„Lepiej mieć złą informację niż żadną”. Turów żyje w niepewności

1 godzina temu

O kopalni i elektrowni Turów głośno było kilka lat temu w związku ze sporem z Czechami i milionowymi karami. W tej sprawie udało się znaleźć porozumienie, ale problemy kompleksu i regionu się nie skończyły, a dopiero zaczynają – ostrzega nowy raport, który perspektywę działania kopalni jeszcze niemal 20 lat nazywa „iluzją”.

O węglu i górnikach mówi się w Polsce przede wszystkim w kontekście Śląska i węgla kamiennego. Jednak dwa istniejące jeszcze zagłębia węgla brunatnego stoją przed być może jeszcze potężniejszymi wyzwaniami. Bełchatów – największa elektrownia i kopalnia w Polsce – ma zakończyć wydobycie i pracę za 10 lat.

Z kolei kopalnia i elektrownia Turów (także należąca do państwowego giganta energetycznego PGE) oficjalnie posiada koncesję na wydobycie do 2044 roku. Gdyby rzeczywiście pracowała do połowy lat 40., byłaby jedną z ostatnich elektrowni na węgiel w Polsce. A być może choćby w Europie.

  • Czytaj także: „Tak źle jeszcze nie było”. Narew wysycha, park zamyka atrakcje

Niespełna 20 lat oznaczałoby, iż przedsiębiorstwo i region mają czas. Problem w tym, iż mało kto ze znających i zaangażowanych w sprawy Turowa w to wierzy – choć oficjalnie nie przyznają tego ani decydenci, ani spółka. A bez realistycznej daty końca pracy kopalni niezwykle trudno planować przebieg transformacji tak, aby odbiła się jak najmniejszą szkodą na pracownikach i całym regionie.

Na ten dysonans wskazują – cytowani anonimowo – rozmówcy autorów raportu „Iluzja 2044. Społeczna prawda o przyszłości Turowa”, opublikowanego przez think tank Forum Energii.

„Niby cały czas jest wersja oficjalna 2044, ale każdy, kto w tym siedzi i się tym interesuje, i ma znajomych gdzieś tam w PGE, to domyśla się, iż to raczej jest mrzonka te 2044” – mówiła dziennikarka i aktywistka. Samorządowiec ze Zgorzelca uważa, iż społeczeństwo jest cały czas „wprowadzone w błąd” mówieniem, iż kopalnia będzie. „Najgorsze to nie wiedzieć, na czym się stoi. Lepiej mieć złą informację niż żadną” – powiedział przedstawiciel kadry zarządzającej spółki PGE.

Więcej niż miejsca pracy

Sektor węgla kamiennego to wciąż więcej zakładów i znacznie więcej pracowników niż węgiel brunatny. Jednak są one rozproszone w woj. śląskim i nie tylko – a w sąsiedztwie nieraz znajdują się inne duże zakłady przemysłowe. Nie znaczy to, iż transformacja sektora węgla kamiennego jest łatwa, jednak dla Bełchatowa i Turowa wyzwania mają inny charakter. Obie kopalnie są nie tylko największymi pracodawcami w swoich regionach – to monolity, wokół których zbudowana jest cała lokalna gospodarka.

Jak czytamy w raporcie, turoszowski kompleks węglowo-energetyczny wraz z podwykonawcami zatrudnia ok. 4,6 tys. osób z 40,9 tys. osób pracujących w powiatach zgorzeleckim i lubańskim.

  • Czytaj także: Pierwsza taka debata w Sejmie. Polityków przyszło niewielu

Kompleks to nie tylko duża część miejsc pracy, ale także główne źródło podatków w budżecie Bogatyni. Według Planu Sprawiedliwej Transformacji z 2021 roku zaprzestanie działalności kopalni i elektrowni spowoduje utratę ok. 55 proc. całkowitych dochodów miasta i gminy Bogatynia, na której terenie zamieszkuje 28 tys. osób.

Problematyczna granica

Jedną z wyjątkowych cech regionu turoszowskiego jest jego połączenie. Bogatynia oraz sama kopalnia są niemal otoczone granicami Niemiec i Czech, a najbliższe miasta to nie Zgorzelec, siedziba powiatu, a czeski Frýdlant i Żytawa w Niemczech. Zresztą sam Zgorzelec położony jest na granicy, a po jej drugiej stronie leży Görlitz – dawniej stanowiły one jedno miasto.

