W cyklu „Referendum ZA/Referendum PRZECIW” pytamy osoby zaangażowane w politykę Krakowa o rządy prezydenta Miszalskiego i trwającą akcję referendalną. Poniżej prezentujemy wywiad z Piotrem Kubiczkiem, jednym z członków Komitetu Referendalnego i aktywnym wolontariuszem. Jakie największe błędy popełnił obecny prezydent w zarządzaniu miastem? Co powinien zrobić jego ewentualny następca? Czy lepszą alternatywą dla Krakowa jest Łukasz Gibała? To tylko niektóre tematy, jakie zostały poruszone w naszej rozmowie. Zapraszamy do lektury.
Małgorzata Armada, KRKNews: Dlaczego Pan uważa, iż odwołanie Prezydenta Miszalskiego jest konieczne?
Piotr Kubiczek, członek Komitetu Referendalnego: Tu gra rolę wiele aspektów. Po pierwsze kontrowersyjny, czasem wręcz groteskowy sposób sprawowania urzędu: prezydent Aleksander Miszalski jest dużo młodszy od swojego poprzednika, profesora Jacka Majchrowskiego. Rozumiem więc, iż próbuje przypodobać się młodym ludziom, ale niestety robi to w sposób żenujący. Nagrywanie rolek, na których tańczy na dachu w rytm wulgarnej i pogardliwej dla kobiet piosenki rapowej albo filmik, na którym czyści mopem podłogę w urzędzie, to jest kompromitacja dla funkcji, którą sprawuje. Cokolwiek by nie mówić o jego poprzedniku, nigdy nie naraził się na śmieszność swojej posady. To jest dla mnie osobiście największa ujma, która m.in. przekonała mnie do tego, żeby dołączyć do Komitetu Referendalnego i tworzyć tę inicjatywę. Oczywistą kwestią jest też ogromne zadłużenie miasta, które w ciągu niespełna dwóch lat wzrosło z 6 do 8 miliardów złotych, a wszystko wskazuje na to, iż pod koniec roku może wynosić choćby 9-9,5 miliarda. Rodzą się pytania: Czy Kraków zmierza do katastrofy finansowej? Czy grozi nam zarząd komisaryczny? Nie może być tak, iż mieszkańcy są obciążani podwyżkami, których w ostatnim czasie było kilka: opłata za śmierci wzrosła o 30%, wzrósł podatek od nieruchomości. Przedłużona została strefa płatnego parkowania. Problemem jest także wprowadzona Strefa Czystego Transportu, która budzi wiele kontrowersji nie tylko wśród osób spoza Krakowa, ale też samych mieszkańców miasta, bo uderza w jednych i drugich. Ja rozumiem powód, dla którego ona została wprowadzona. Każdy chce mieszkać w mieście, w którym jest czyste powietrze i chce tym czystym powietrzem oddychać. Tylko absurdy, jakie narosły wokół tej strefy, jakie nas dotykają, są totalnie niezrozumiałe.
O jakich absurdach Pan mówi?
– Według mnie to najbardziej bulwersujący przykład: o ile ojciec, który nie może jeździć już samochodem i jego auto nie spełnia wymagań strefy, przepisze samochód na swoje dziecko, to dziecko będzie musiało płacić za wjazd do strefy, choćby jeżeli jest mieszkańcem Krakowa. W przypadku STC mamy bowiem do czynienia z przypisaniem auta do osoby i to kompletnie kompromituje tę inicjatywę. Mało tego, STC w Krakowie obejmuje około 60% miasta. Dlaczego w takim razie w naszej stolicy obejmuje tylko siedem procent? I dlaczego jest jedną z najbardziej restrykcyjnych stref w Europie? Czy nie należało zacząć od strefy czystego transportu na mniejszym obszarze miasta, np. wokół drugiej obwodnicy? Czy nie należało testowo sprawdzić, jak to funkcjonuje w czasie np. sześciu miesięcy? Czy potem, w zależności od wyników, skorygować ten obszar? Czy wysłuchano tak naprawdę w konsultacjach mieszkańców? Czy przeprowadzono je tylko po to, bo ustawa nakazuje, iż takie konsultacje musiały się odbyć? Na te pytania każdy z nas odpowie sobie sam, ale mnie się wydaje, iż STC w ogóle była jakąś iskrą zapalną, która wywołała oburzenie nie tylko wśród mieszkańców gmin ościennych czy województwa małopolskiego, ale także u samych krakowian. Tak naprawdę konsultacje były bowiem hucpą, władza nie wzięła opinii przeciwników pod uwagę. Wiele osób, które do mnie podchodzą, do tej SCT nawiązuje.
Czy są jeszcze jakieś działania prezydenta Miszalskiego, które uznaje Pan za szkodliwe?
