Kulisy samorządu: Samorządowe elity

1 godzina temu
Zdjęcie: Zdjęcie ilustracyjne, pixabay.com


Niedawne przykłady, opisywane w naszym portalu pokazały, jak traktowany jest głos mieszkańców, którzy przychodzą do władz miasta i radnych z pomysłem lub chcą wskazać na zagrożenia. Są spychani na koniec sesji, a ich głos jest ignorowany. Władza deklaruje, iż dba o mieszkańca, wsłuchuje się w głosy, odpowiada na potrzeby, ale zwykle przypomina dwór, który wie lepiej, czego poddani potrzebują. Jak to możliwe w demokracji? Schemat przeanalizował twórca bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, były samorządowiec i urzędnik. I na marginesie – media lokalne, o których wspomina, a które nie idą na żadne układy z lokalnym samorządem, dotyka ostracyzm i są postrzegane przez władzę jak wróg.

Zdjęcie ilustracyjne, pixabay.com

Zorganizowana mniejszość a niezorganizowana większość.

Dlaczego samorząd rządzi się prawami starej teorii elit?
W politologii od ponad stu lat funkcjonuje zasada formułowana przez klasyków teorii elit, Pareta, Moskę i Michelsa, iż w każdym systemie politycznym, choćby najbardziej demokratycznym, faktyczną władzę sprawuje dobrze zorganizowana mniejszość, a nie rozproszona większość.
Demokracja nie znosi elit, ale jedynie zmienia sposób ich doboru i zakres kontroli nad nimi. I choć brzmi to jak ogólna teoria odnoszona do państw, doskonale opisuje również polski samorząd.
Mniejszość, która wie, czego chce
Zorganizowana mniejszość ma nad większością przewagę strukturalną. Działa szybciej, konsekwentniej i w bardziej skoordynowany sposób.
Jej członkowie dysponują informacją, mają silną motywację, częściej uczestniczą w procesach decyzyjnych i potrafią utrzymywać spójność interesów.
Większość obywateli, zajęta codziennym życiem, zwykle ogranicza swoje zainteresowanie polityką do epizodycznego udziału w wyborach.
W demokracji ta zasada nie znika. Jedynie ubiera się w bardziej cywilizowane instytucje: wybory, dialog publiczny, mechanizmy kontroli. Ale logika pozostaje ta sama. Rządzą ci, którzy zorganizowali się skuteczniej.
Samorząd lokalny
W polskim samorządzie ta reguła jest widoczna wyraźnie.
W typowej gminie realne decyzje podejmuje kilka–kilkanaście osób, reprezentujących ułamek promila mieszkańców. Ten krąg władzy tworzą zazwyczaj: wójt/burmistrz/prezydent, skarbnik, sekretarz, kierownicy kluczowych jednostek, kilku najbliższych radnych oraz osoby z lokalnych środowisk gospodarczych czy medialnych. To nie jest zarzut. To naturalny mechanizm społeczny. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ta mniejszość staje się zbyt hermetyczna, niekontrolowana i niepodatna na zmiany.

Niezorganizowana większość. Czyli dlaczego mieszkańcy „nie rządzą”, choć mają do tego prawo
W teorii suwerenem jest społeczność lokalna. W praktyce przeciętny mieszkaniec. Większość jest więc rozproszona, skupiona na życiu prywatnym, a polityka lokalna funkcjonuje „gdzieś obok”. To właśnie wtedy mniejszość, która potrafi utrzymać spójność interesów i dyscyplinę, zaczyna rządzić nie tylko skutecznie, ale często także bez realnej kontroli społecznej.

Lokalna elita – nie zawsze z nazwy, ale zawsze z funkcji
W każdej gminie istnieje coś, co można nazwać lokalną elitą. Nie musi być to elita w sensie jakości czy kompetencji. To raczej elita w sensie akumulacji wpływu. Stosunkowo stała i odporna na zmiany, ma dostęp do informacji wcześniej niż reszta, wpływa na kadry, inwestycje, przepływy finansowe, często kontroluje lokalne kanały komunikacji, a przynajmniej ma na nie wpływ.
W małych i średnich gminach to mechanizm wyjątkowo trwały. Działa lata, czasem dekady, choćby przy zmianach personalnych.
Kontrola? Często tylko na papierze
W państwie demokratycznym elity mogą działać w interesie publicznym pod warunkiem, iż są kontrolowane. Tymczasem w polskich samorządach mechanizmy kontroli są: słabe (np. komisje rewizyjne, które nie mają politycznej odwagi), zależne (media lokalne utrzymujące się z reklam i ogłoszeń), nieczytelne (BIP, który dla wielu mieszkańców jest labiryntem), sporadyczne (udział mieszkańców w konsultacjach czy sesjach).
W praktyce oznacza to, iż zorganizowana mniejszość działa niemal bez nadzoru, a większość dowiaduje się o decyzjach po fakcie.
Teoria elit w natarciu.
Jeśli nie ma kontroli, zorganizowana mniejszość przestaje być naturalną elitą, a zaczyna przejawiać cechy oligarchii.
To wtedy pojawiają się: „radni lojalnościowi”, kadrowe układanki, inwestycje pod konkretne interesy, zasada „swoi mają pierwszeństwo”,
uzależnianie lokalnych instytucji od włodarza. Nie jest to reguła dla wszystkich gmin, ale jest to zjawisko systemowe, a nie jednostkowe.

Co zrobić?
Nie należy walczyć z samą ideą elit. Ona wynika z natury organizacji społecznej. Trzeba natomiast walczyć o to, by elita była: otwarta – aby dało się do niej wejść z zewnątrz; jawna – by obywatele wiedzieli, kto naprawdę ma wpływ; kontrolowana – przez radę, media, mieszkańców i prawo; rotacyjna – by nie trwała latami bez zmiany; apolityczna administracyjnie – by urzędnicy nie byli narzędziem kampanii.
Demokracja lokalna nie polega na tym, iż większość ma rządzić na co dzień. Bo to nierealne.
Polega na tym, iż mniejszość nie może robić, co chce, i iż mechanizmy nadzoru działają niezależnie od tego, kto jest aktualnym włodarzem.
/Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy/
Idź do oryginalnego materiału