W tej sytuacji osobom szukającym pracy często łatwiej znaleźć ją za granicą. To, co dla jednostek jest szansą na dobrą pracę i zarobki, stanowi problem dla samorządów. Bo mieszkańcy Bogatyni pracujący na przykład w Görlitz płacą dużą część podatków w Niemczech, a korzystają z usług – szkół, opieki zdrowotnej, dróg – w Polsce.

Według cytowanych w raporcie szacunków ok. 12 tys. mieszkańców powiatu zgorzeleckiego – 15 proc. populacji – pracuje po drugiej stronie granicy.

„Zgorzelec staje się noclegownią dla pracowników w Niemczech i to naprawdę widać, iż ludzie ze świetnymi samochodami jeżdżą, fajne domki budują, ale de facto tutaj nie powstają (nowe – red.) miejsca pracy” – komentuje to cytowany anonimowo lokalny dziennikarz.

„Region traci przy tym najpierw młodych, wykształconych, mobilnych, przedsiębiorczych – tych, którzy mieliby największą zdolność adaptacji do nowej gospodarki” – czytamy w raporcie.

Co dalej z transformacją?

Polska otrzymała z obecnego budżetu Unii Europejskiej łącznie 3,85 mld euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji – specjalnej puli pieniędzy na wsparcie obszarów odchodzących od węgla. Korzysta z nich Śląsk, wschodnia Wielkopolska i inne regiony – jednak region turoszowski pieniędzy nie dostał. To dlatego, iż we wniosku nie zawarto wymaganego planu wygaszania działalności kompleksu.

Nie tylko anonimowe wypowiedzi i opinie ekspertów wskazują na to, iż transformacja dzieje się w Turowie szybciej, niż wynikałoby z oficjalnych komunikatów rządu i PGE. Spółka ogłosiła w ubiegłym roku Program Dobrowolnych Odejść. W pierwszym roku funkcjonowania objął 350 osób, a według założeń do końca 2027 r. obejmie w sumie 1300 osób. Z kolei budowa linii wysokiego napięcia Mikułowa–Świebodzice jest oficjalnie prezentowana jako wzmocnienie bezpieczeństwa, zdaniem autorów raportu „w rzeczywistości jest przygotowaniem do zamknięcia kompleksu w Turowie”.

Wyzwań wokół transformacji jest bardzo wiele. Jednym z głównych jest brak jasnych, realistycznych planów wygaszania działalności kopalni. Według autorów raportu – a także ich rozmówców, w tym osób zatrudnionych w PGE – perspektywa działania kompleksu do 2044 roku to „iluzja”. Poczucie, iż nie ma jasnej, szczerej komunikacji dodatkowo napędza niepewność i niszczy zaufanie. A niezależne analizy eksperckie wskazują, iż do wygaszenia pracy elektrowni dojdzie w połowie lat 30.

Kolejne to specyficzne uwarunkowania regionu. Z jednej strony peryferyjność regionu przyczynia się do tego, iż w ośrodkach decyzyjnych nie traktuje się go priorytetowo. Z drugiej – dekady funkcjonowania w modelu, w którym kopalnia i elektrownia (oraz samorząd z pokaźnymi wpływami podatkowymi) wspierały mieszkańców i znacząco wpływały na ich życie, nie sprzyja temu, aby nagle pojawiła się oddolna mobilizacja do działania – oceniają autorzy raportu.

Biorąc pod uwagę te wyzwania pierwszą rekomendacją Forum Energii jest określenie „realistycznego harmonogramu” wygaszania działalności kompleksu Turów, opartego na przesłankach ekonomicznych, regulacyjnych i technicznych. Nie ma już sposobu uzyskania środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji w obecnym budżecie, ale należy już teraz zacząć starania o pozyskanie funduszy z nowego budżetu UE po 2027 roku. Cały proces zyskałby też – zdaniem ekspertów – na lepszej koordynacji oraz usunięciu barier rozwojowych, na przykład w zawiłych procedurach.

