Podczas gdy Stany Zjednoczone ograniczają Kubie dostęp do ropy naftowej, kraj coraz szybciej rozwija energię słoneczną przy wsparciu Chin. Wyspa od miesięcy walczy z poważnymi przerwami w dostawach prądu, które są skutkiem kryzysu energetycznego i ograniczonego importu paliw.
Według think tanku Ember Kuba przechodzi w tej chwili jedną z najszybszych rewolucji słonecznych na świecie. W ostatnim czasie gwałtownie wzrósł import chińskich paneli słonecznych i baterii, a dzięki chińskim inwestycjom na wyspie powstały dziesiątki farm fotowoltaicznych.
Eksperci uważają, iż presja gospodarcza ze strony USA może przyspieszyć przechodzenie Kuby na odnawialne źródła energii, ponieważ oznacza to mniejsze uzależnienie od importowanej ropy. Inni zwracają jednak uwagę, iż kubańska sieć energetyczna jest w bardzo złym stanie, a kraj znajduje się w głębokim kryzysie gospodarczym.
Kuba od lat opiera swoją energetykę na imporcie ropy. Najpierw dostarczał ją Związek Radziecki, później Wenezuela. Na początku 2025 roku sytuacja pogorszyła się po ograniczeniu dostaw z Wenezueli i innych krajów, w tym Meksyku.
Skutki były dramatyczne. W marcu trzy ogromne awarie energetyczne pozbawiły prądu około 10 milionów mieszkańców. Szpitale ograniczały operacje, na ulicach zalegały śmieci, a wielu ludzi gotowało na drewnie.
Przełomowym momentem okazał się 2024 rok, gdy wielodniowe blackouty objęły cały kraj. Wtedy rząd zaczął intensywnie promować energię słoneczną jako rozwiązanie kryzysu.
Tempo rozwoju jest ogromne. Wartość eksportowanych z Chin paneli słonecznych wzrosła z około 3 milionów dolarów w 2023 roku do 117 milionów dolarów w 2025 roku.
W ramach współpracy z Chinami do 2028 roku na Kubie ma powstać 92 farmy słoneczne, które dostarczą około 2 gigawatów energii — wystarczająco, by zasilić ponad 1,5 miliona domów.
Pierwszą elektrownię słoneczną otwarto w lutym 2025 roku. w tej chwili działa już około 50 takich obiektów. Energia odnawialna odpowiada dziś za około 10% produkcji prądu na Kubie, podczas gdy rok wcześniej było to jedynie 3%.
Eksperci podkreślają jednak, iż energia słoneczna przez cały czas nie rozwiązuje wszystkich problemów. Farmy są niewielkie, a brak dużych magazynów energii utrudnia zapewnienie stabilnych dostaw prądu po zmroku.
Największym wyzwaniem pozostają koszty. Według analiz Kuba potrzebowałaby około 8 miliardów dolarów, by niemal całkowicie uniezależnić się od importu paliw kopalnych. Stworzenie systemu w pełni opartego na odnawialnych źródłach energii kosztowałoby choćby 19 miliardów dolarów.
Część mieszkańców już korzysta z nowych rozwiązań. W Santa Clara działa pierwsza stacja ładowania zasilana energią słoneczną, gdzie można ładować telefony czy pojazdy elektryczne.
Dla większości Kubańczyków poprawa przez cały czas jest jednak niewielka. Przerwy w dostawie prądu wciąż są bardzo częste, a wielu mieszkańców nie stać choćby na małe instalacje fotowoltaiczne.
Eksperci podkreślają jednak, iż szybki rozwój energii odnawialnej na Kubie może być ważnym sygnałem także dla innych krajów, pokazującym ryzyko uzależnienia od importu paliw kopalnych.













