Kulisy samorządu: Folwark samorządowy

2 godzin temu
Zdjęcie: wygenerowane przez Gemini


Powszechne wybory, konkursy na stanowiska, przepisy. Czy to wystarczy, by powstrzymać budowanie układów i falę nepotyzmu? To zależy. To zależy od samych ludzi, i tych wybranych przez lokalną społeczność na stanowiska wójtów, burmistrzów, prezydentów, radnych, i od urzędników – ich prawości, cywilnej odwagi i zwykłej przyzwoitości. jeżeli zabraknie wewnętrznych hamulców, zamiast samorządu powstaje folwark samorządowy – wskazuje autor bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, były samorządowiec i urzędnik, który obnaża mechanizmy psujące lokalną władzę. Zapraszamy do przeczytania kolejnego felietonu.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH

wygenerowane przez Gemini

FOLWARK SAMORZĄDOWY

Kiedy urząd zaczyna przypominać folwark, to już nie jest samorząd, tylko teatr jednego aktora. Wójt, albo burmistrz, albo prezydent odgrywają główną rolę, sekretarz jest reżyserem, a reszta obsady zna tylko dwa teksty:„Tak jest, Panie Wójcie” i „Świetny pomysł, Pani Burmistrz”. I wtedy wszystko działa… dopóki ktoś nie zapyta: „A gdzie w tym wszystkim mieszkańcy?”

Każdy, kto choć raz pracował w samorządzie, zna ten moment, gdy orientuje się, iż zasady zapisane w ustawach to jedno, a rzeczywistość – zupełnie coś innego. Oficjalnie mówimy o wspólnocie mieszkańców, jawności, współdziałaniu i odpowiedzialności. W praktyce – o „dworze”, w którym najważniejsze są układy, lojalność wobec szefa i zdolność do przewidywania jego nastroju (oczywiście bez uogólnień).

To już nie urząd, to folwark samorządowy – miejsce, gdzie demokracja kończy się na progu gabinetu. W takim folwarku wójt, burmistrz czy prezydent miasta to postać niemal feudalna. Ma swoją świtę: sekretarza, rzecznika, kierowników „zaufanych”, a czasem i radnych, którzy pełnią funkcję przybocznych. To oni wiedzą, kto dziś jest „na cenzurowanym”, kto „zniknie ”, a komu należy „pomóc” w awansie, bo dobrze się sprawdził w roli lojalnego sojusznika.

Ważne decyzje zapadają na korytarzu lub przy kawie. Konkursy na stanowiska? Dla formalności, bo przecież „wszyscy wiedzą, kto wygra”. Rada gminy? zwykle przyklaskuje, bo przewodniczący wie, iż lepiej nie podpaść – może przecież nie dostać zaproszenia na „ważne wydarzenie lokalne”.

Niektórzy nazywają to „zarządzaniem po polsku”. Inni – zwykłym klientelizmem. Ja wolę określenie: miniaturowy system władzy absolutnej w wersji lokalnej. W folwarku samorządowym najcenniejszą walutą nie jest kompetencja, tylko lojalność. Nieważne, co potrafisz – ważne, czy potrafisz być „swój”.

Kto zbyt głośno mówi o błędach, gwałtownie staje się „człowiekiem problematycznym”. Kto pyta o przetargi, dokumenty czy procedury, słyszy, iż „psuje atmosferę”. A kto próbuje coś zmienić, prędzej czy później ląduje na marginesie.

Niektórzy przyzwyczajają się do tego układu. Wiedzą, iż w folwarku lepiej się uśmiechać niż mieć rację. Że nagrodą za milczenie może być awans, dodatek lub służbowy samochód. I tak powstaje cicha zmowa – niepisany kontrakt między władzą a podwładnymi.

Problem w tym, iż w tym układzie przegrywają wszyscy. Bo gdy lojalność staje się ważniejsza niż prawo, a kadry wybiera się według sympatii, nie ma mowy o prawdziwej służbie publicznej. Samorząd staje się narzędziem prywatnych interesów – a mieszkańcy, którzy mają być jego sensem, zostają tylko statystami.

Są jednak i tacy, którzy próbują coś z tym zrobić. Mamy tu takich. Czasem to pojedynczy urzędnik, który ma odwagę powiedzieć: „Nie podpiszę, bo to niezgodne z prawem”. Czasem radny, który głosuje inaczej niż klub wójta. Czasem dziennikarz lokalny, który nie boi się zapytać o koszt imprezy „integracyjnej” w ośrodku pod lasem.

I wtedy folwark zaczyna pękać. Bo choć władza lokalna lubi mówić o „autonomii samorządu”, to nie oznacza to przecież autonomii od prawa.
W każdej gminie i każdym urzędzie powinno obowiązywać jedno – samorząd to służba publiczna, nie prywatne przedsiębiorstwo! I choć wielu o tym zapomniało, to przypominanie tego wciąż ma sens. Bo choćby najładniejszy folwark może runąć, gdy ludzie przestaną się bać mówić prawdę.

Idź do oryginalnego materiału