W czwartek 13 sierpnia izraelskie siły weszły do Kusry na Zachodnim Brzegu, by rozebrać dwa nielegalne posterunki osadników blokujących palestyńskie domy od niedzieli. AP i Times of Israel podają, iż zatrzymano jednego Izraelczyka, a rodziny wciąż bały się wychodzić. To lekcja o państwie, które traci monopol na porządek.
Interwencja po kilku dniach blokady
W czwartek 13 sierpnia izraelska armia i policja graniczna przeprowadziły działania w rejonie Kusry, palestyńskiej wsi położonej na południe od Nablusu na Zachodnim Brzegu. Jak podał Times of Israel, służby rozebrały prowizoryczne struktury ustawione przez osadników w pobliżu blokowanych domów. Według Associated Press zatrzymano jednego Izraelczyka, a w okolice skierowano dodatkowych żołnierzy.
Sprawa nie jest zwykłym sporem sąsiedzkim o płot czy drogę. Według relacji mieszkańców i mediów osadnicy od niedzieli blokowali dojścia do palestyńskich domów, odcinali wodę lub prąd i uniemożliwiali rodzinom normalne wyjście z posesji. To jest punkt, w którym państwo musi działać bez zawahania. Kto toleruje prywatną przemoc i dzikie posterunki, ten podkopuje własny porządek prawny.
Dwie rodziny w pułapce
Times of Israel opisywał wcześniej dom Youssefa Hassana, który mieszka tam z żoną i dwiema małymi córkami. Rodzina miała zostać odcięta od swobodnego wyjścia po tym, jak osadnicy ustawili tymczasową konstrukcję przy wejściu. AP opisała też sprawę domu należącego do Lou Ridiego, Palestyńczyka z amerykańskim obywatelstwem mieszkającego w Ohio. W środku mieli przebywać jego brat Qusai Abu Rida i bratanek.
Takie detale są ważne, bo odbierają sprawie propagandową mgłę. Po jednej stronie nie ma abstrakcyjnej mapy, po drugiej nie ma hasła z transparentu. Są konkretne domy, konkretne rodziny i konkretna odpowiedzialność państwa, które kontroluje teren. Prawica, jeżeli ma być poważna, broni nie samowoli, ale ładu. Właśnie dlatego podobne zdarzenia należy oceniać trzeźwo, także wtedy, gdy burzą wygodne schematy sympatii międzynarodowych.
Rzadko tak ostre słowa z ambasady USA
Na sprawę zareagował ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee. AP podała, iż nazwał oblężenie domu palestyńsko-amerykańskiej rodziny „strasznym aktem terroru”. To mocne słowa, tym bardziej iż Huckabee od lat uchodzi za polityka bardzo przychylnego Izraelowi i ruchowi osadniczemu. Skoro choćby on publicznie uznał tę sytuację za niedopuszczalną, waga problemu jest oczywista.
Izraelska armia informowała na X, iż jej siły rozebrały dwa nielegalne posterunki w rejonie Kusry i Jalud oraz skonfiskowały sprzęt na miejscu. Według relacji Times of Israel część osadników mimo działań służb pozostawała jednak w pobliżu, a mieszkańcy bali się opuszczać domy. To pokazuje słabość, która w polityce bezpieczeństwa zawsze kosztuje. Państwo może mieć najlepszą armię w regionie, ale gdy na własnym zapleczu pozwala na półprywatne akcje faktów dokonanych, samo produkuje kryzys.
Zachodni Brzeg i twardy realizm
Zachodni Brzeg jest jednym z najbardziej zapalnych miejsc Bliskiego Wschodu. Izrael przejął ten teren w wojnie 1967 roku, Palestyńczycy widzą w nim część przyszłego państwa, a osadnicy i ich polityczni sojusznicy odwołują się do argumentów historycznych, religijnych i bezpieczeństwa. Dla polskiego czytelnika najważniejsza lekcja nie brzmi: przyjąć cudzą propagandę z jednej albo drugiej strony. Lekcja brzmi: państwo bez porządku i odpowiedzialności traci moralną oraz strategiczną przewagę.
DN pisał niedawno, iż spór o Izrael i Hamas wymaga twardego realizmu, a nie odruchowego klaskania komukolwiek. Hamas jest organizacją terrorystyczną i nie wolno rozmywać odpowiedzialności za zbrodnie z 7 października. To jednak nie daje nikomu prawa do blokowania rodzin w domach ani do stawiania prywatnych posterunków tam, gdzie porządek powinno egzekwować państwo. Realizm narodowy nie polega na zamykaniu oczu. Polega na widzeniu faktów.
Polska patrzy przez interes narodowy
Dla Polski stawka jest szersza niż sama Kusra. Bliski Wschód wpływa na bezpieczeństwo energetyczne, migrację, relacje z USA i napięcia w Europie. Każdy pożar polityczny w regionie gwałtownie staje się paliwem dla ulicznych radykalizmów, presji dyplomatycznej i medialnych kampanii. Polskie państwo nie ma obowiązku przyjmować cudzych emocji jako własnej doktryny. Ma obowiązek bronić własnego interesu i nazywać rzeczy po imieniu.
Dlatego trzeba powiedzieć jasno: jeżeli osadnicy blokują domy cywilów, to jest to bezprawie, a nie patriotyzm. jeżeli armia potępia takie działania, ale długo nie potrafi skutecznie usunąć sprawców, problem staje się polityczny. Podobnie pisaliśmy przy analizie, jak nakaz rozbiórki może stać się narzędziem polityki. Tam, gdzie prawo zamienia się w narzędzie nacisku albo bezsilnie patrzy na samowolę, zwykli ludzie płacą najwyższą cenę.
Kusra jest małą wsią na mapie wielkiego konfliktu. Ale właśnie w takich miejscach widać, czy państwo panuje nad własnymi radykałami. Izrael ma prawo do bezpieczeństwa. Palestyńskie rodziny mają prawo nie być więzione we własnych domach. Polska prawica powinna umieć utrzymać obie te prawdy naraz, bez histerii i bez ślepoty.
Źródło: Times of Israel, Associated Press, IDF
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości









