Kto zapłaci za chaos?! Nawrocki przeciw naprawie sądów

7 godzin temu

Pytanie zadane przez Waldemara Żurka prezydentowi Nawrockiemu nie jest retoryczną prowokacją ani medialnym chwytem. To diagnoza stanu państwa, w którym decyzje – albo ich brak – zaczynają mieć wymiar finansowy, prawny i społeczny zarazem. – „Czy Kancelaria Prezydenta będzie płacić teraz odszkodowania, które przegramy w tych sprawach?” – zapytał minister sprawiedliwości, wskazując wprost na kosztowną konsekwencję politycznego paraliżu wokół reform wymiaru sprawiedliwości.

Żurek zapowiedział w Sejmie procedowanie dwóch kluczowych ustaw: tzw. ustawy praworządnościowej oraz nowej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Pierwsza ma uporządkować status orzeczeń wydanych z udziałem tzw. neo-sędziów, druga – zmienić sposób powoływania KRS, kwestionowany zarówno przez polskie sądy, jak i europejskie trybunały. – „Ta ustawa definitywnie kończy chaos w polskim wymiarze sprawiedliwości” – przekonywał minister.

Problem w tym, iż nad obiema propozycjami wisi groźba prezydenckiego weta. Nawrocki, podobnie jak jego poprzednicy wywodzący się z tego samego obozu politycznego, traktuje reformę wymiaru sprawiedliwości jako pole ideologicznego sporu, a nie naprawy państwa. Żurek nie ukrywa obaw: jeżeli prezydent zablokuje ustawy, Polska zapłaci – dosłownie.

– „Każdego dnia neo-sędziowie wychodzą na salę rozpraw w Sądzie Najwyższym i generują kolejną liczbę spraw, która trafia do europejskiego trybunału. Kiedyś te sprawy zostaną odmrożone” – mówi minister. To nie publicystyczna przesada, ale chłodna prognoza oparta na dotychczasowym orzecznictwie Trybunał Sprawiedliwości UE i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Każde kolejne wadliwe orzeczenie to potencjalne odszkodowanie, które zapłacą podatnicy.

Chaos przestaje być abstrakcją. W ostatnich dniach media opisały sprawę z Giżycka, gdzie sąd uznał, iż nie może dokonać podziału majątku po rozwodzie, ponieważ… wyrok rozwodowy „nie istnieje”. Powód? Został wydany przez sędziego powołanego przy udziale KRS po 2018 roku. To nie kazus z podręcznika prawa konstytucyjnego, ale realny dramat obywateli, których życie prywatne zostaje zawieszone w próżni prawnej.

Żurek jasno wskazuje, iż właśnie takie sytuacje pokazują skalę kryzysu. – „Kryzys związany z neo-sędziami wchodzi dziś w najwrażliwsze obszary życia obywateli” – napisał na platformie X. Trudno o bardziej dosadny opis skutków wieloletniego lekceważenia standardów praworządności. To już nie jest spór elit, ale problem ludzi, którzy nie wiedzą, czy ich rozwód, spadek albo wyrok karny okaże się za kilka lat nieważny.

Na tym tle postawa prezydenta Nawrockiego wygląda co najmniej nieodpowiedzialnie. Zamiast zaproponować własne rozwiązania lub wejść w merytoryczny dialog z rządem, głowa państwa ogranicza się do sygnalizowania sprzeciwu. Żurek pyta wprost: – „Jeżeli nie to, to co?”. To pytanie, na które Pałac Prezydencki jak dotąd nie udzielił odpowiedzi.

Styl tej prezydentury coraz bardziej przypomina administrowanie konfliktem, a nie państwem. Weto staje się narzędziem politycznej demonstracji, a nie konstytucyjnym bezpiecznikiem. Tymczasem stawka jest wysoka: wiarygodność Polski w Unii Europejskiej, stabilność systemu prawnego i realne pieniądze, które mogą wypłynąć z budżetu w formie odszkodowań.

Żurek, były sędzia, mówi językiem odpowiedzialności instytucjonalnej. Nawrocki odpowiada milczeniem lub politycznym gestem. W tym sporze nie chodzi o prestiż ani o punktowanie przeciwnika. Chodzi o to, czy państwo przestanie funkcjonować na kredyt – zaciągany dziś, spłacany jutro przez obywateli. jeżeli prezydent zdecyduje się ten kredyt przedłużyć, rachunek będzie wysoki. I nikt nie będzie mógł powiedzieć, iż nie został o nim uprzedzony.

Idź do oryginalnego materiału