
Rumuńscy dziennikarze śledczy, Sorin Roșca Stănescu i Oreste Teodorescu: "UE jest całkowicie kierowana przez Björna Seiberta (agenta CIA/Mossad), szefa gabinetu von der Leyen, która jest marionetką o bardzo ograniczonych możliwościach intelektualnych."
To, co wykryli rumuńscy dziennikarze dobrze klei z moją tezą z wpisu: "]]>Rola sekretarek w polityce.]]>" — tylko na poziomie sekretariatów imperialnych, a nie partyjnych biurek w Warszawie.
U mnie sekretarka to interfejs wodza ze światem: filtr informacji, dostęp, telefony, nastroje, dokumenty, kasowanie, przecieki. Kto kontroluje filtr, ten kontroluje obraz świata w głowie wodza. Pokazuję całą galerię historycznych przypadków: Guillaume przy Brandcie, sekretarki prezydentów RFN, Rose Mary Woods u Nixona, Fawn Hall przy Iran‑Contra, agenci wokół AfD w PE itd. — zawsze ta sama figura: formalnie nisko, informacyjnie bardzo wysoko.
Coś bardzo analogicznego wykryli Rumuni, iż UE jest faktycznie kierowana przez Björna Seiberta, szefa gabinetu von der Leyen, przedstawianego jako agent CIA i Mossadu, a sama Ursula jako marionetka o ograniczonych możliwościach.
Nowe Ateny dociągają do tego motyw tresury w USA — czyli klasyczny schemat kadr imperialnych: ktoś, kto siedzi za plecami nominalnego szefa, ma szkolenie i powiązania z mocarstwem.
Ja piszę o biurach partyjnych (Konfederacja, Nowa Nadzieja, Wolnościowcy) i klasycznym modelu: prezes jest od wizerunku, sekretariat od systemu nerwowego. Rumuni dorzucają poziom wyżej — szef gabinetu przewodniczącej KE jako coś w rodzaju super‑sekretarza, tyle iż w skali systemu unijnego, kontroluje obieg dokumentów, kalendarz, briefingi, kto ma dostęp do szefowej, jakie opcje w ogóle pojawią się na stole.
To jest dokładnie mój opis, tylko przeskalowany. Ja wprost napisałem, iż sekretarki i asystenci są łakomym kąskiem dla służb, często werbowani albo wręcz podstawiani. A rumuńska narracja jest taka, iż Seibert to agent — czyli dokładnie ta sama kategoria, którą opisuję, tylko z innym zestawem służb i innym centrum imperialnym.
Na końcu mojego wpisu stawiam tezę, iż pojawienie się LLM‑ów i agentów AI pozwala zastąpić tę klasę sekretarek‑zwrotniczych wirtualnym sekretarzem na własnym serwerze, którego nie da się uwieść, przestraszyć, ani zwerbować klasycznymi metodami.
Jeżeli zestawić to z rumuńskim obrazkiem, wychodzi brutalna puenta, iż dzisiaj unijna polityka stoi na ludziach dokładnie tego typu co Seibert, z całym pakietem ryzyk agenturalnych, zależności i lojalności.
Ja proponuję model, w którym polityk minimalizuje ten ludzki wektor ataku, przenosząc filtr rzeczywistości na własną infrastrukturę AI. W tym sensie te ustalenia Rumunów są wręcz ilustracją mojej diagnozy. Pokazałem mechanizm, oni dowieźli przykład z najwyższego poziomu drabiny.
Grzegorz GPS Świderski
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>https://Twitter.com/gps65]]>