– Tak, pod koniec zeszłego roku miasto wypuściło obligacje komunalne bodajże w wysokości 305 milionów po to, żeby pokryć częściowo deficyt oraz żeby było na wypłaty dla nauczycieli czy dla pracowników komunikacji miejskiej. Deficyt w tym roku prawdopodobnie również będzie, jeżeli chodzi o komunikację miejską. Należałoby się też zastanowić, dlaczego np. w Szpitalu Narutowicza, który tak naprawdę podlega pod miasto, są wygaszane dwa oddziały – jak informują media – z powodów finansowych. Proszę także pamiętać, iż jeszcze niedawno pisano o tym, iż w szkołach krakowskich brakuje papieru toaletowego i ręczników papierowych, a to przecież podstawowe potrzeby, które powinno zabezpieczać miasto.
W takim razie czy to referendum jest przeciwko prezydentowi Miszalskiemu czy za konkretną zmianą? jeżeli za zmianą, to co należy wdrożyć w mieście, żeby żyło nam się lepiej?
– W pierwszej kolejności referendum to jest protest ludzi od prawa do lewa. Inicjatywę poparła m.in. radna Aleksandra Owca, wiceprzewodnicząca partii, która zapowiedziała, iż podpisze się pod naszym wnioskiem. Wsparły też akcję referendalną środowiska prawicowe, więc po niecałych dwóch latach sprawowania urzędu przez prezydenta Miszalskiego, zjednoczył on prawie wszystkie środowiska w Krakowie przeciwko sobie poprzez – nie boję się tego słowa użyć – nieudolne rządy.
Czy nie ma Pan obawy, iż referendum może wprowadzić jeszcze większy chaos w mieście? Osoby związane ze środowiskiem prezydenta Miszalskiego twierdzą, iż pewnie zmiany będą widoczne dopiero po kilku latach. jeżeli więc jego funkcję przejmie inna osoba, znowu będzie problem z realizacją postulatów. To też widać w polityce krajowej – iż zmiany potrzebują czasu.
– Zmiany wymagają czasu, ale ich zapowiedzi muszą choćby brzmieć realistycznie, nie mogą być pustymi obietnicami, których Prezydent Miszalski sporo złożył w trakcie kampanii wyborczej. Mamy przykład, chociażby metra, gdzie powstały cztery zespoły do przygotowania planów. To jest oczywiście cel długoterminowy, wszyscy wiemy, iż nie wybuduje się metra w pięć lat. Natomiast kwota piętnastu miliardów, jaka padła, jest moim zdaniem zaniżona i to będzie kosztowało o wiele więcej. Pytanie jest następujące: czy stan zadłużenia miasta, jego sytuacja finansowa, pozwoli na to, żeby to metro powstało? Czy dostaniemy środki od państwa, bądź Unii Europejskiej na tak wielką inwestycję? Śmiem wątpić, aczkolwiek jako mieszkaniec Krakowa uważam, iż metro jest potrzebne. Tylko, czy w obecnym stanie budżetu miasta, warto się za to brać? Uważam, iż najpierw należałoby obniżyć ten dług poprzez cięcia wydatków.
Gdzie ciąć te wydatki?
– Trzeba byłoby przygotować jakiś plan, a ja nie jestem ekonomistą, więc nie potrafię dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Problem w tym, iż prezydent Miszalski po objęciu władzy nie przeprowadził prawdziwego zewnętrznego audytu, który pokazałby, jak wygląda miasto po jego poprzedniku. Natomiast proszę pamiętać, iż funkcjonuje w stosunku do obecnego prezydenta takie potoczne określenie „pandemia kolesiostwa”, czyli ważne funkcje w mieście są obejmowane przez nominatów z klucza partyjnego. Tu rodzi się pytanie: czy są to kompetentni fachowcy? Pojawiają się duże wątpliwości. o ile o objęciu stanowiska ma decydować zdjęcie z prezydentem Miszalskim i fakt, iż dana osoba należy do Platformy Obywatelskiej albo iż pomagała prezydentowi w kampanii wyborczej, mamy do czynienia z szokującą sytuacją.
Jak Pan odpowie na argument strony przeciwnej, iż referendum jest stratą publicznych pieniędzy, tak zresztą, jak późniejsze wybory?
– Referendum to narzędzie demokracji bezpośredniej, które mieszkańcy mają w swoich rękach, żeby powiedzieć władzy „sprawdzam”. Mówi Pani o kosztach referendum i wyborów, ale jaką mamy gwarancję, iż koszty dalszego zadłużania miasta zaraz nie będą na granicy wypłacalności? Referendum i wybory będą przerwaniem tej spirali zadłużenia i czerwoną kartką dla sposobu zarządzania Krakowem. Koszt referendum to około 3 mln złotych, a np. miesięcznik Kraków.pl, którego nakład został zwiększony z 30 tysięcy do 220 będzie kosztował nas podatników ponad 2 miliony złotych (druk i kolportaż) i będzie propagandą sukcesu prezydenta. Czy z punktu widzenia mieszkańców to potrzebny i istotny wydatek? Prezydent Miszalski zarządzający naszym miastem nie ma wieloletniego planu jego rozwoju i nie określa kierunków w jakim powinno ono podążać.
Jest Pan osobą zbierającą podpisy, więc musi paść to pytanie: czy zgodnie z Pana obserwacjami będzie referendum? A jeżeli tak, to czy krakowianie pójdą do urn?