  • Czytaj więcej: Braki pelletu skończą się wycinkami? Czarny scenariusz dla lasów

Lokalne samorządy nie mogą jedynie czekać na działania na poziomie krajowym. Powinny stworzyć Komitet Transformacji, opracować i wdrażać strategię, która uwzględni dywersyfikację gospodarczą oraz współpracę międzynarodową.

„Transformacja subregionu turoszowskiego wymaga skoordynowanych działań już dziś. Skuteczne decyzje podjęte w najbliższych miesiącach zdecydują o przyszłości regionu” – podsumowuje Forum Energii.

PGE: koncesja do 2044, ale „analizujemy warianty”

Wysłaliśmy do Ministerstwa Energii, Ministerstwa Aktywów Państwowych oraz PGE pytania m.in. o to, jakie są rzeczywiste, realistyczne daty końca wydobycia w Turowie i jak rząd oraz spółka planują wesprzeć pracowników i cały region. Do momentu publikacji odpowiedziała tylko PGE GiEK, spółka z Grupy PGE zarządzająca kompleksem.

Na pytanie o realną datę zamknięcia spółka nie podaje żadnej innej niż ta z koncesji. „Kopalnia Turów posiada koncesję na wydobycie węgla brunatnego obowiązującą do 2044 roku. Rzeczywisty okres eksploatacji poszczególnych jednostek Elektrowni Turów uzależniony będzie jednak od zapotrzebowania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, sytuacji na rynku energii, uwarunkowań regulacyjnych i ekonomicznych, stanu technicznego jednostek oraz dostępności odpowiednich mechanizmów wsparcia zapewniających bezpieczeństwo energetyczne” – czytamy w odpowiedzi. „Grupa PGE na bieżąco analizuje możliwe warianty przyszłego funkcjonowania kompleksu Turów” – dodaje spółka.

Zarzut braku szczerej komunikacji, który stawiają rozmówcy Forum Energii, PGE odpiera rozróżnieniem między analizami a decyzjami. „PGE rozumie oczekiwania pracowników, samorządów i mieszkańców dotyczące przedstawiania informacji o przyszłości kompleksu Turów. Jednocześnie odpowiedzialna komunikacja wymaga wyraźnego rozróżnienia pomiędzy analizowanymi wariantami a zatwierdzonymi decyzjami” – pisze spółka. Zapowiada, iż będzie przekazywać pracownikom informacje „adekwatne do postępu prowadzonych analiz oraz podejmowanych rozstrzygnięć”.

Program Dobrowolnych Odejść, który autorzy raportu odczytują jako sygnał szybszego wygaszania, PGE nazywa „jednym z instrumentów umożliwiających odpowiedzialne i dobrowolne dostosowywanie zatrudnienia”. „Nie przesądza o skali ani terminach przyszłych zmian zatrudnienia” – zastrzega spółka. Dla pracowników zakłada „wykorzystywanie dostępnych rozwiązań osłonowych, możliwości przekwalifikowania i mobilności”, przy zachowaniu kompetencji niezbędnych do bezpiecznej pracy kopalni i elektrowni.

W regionie PGE analizuje inwestycje w źródła gazowe, odnawialne i magazyny energii. „Prowadzone są prace przygotowawcze dotyczące projektu elektrowni gazowej w technologii CCGT o mocy około 550 MW” – informuje spółka. To mniej niż jedna trzecia mocy obecnej elektrowni Turów.

Spółka nie zgadza się też, by obciążać ją odpowiedzialnością za brak pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla subregionu zgorzeleckiego. „Grupa PGE uczestniczyła w działaniach zmierzających do objęcia subregionu wsparciem. Ostateczny kształt Terytorialnego Planu Sprawiedliwej Transformacji należał do adekwatnych instytucji samorządowych, natomiast decyzja dotycząca objęcia poszczególnych regionów wsparciem została podjęta przez Komisję Europejską” – pisze PGE.

Przyznaje jednocześnie, iż w pierwszej edycji funduszu „istotne znaczenie miało wykazanie wyłączeń jednostek węglowych przed końcem 2030 r., podczas gdy harmonogram funkcjonowania Kompleksu Turów jest dłuższy”.

Ministerstwo Energii i Ministerstwo Aktywów Państwowych do momentu publikacji nie odpowiedziały na nasze pytania.

Zdjęcie tytułowe: SmogLab.

Idź do oryginalnego materiału