Kto pilnuje bezpieczeństwa polskiego Sejmu? Ukraińcy i Gruzini remontują najważniejszy budynek państwa!

1 godzina temu

Polski Sejm jest w tej chwili remontowany. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdybyśmy mówili o zwykłym biurowcu, prywatnej kamienicy czy osiedlu mieszkaniowym. Mówimy jednak o jednym z najważniejszych obiektów Rzeczypospolitej Polskiej – miejscu, w którym pracują posłowie, marszałkowie Sejmu, przedstawiciele najwyższych władz państwowych i gdzie każdego dnia podejmowane są decyzje dotyczące bezpieczeństwa, finansów i przyszłości całego kraju. Tymczasem przy prowadzonych tam pracach zatrudnieni są również obywatele innych państw, między innymi Ukrainy, Gruzji i Azerbejdżanu. I zasadnicze pytanie brzmi: gdzie w tym wszystkim są procedury bezpieczeństwa państwa?

Nie chodzi o twierdzenie, iż każdy cudzoziemiec jest zagrożeniem. To byłoby absurdalne. o ile ktoś legalnie pracuje, uczciwie wykonuje swoje obowiązki i płaci podatki, nie ma w tym niczego nagannego [o ile ma w planach powrót do swojego kraju]. Ale czym innym jest remont prywatnego mieszkania, magazynu czy galerii handlowej, a czym innym dopuszczenie pracownika zewnętrznej firmy do jednego z najbardziej wrażliwych budynków państwowych w Polsce. W takim miejscu standard weryfikacji powinien być wielokrotnie wyższy niż gdziekolwiek indziej. Tymczasem z tego, co można zaobserwować na terenie Sejmu, nie wynika, żeby każdy pracownik znajdował się przez cały czas pod bezpośrednim nadzorem Straży Marszałkowskiej.

Dostęp do wnętrza Sejmu to nie jest zwykła budowa

Najbardziej bulwersujące jest to, iż nie mówimy wyłącznie o robotnikach stojących na rusztowaniu przy zewnętrznej elewacji. Prace realizowane są również wewnątrz kompleksu parlamentarnego. Remontowane były między innymi pomieszczenia, korytarze i gabinety. To oznacza możliwość fizycznego dostępu do miejsc, do których przeciętny obywatel nie może po prostu wejść z ulicy. o ile pracownik firmy zewnętrznej może znaleźć się w takich przestrzeniach, państwo powinno być w stanie odpowiedzieć co do jednej osoby: kim jest, kto ją sprawdził, w jakich bazach została zweryfikowana, do jakich pomieszczeń ma dostęp i kto kontroluje jej przemieszczanie się.

Wystarczy pomyśleć przez chwilę o możliwych zagrożeniach. Współczesne bezpieczeństwo to przecież nie tylko kwestia wniesienia niebezpiecznego przedmiotu. To również możliwość pozostawienia urządzenia elektronicznego, rejestratora, nadajnika, nieautoryzowanego sprzętu, uzyskania informacji o rozkładzie pomieszczeń czy poznania sposobu funkcjonowania zabezpieczeń. Nie twierdzę, iż do czegokolwiek takiego doszło. Pytam jednak, jakie państwo posiada zabezpieczenia, żeby do tego dojść nie mogło. W budynku parlamentu nie można opierać bezpieczeństwa na założeniu, iż „na pewno nic się nie wydarzy”.

Dlatego szczególne zdziwienie budzi sytuacja, w której pracownicy remontowi mogą być widywani bez stałego towarzystwa funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej. Właśnie dlatego potrzebna jest oficjalna odpowiedź Kancelarii Sejmu i Prezesa Rady Ministrów. Czy pracownicy są sprawdzani przez Policję, Straż Graniczną albo służby specjalne? Czy weryfikowana jest ich karalność? Czy badane jest, czy ich dane znajdują się w systemach bezpieczeństwa? Czy w przypadku cudzoziemców analizowana jest historia ich pobytu i legalność zatrudnienia? A może wystarcza zwykła lista przekazana przez wykonawcę remontu?

Sejm, Senat i ministerstwa powinny mieć najwyższy standard ochrony

Ta sprawa jest znacznie szersza niż sam remont przy Wiejskiej. Trzeba postawić pytanie, jakie zasady obowiązują przy remontach Senatu, ministerstw, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Kancelarii Prezydenta czy innych strategicznych obiektów administracji państwowej. Czy istnieje jeden państwowy standard bezpieczeństwa dla firm zewnętrznych? Czy każda instytucja robi to po swojemu? Czy osoby wykonujące prace techniczne w najbardziej chronionych budynkach Polski przechodzą rzeczywistą weryfikację kontrwywiadowczą, czy tylko kontrolę dokumentu przy wejściu? W państwie poważnie traktującym bezpieczeństwo odpowiedzi na takie pytania powinny być oczywiste.

Trudno zaakceptować sytuację, w której zwykły obywatel odwiedzający Sejm musi przechodzić kontrolę bezpieczeństwa, podczas gdy osoba wykonująca przez wiele godzin prace remontowe ma z natury rzeczy znacznie większy dostęp do infrastruktury, ścian, instalacji, pomieszczeń i zaplecza technicznego. Pracownik remontowy może wejść tam, gdzie gość, dziennikarz czy uczestnik wycieczki nigdy się nie znajdzie. Dlatego właśnie wymagania wobec takich osób powinny być jeszcze bardziej rygorystyczne, a nie mniej. Nie powinno mieć przy tym znaczenia, czy chodzi o obywatela Polski, Ukrainy, Gruzji, Azerbejdżanu czy jakiegokolwiek innego kraju – znaczenie ma poziom dostępu do obiektu o strategicznym znaczeniu.

W związku z tym skierowałem pytania dotyczące dokładnych procedur stosowanych wobec osób remontujących Sejm. Chcę wiedzieć, ile takich osób pracuje w tej chwili na terenie parlamentu, jakie mają obywatelstwo, kto wydał im zgodę na wejście, kto i w jaki sposób ich sprawdził oraz czy kontrolowane są narzędzia, elektronika i inne przedmioty wnoszone do budynku i z niego wynoszone. To nie jest szukanie sensacji. To są elementarne pytania o bezpieczeństwo jednej z najważniejszych instytucji państwa.

Polacy mają prawo wiedzieć, kto ma dostęp do budynku Sejmu i jakie państwo stosuje zabezpieczenia. W czasach wojny za naszą wschodnią granicą, działalności obcych służb, cyberataków i operacji hybrydowych naiwność nie może być procedurą bezpieczeństwa. o ile wszystkie osoby pracujące przy remoncie zostały bardzo dokładnie zweryfikowane – niech Kancelaria Sejmu pokaże, jak wyglądał ten proces. o ile natomiast takich procedur nie ma albo są one niewystarczające, należy je natychmiast zmienić. Bo pytanie „gdzie tu jest bezpieczeństwo?” w przypadku polskiego parlamentu nigdy nie powinno pozostawać bez jednoznacznej odpowiedzi.

Idź do oryginalnego materiału