– Od momentu złożenia wniosku referendalnego, czyli od 27 stycznia, przez kolejnych dziesięć dni zdobyłem około dwóch tysięcy podpisów (przyp. red. – wywiad został przeprowadzony 5 lutego). Mogę śmiało powiedzieć, iż skala niezadowolenia społecznego jest ogromna, ludzie coraz bardziej widzą krótkowzroczną politykę prezydenta. Podchodzą zarówno młode jak i starsze osoby, można to uznać za rodzaj pospolitego ruszenia w mieście. Przypominam, iż aby referendum się odbyło, potrzebujemy około 60 tysięcy podpisów, które zostaną weryfikowane przez komisarza wyborczego. Potem pojawia się kwestia wymaganej frekwencji, która wynosi w zaokrągleniu około 160 tysięcy osób zamieszkałych w Krakowie. Myślę, iż bez problemu zbierzemy podpisy, ale czy mieszkańcy pójdą do urn, to będzie zależało od dobrej kampanii referendalnej.
Jakie realne zmiany odczują według Pana mieszkańcy po odwołaniu prezydenta w pierwszych sześciu miesiącach? Co się może zmienić w tak krótkim czasie?
– Należy zacząć od tego, żeby nowy prezydent powinien być – jak wspomniałem wcześniej – dobrym managerem i wizjonerem. Zewnętrzny audyt pozwoli jasno określić, na które gałęzie funkcjonowania miasta należy położyć największy nacisk. Najważniejszą kwestią będzie pilnowanie długu, żeby nie zaciągać kolejnych pożyczek. Być może trzeba będzie zrobić jakieś niepopularne cięcia w wydatkach, ale to pokaże właśnie audyt.
Jak Pan odbiera reakcję prezydenta Aleksandra Miszalskiego i jego środowiska na referendum?
– Myślę, iż prezydent ma alergię na referendum, co jest dziwne o tyle, iż mowa o narzędziu demokracji bezpośredniej. To nie jest tak, iż mieszkańcy są potrzebni tylko raz na pięć lat, żeby wrzucić swój głos do urn. jeżeli coś im się nie podoba w trakcie kadencji, mają prawo wyrazić swoje zdanie w tym zmienić zarządcę. Obecna władza zapomina trochę, iż jest dla mieszkańców, a nie iż mieszkańcy są dla władzy. Te proporcje są tu zaburzone. Jeszcze niedawno prezydent i jego środowisko w mediach społecznościowych używali hasztagu „referendum nienawiści”. Uważam, iż to pewien rodzaj nadużycia słownego. Sam używam hasztagu „referendum nadziei”, bo dla mnie to referendum nadziei mieszkańców na lepsze czasy, władzę pozbawioną kolesiostwa i partyjnych nominatów. Poza tym prezydent Miszalski wygrał wybory w 2024 r. przewagą zaledwie kilku tysięcy głosów, więc ten mandat społeczny, jaki otrzymał był bardzo słaby.
Czy wyobraża Pan sobie sytuację, w której prezydent Miszalski spełnia jakieś postulaty, a Wy odwołujecie referendum?
Prezydent Miszalski zawiódł mieszkańców, część jego obietnic nie została w ogóle spełniona. Można wymienić słynny bilet dla studentów, który miał wynosić złotówkę na dzień, co daje 365 zł, a kosztuje 470 zł. Można tutaj też wspomnieć o darmowych praktykach studenckich w magistracie, które miały być płatne. Specjalnie podaję te dwa przykłady, bo mówimy o młodych ludziach. W Krakowie to właśnie oni są najczęściej zwalniani lub nie mogą znaleźć pracy, a miasto nie proponuje im żadnych alternatyw, możliwości zatrudnienia, aby mogli wrosnąć w to miasto, zapuścić korzenie. Pani nie uwierzy, ilu podchodzi do mnie mieszkańców Krakowa, podpisuje się pod wnioskiem o referendum i mówi, iż głosowało na Aleksandra Miszalskiego, ale się na nim zawiodło i są rozczarowani jego decyzjami. To pokazuje, jak bardzo ludzie są niezadowoleni ze sposobu sprawowania władzy przez obecnego prezydenta, więc trudno mówić o odwołaniu referendum skoro ludzie tego oczekują.
Czy lepszą alternatywą dla Krakowa jest Łukasz Gibała?
– Nasz Komitet Referendalny stanowi dwadzieścia jeden osób niezwiązanych z żadnym środowiskiem politycznym ani partyjnym. Jako mieszkańcy Krakowa skupiamy się w tej chwili na pierwszym etapie, czyli na zebraniu około 60 tysięcy ważnych podpisów. One doprowadzą do kolejnego etapu, jakim będzie referendum. jeżeli okaże się, iż większość mieszkańców będzie za odwołaniem prezydenta, to trzecim etapem będą wybory samorządowe, które odbyłyby się jesienią. Na ten moment nie mamy żadnego kandydata i jako Komitet być może w ogóle go nie wystawimy.
Rozmawiała Małgorzata Armada

4 godzin temu













