Jest ich dokładnie 139, a wśród nich znalazły się Świdnica i Świebodzice. To lista miast zagrożonych marginalizacją, wyludniające się. I właśnie o tej liście i reakcji samorządowców na wprowadzane w 119 z nich programy naprawcze pisze w najnowszym felietonie autor cieszącego się coraz większą popularnością bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, były urzędnik i samorządowiec. Warto dodać, iż Świdnica aplikowała o środki z Polsko-Szwajcarskiego Programu Rozwoju Miast, ale wniosek otrzymał ocenę negatywną (Źródło TUTAJ). Felieton dotyczy samorządów, które otrzymały wsparcie z programu naprawczego.
Na zdjęciu Słupsk, który otrzymał środki na program naprawczy; źródło zdjęcia: wikipedia, autor: www.slupsk.pl, fot.Michał SłupczewskiMiasto w kryzysie, czyli jak spróbować zrobić sukces z klęski
Istnieją raporty czytane po cichu. Jednym z nich jest analiza Polskiej Akademii Nauk, stanowiąca część Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego. Dokument żyje, oddycha i jest co jakiś czas aktualizowany. A w swojej najnowszej wersji mówi rzecz, którą wielu włodarzy najchętniej zakopałoby trzy metry pod gruntem. W Polsce mamy 139 miast średniej wielkości, które realnie tracą potencjał.
I te miasta są podzielone na cztery kategorie, choć w oficjalnych komunikatach ratuszy raczej tego nie znajdziecie:
– miasta kryzysowe – dystans do innych rośnie, a sytuacja społeczno-gospodarcza jest zwyczajnie zła;
– miasta obniżającego się potencjału – niby jeszcze nie katastrofa, ale trend jest równią pochyłą;
– miasta stagnujące – stoimy, stoimy… aż można zastygnąć;
– miasta zagrożone marginalizacją – problemy rosną, a siła rozwojowa maleje.
W skrócie. Nie jest dobrze.
I w tym momencie na scenę wchodzi Polsko–Szwajcarski Program Rozwoju Miast. Program potrzebny, rozsądny. Obejmujący 119 miejscowości. Brzmi dumnie, prawda? I tu zaczyna się kabaret w wydaniu lokalnego PR-u.
Szwajcarskie miliony, czyli jak robi się mydlenie oczu.
Niektórzy włodarze wychodzą do mieszkańców z uśmiechem tak szerokim, jakby właśnie wygrali lokalną odmianę Eurowizji. „Historyczny dzień!”, „Rekordowe środki!”, „Największy sukces w dziejach samorządu!”. Aż człowiek idzie sprawdzić, czy przypadkiem nie wybudowano obwodnicy, nowego rynku pracy, fabryki baterii, kolei dużych prędkości i centrum badań kosmicznych — wszystko naraz.
A tu nic.
Bo prawda jest taka, iż samo zakwalifikowanie miasta do programu naprawczego nie jest sukcesem. To raczej czerwone światło, wielka migająca kontrolka z napisem: „Uwaga, drodzy państwo, wasze miasto jest strukturalnie zagrożone.”
Tylko kto by o tym mówił, skoro można zrobić grafiki, filmik, trzy konferencje i jeszcze wydać gazetkę z własną twarzą na okładce? Dlaczego władza nie mówi prawdy?
Bo prawda wymaga odwagi.
A odwaga, przyznajmy to szczerze ,nie jest mocną stroną wójtoburmistrzoprezydentów, którzy marzą o jeszcze jednej kadencji, a potem może o ciepłym miejscu w sejmiku. Po co więc przyznawać, iż miasto się kurczy, ludzie uciekają, firmy padają, a budżet puchnie od wydatków bieżących?
Łatwiej powiedzieć: „będzie pięknie”. Łatwiej dać post na Facebooku: „Pozyskaliśmy rekordową kwotę!”.
Nie mówi się jednak, że: ta „rekordowa kwota” jest jak odszkodowanie za samochód, który kwalifikuje się już tylko na złom, bycie w programie wsparcia oznacza poważne problemy rozwojowe, a bez zmiany strategii te środki rozpłyną się jak wszystkie poprzednie.
Mieszkańcy wiedzą, tylko nikt ich nie traktuje poważnie.
Najbardziej zaskakujące jest to, iż mieszkańców nie trzeba uczyć geografii miejskiej ani socjologii. Oni widzą zamknięte sklepy, zamierające centra, zero inwestorów, młodych pakujących walizki do Wrocławia, Krakowa, Gdańska czy za granicę.
Czy naprawdę ktoś wierzy, iż ludzie tego nie widzą? Że jeżeli prezydent wymachuje folderem z logo Szwajcarii i własną twarzą, to nagle rzeczywistość stanie się inna?
Władze często traktują mieszkańców jak „ciemną masę”, która „i tak niczego nie zrozumie”.
A to jest największy błąd, jaki można popełnić. Bo mieszkańcy rozumieją aż za dobrze. Czasem lepiej niż ci od „wielkich sukcesów”.
Samorządowy problem numer jeden: brak odwagi do mówienia prawdy
Zawsze powtarzałem, iż w polskim Kościele brakuje odwagi do posiadania odwagi.
W samorządzie działa ono jak żywcem wyjęte z podręcznika.
Bo powiedzieć: „Jesteśmy w grupie miast zagrożonych, ale mamy plan i chcemy działać razem z mieszkańcami” to byłby akt dojrzałości.
Zamiast tego słyszymy „To największy sukces w historii gminy!” A za rogiem: kolejne zamknięte przedsiębiorstwo, kolejny autobus zdjęty z trasy, kolejna rodzina wyprowadza się do większego miasta.
Czy da się to zmienić?
Tak. Ale tylko pod jednym warunkiem. Trzeba zacząć mówić prawdę, mieć odwagę powiedzieć mieszkańcom: jest źle, sytuacja jest poważna.
Jeżeli samorząd nie ma odwagi mówić prawdy, to żadna kasa, choćby szwajcarska, go nie uratuje. Bo rozwój zaczyna się od uczciwości.
/Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy/

5 godzin temu











