Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego, w piątek 21 sierpnia skomentował dymisję Barbary Mróz-Gorgoń i uderzył w Donalda Tuska słowami, iż premierowi nie wyszedł „challenge” z pełnomocniczką. Sprawa pokazuje, jak gwałtownie rządowy projekt promocji Polski zamienił się w problem wiarygodności państwa.
Szpila z Pałacu Prezydenckiego
Rafał Leśkiewicz nie próbował owijać sprawy w urzędową watę. Po rezygnacji Barbary Mróz-Gorgoń z funkcji pełnomocniczki rządu do spraw promocji marki Polski rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego ocenił w Telewizji Republika, iż premierowi Donaldowi Tuskowi nie wyszedł „challenge” z nową pełnomocniczką. Według relacji WP Wiadomości zwrócił też uwagę, iż w oświadczeniu o dymisji zabrakło słowa „przepraszam”.
To celna uwaga, bo w tej sprawie nie chodzi wyłącznie o personalną wpadkę. Chodzi o państwo, które ma mówić światu o Polsce, a zaczyna od raportu obciążonego błędami, chaosem i tłumaczeniami o sztucznej inteligencji. Dla obywatela znaczy to jedno: rządowe obietnice profesjonalizacji zderzyły się z praktyką, za którą nikt nie chce brać pełnej odpowiedzialności.
Dymisja po trzech tygodniach
Barbara Mróz-Gorgoń została przedstawiona przez premiera 29 lipca. W komunikacie KPRM o jej nominacji rząd pisał o budowie spójnego systemu zarządzania marką narodową i koordynacji działań promocyjnych administracji. Brzmiało to poważnie. Minęły nieco ponad trzy tygodnie i ta sama sprawa stała się symbolem bałaganu.
Pełnomocniczka poinformowała 21 sierpnia, iż składa dymisję. Jako powód wskazała „niewyobrażalną skalę hejtu” i napisała, iż istotny dla Polski projekt powinien być kontynuowany. Takie tłumaczenie może poruszać emocje, ale nie usuwa sedna sporu. Obywatele mają prawo pytać, czy dokumenty tworzone wokół promocji Polski są czytane, sprawdzane i rozliczane, zanim staną się wizytówką państwa.
W tym kontekście warto przypomnieć wcześniejszy tekst DN o tym, jak raport pełnomocniczki Tuska z logo resortu wywołał reakcję MSiT. To nie była drobna literówka w broszurze. To był spór o standard pracy przy projekcie, który miał dotyczyć reputacji Polski.
Raport, AI i pytania o pieniądze
Kontrowersje dotyczą raportu „Polaków portret własny”. Media i internauci wytykali dokumentowi błędy oraz fragmenty sugerujące użycie narzędzi AI. W relacjach pojawiały się przykłady takie jak opis Katowic jako miasta w „północnym centrum” Polski czy teza o 95 proc. młodych Polaków płynnie mówiących po angielsku. Mróz-Gorgoń zapewniała później, iż AI służyła do transkrypcji, podsumowania i redakcji, a nie do tworzenia wniosków badawczych.
Ministerstwo Sportu i Turystyki odcinało się od krytykowanego dokumentu, twierdząc, iż raport nie był przedmiotem zamówienia ani realizacją umowy, której stroną był resort. Polsat News podał także, iż prokuratura zwróciła się do MSiT o kopię raportu i umowy dotyczącej opracowania oraz dofinansowania. To już nie jest wyłącznie spór w mediach społecznościowych. To pytanie o kontrolę wydatków i o wiarygodność państwowych projektów.
Dlatego reakcja Leśkiewicza trafiła w czuły punkt. Prezydencki rzecznik wskazał, iż można korzystać z AI profesjonalnie, ale narzędzia bez kontroli i kompetencji stają się problemem. Dla Polski stawką jest coś większego niż los jednej pełnomocniczki: jeżeli marka narodowa ma być budowana na skróty, dostajemy państwową autoparodię zamiast poważnej polityki.
Państwo nie może promować Polski bylejakością
Rząd lubi mówić o nowoczesności, profesjonalizmie i zachodnich standardach. Tyle iż nowoczesność nie polega na wrzuceniu tekstu w algorytm i udawaniu strategii. Profesjonalizm zaczyna się od odpowiedzialności, od kontroli jakości i od szacunku dla pieniędzy publicznych.
DN pisał już, iż Konfederacja kpiła z raportu w AI, bo państwo nie może palić pieniędzy na projekty, które później trzeba tłumaczyć jako „work in progress”. choćby jeżeli resort przekonuje, iż konkretny raport nie był zamówionym przedmiotem umowy, pozostaje pytanie o nadzór nad całym przedsięwzięciem.
Promocja Polski nie jest gadżetem do komunikacyjnych eksperymentów. To element siły państwa. Polska marka ma opierać się na pracy, historii, bezpieczeństwie i realnych osiągnięciach narodu, a nie na prezentacjach, które po kilku dniach kończą się dymisją i nerwowym odcinaniem się instytucji. jeżeli rząd Tuska chce mówić światu o Polsce, najpierw musi pokazać Polakom, iż potrafi dopilnować własnego podwórka.
Źródło: WP Wiadomości, Polsat News, KPRM.
Źródło: WP Wiadomości












