisze o „wygranej tak, jak my ją rozumiemy”, warto dopowiedzieć: to właśnie takie „wygrane” sprawiły, iż TVP musiała zaczynać od nowa.

4 godzin temu












![108 zarzutów dla 23-latka. Wyłudził telefony na 430 tys. zł. Wykorzystał dane z biura matki [FILM, ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-108-zarzutow-dla-23-latka-wyludzil-telefony-na-430-tys-zl-wykorzystal-dane-z-biura-matki-film-z-1767379237.jpg)