Kwota wolna wciąż zamrożona. Rząd liczy koszty, Polacy płacą coraz więcej

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Kwota wolna wciąż zamrożona. Rząd liczy koszty, Polacy płacą coraz więcej


Kwota wolna od PIT pozostaje na poziomie 30 tys. zł, choć Koalicja Obywatelska obiecywała jej podwojenie. Ministerstwo Finansów przedstawia kalkulacje kosztów, ale brak waloryzacji już dziś po cichu zwiększa ciężar podatkowy pracy.

Obietnica 60 tysięcy czeka

Podniesienie kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł było jednym ze sztandarowych „100 konkretów” Koalicji Obywatelskiej. W 2026 roku zmiana nie weszła w życie. Minister finansów Andrzej Domański zapewniał wcześniej, iż obietnica pozostaje aktualna i ma zostać zrealizowana do końca kadencji, ale nie przedstawił wiążącego terminu.

Ministerstwo Finansów argumentuje, iż podwojenie kwoty wolnej oznaczałoby poważny ubytek dochodów państwa i samorządów. W odpowiedzi na jedną z interpelacji resort szacował koszt rozwiązania dla 2026 roku na 55,9 mld zł. To duża kwota. Nie może jednak służyć za wieczną zasłonę dla braku decyzji.

Zamrożenie też jest decyzją podatkową

Kwota wolna wynosi 30 tys. zł od 2022 roku. W tym czasie rosły ceny, płace nominalne i płaca minimalna. Gdy progi podatkowe oraz kwota wolna stoją w miejscu, coraz większa część nominalnego wynagrodzenia trafia pod opodatkowanie. Państwo pobiera więcej bez formalnego podnoszenia stawki PIT.

To mechanizm wygodny dla ministra finansów, ale nieuczciwy wobec podatnika. Polak widzi podwyżkę na umowie, ale część jej realnej wartości zjada inflacja, a część fiskus. Szczególnie dotyka to pracowników i drobnych przedsiębiorców, którzy nie dysponują rozbudowanymi narzędziami optymalizacji.

Wyższa kwota wolna pozostawiałaby pieniądze tam, gdzie powstają: w rodzinnych budżetach i małych firmach. Obywatele wydaliby je zgodnie z własnymi potrzebami, zamiast czekać na kolejny program rozdzielany przez urzędników.

Państwo musi ciąć własne koszty

Odpowiedzialna prawica nie może udawać, iż 55,9 mld zł pojawi się znikąd. Ulga musi iść razem z przeglądem wydatków, ograniczeniem biurokracji oraz likwidacją nieskutecznych programów. Nie wolno finansować jej nowym długiem, bo rachunek wróci do tych samych rodzin przez inflację i podatki.

Rząd miał jednak dość czasu, by przedstawić etapowy plan. Mógł zaproponować waloryzację, stopniowe podnoszenie kwoty albo trwałe powiązanie jej z płacą minimalną. Zamiast reguły Polacy słyszą kolejne zapewnienia.

Stawką jest wolność dysponowania owocami własnej pracy. Państwo powinno pobierać tyle, ile naprawdę potrzebuje, i jasno uzasadniać każdy wydatek. Zamrożona kwota wolna to cichy podatek. Im dłużej trwa, tym mniej warta jest przedwyborcza obietnica Donalda Tuska.

Idź do oryginalnego materiału