Lewica bez dotacji? Nagle robi się problem

4 godzin temu

Administracja Donalda Trumpa zdecydowała o wstrzymaniu wypłaty około 6,7 mln dolarów federalnych grantów przeznaczonych dla organizacji realizujących programy w ramach tzw. Title X, w tym Planned Parenthood oraz kilku innych podmiotów. Według amerykańskiego Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej (HHS) środki zostały zamrożone do czasu przeprowadzenia kontroli zgodności działalności beneficjentów z obowiązującymi przepisami federalnymi. Decyzja wpisuje się w szerszą politykę polegającą na ograniczaniu finansowania ze środków publicznych organizacji realizujących agendę ideologiczną.

Lewica bez dotacji? Decyzja administracji Donalda Trumpa o cofnięciu około 6,7 mln dolarów federalnych grantów dla Planned Parenthood oraz kilku innych podmiotów realizujących programy edukacyjne, zwróciła uwagę na zjawisko, o którym rzadko mówi się w głównym nurcie polityczno-medialnym. Nie chodzi choćby o sam spór dotyczący aborcji czy edukacji seksualnej, ale o pytanie: kto naprawdę finansuje współczesny aktywizm?

Przez lata w debacie publicznej utrwalił się obraz konserwatystów jako ludzi kierujących się ideologią, podczas gdy środowiska skrajnej lewicy przedstawiały się jako oddolne ruchy społeczne, reprezentujące głos obywateli. Rzeczywistość coraz częściej okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana.

W praktycznie wszystkich państwach Zachodu znacząca część organizacji promujących lewicową agendę funkcjonuje dzięki publicznym dotacjom pochodzącym z budżetu państwa, samorządów, funduszy unijnych czy programów rządowych. W praktyce oznacza to, iż podatnicy finansują działalność organizacji, które następnie prowadzą przeciwko nim kampanie społeczne i lobbing polityczny, atakując tradycyjne wartości, w tym wiarę, rodzinę i patriotyzm.

Paradoks polega na tym, iż środowiska te często przedstawiają się jako niezależne od polityki i biznesu, podczas gdy ich stabilność finansowa w ogromnym stopniu zależy od decyzji administracyjnych oraz utrzymania systemu grantowego. Wystarczy zmiana rządu lub priorytetów finansowania, aby pojawiły się poważne problemy organizacyjne.

To zjawisko można zaobserwować nie tylko w Stanach Zjednoczonych. W Europie, w tym również w Polsce, liczne organizacje zajmujące się aktywizmem społecznym, klimatystycznym czy innym ideologicznym funkcjonują przede wszystkim dzięki publicznym dotacjom. Teoretycznie nie ma w tym nic nielegalnego, a wręcz przeciwnie – wszystko jest lega artis. Problem pojawia się, gdy te same środowiska budują narrację o swojej pełnej niezależności, jednocześnie uzależniając swoje istnienie od pieniędzy podatników.

Jeszcze bardziej uderzający jest inny paradoks. Lewicowe środowiska uzależnione od dopłat często kpią z konserwatystów, zarzucając im brak profesjonalizmu, niewielkie zaplecze organizacyjne, budżetowość akcji społecznych czy słabą obecność w mediach. Rzadko jednak dodają, iż większość organizacji o profilu konserwatywnym działa głównie dzięki prywatnym darczyńcom, składkom sympatyków i pracy społecznej, ponieważ dostęp do publicznych środków jest dla nich ograniczony, obwarowany dodatkowymi przeszkodami, lub wręcz uniemożliwiony.

Dlatego też ostatnia decyzja administracji Trumpa wywołała tak gwałtowną reakcję lewicowych organizacji pozarządowych. Nie chodzi wyłącznie o utratę kilku milionów dolarów. Chodzi o pokazanie, jak silnie współczesny aktywizm został powiązany z finansowaniem publicznym. Gdy źródło pieniędzy zostaje ograniczone, okazuje się, iż wiele organizacji nie jest w stanie funkcjonować wyłącznie dzięki oddolnemu, społecznemu poparciu, jak robią to prawicowcy.

Warto zachować konsekwencję. o ile ktoś przedstawia się jako niezależny ruch obywatelski, powinien być gotów funkcjonować także wtedy, gdy państwowy strumień pieniędzy zostanie zakręcony. Być może właśnie to jest najciekawsza lekcja płynąca z ostatnich wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Nie sam fakt cofnięcia grantów, ale ujawnienie, jak wiele organizacji budujących swój wizerunek na hasłach niezależności, „różnorodności” i oddolnej aktywności, w rzeczywistości opiera swoją działalność na decyzjach urzędników i pieniądzach podatników.

Polecamy również: Niemieccy policjanci mają już dość imigrantów

Idź do oryginalnego materiału