Spór o umowę handlową Unii Europejskiej z Mercosur stał się kolejną odsłoną znanego konfliktu politycznego: rząd kontra opozycja, fakty kontra narracje. W tej konfrontacji Donald Tusk postawił na rzadką w polskiej polityce strategię — demaskowanie politycznego teatru zamiast licytowania się na alarmistyczne hasła. I to właśnie ten chłodny realizm najbardziej drażni Prawo i Sprawiedliwość oraz jego prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Premier nie ukrywał zaskoczenia skalą protestu rolników w Warszawie. „Szczerze powiedziawszy spodziewałem się dużo większej manifestacji” — powiedział, od razu dodając jednak rzecz kluczową: nie była to demonstracja przeciwko rządowi. To zdanie obnaża istotę problemu. Rząd i protestujący w sprawie Mercosuru mają bowiem zasadniczo to samo stanowisko: sprzeciw wobec umowy w jej obecnym kształcie. Trudno więc protestować przeciwko komuś, kto głosuje tak samo.
Tusk trafnie zauważył, iż to politycy PiS próbują na siłę przerobić rolniczy protest na antyrządowy spektakl. „Kilku działaczy PiS-u usiłuje z tej manifestacji zrobić antyrządowy ruch” — mówił premier. To klasyczna metoda tej formacji: przechwycić społeczne emocje, nadać im partyjny sens i ustawić się w roli jedynego obrońcy „zwykłych ludzi”. Problem w tym, iż w tej konkretnej sprawie PiS jest wyjątkowo niewiarygodny.
Bo to właśnie PiS — co Tusk przypomniał bez ogródek — ponosi największą odpowiedzialność za to, iż umowa z Mercosur dotarła do finału. „Mieli czas i okazję… mogli ten proces osłabić, opóźnić albo zatrzymać. Nic nie zrobili” — wyliczał premier, wskazując na rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Przez osiem lat pełnej władzy PiS nie tylko nie zbudował skutecznej koalicji blokującej, ale też konsekwentnie psuł relacje z kluczowymi partnerami w UE, osłabiając pozycję negocjacyjną Polski.
Dziś Jarosław Kaczyński występuje w roli trybuna ludowego, bije na alarm i wzywa do „obrony interesu narodowego”. To polityczna hipokryzja w czystej postaci. PiS przez lata traktował Unię Europejską jak wroga, a teraz udaje, iż dziwi się braku skuteczności Polski w Brukseli. Nie da się jednocześnie niszczyć zaufania i oczekiwać solidarności.
Warto też odnotować wątek warszawski. Wjazd części rolników do stolicy został zablokowany, co PiS natychmiast próbował przedstawić jako polityczną represję. Tymczasem Rafał Trzaskowski jasno wyjaśnił, iż decyzja wynikała z przepisów: demonstracje są dopuszczalne, ale masowy przejazd ciągników przez centrum miasta — nie. To różnica między prawem do protestu a anarchią komunikacyjną, którą PiS chętnie myli, gdy pasuje to do narracji o „represyjnym państwie”.
Najważniejsze jednak są fakty. Rząd Tuska głosował przeciwko Mercosur na każdym etapie i — co istotne — doprowadził do wprowadzenia klauzul zabezpieczających interesy rolników. „Interesy rolników są w dużej mierze zabezpieczone” — podkreślał premier. To nie jest polityka krzyku, ale mozolnej pracy w realiach, jakie zastano po rządach PiS.
Kontrast jest uderzający. Z jednej strony Tusk, który mówi wprost o ograniczeniach, odpowiedzialności i faktach. Z drugiej — Kaczyński i PiS, którzy znów proponują spektakl oburzenia, wygodnie zapominając o własnych zaniedbaniach. W sporze o Mercosur nie chodzi tylko o handel i rolnictwo. Chodzi o to, czy Polska chce prowadzić politykę poważną, czy przez cały czas żyć w rytmie alarmów wywoływanych przez tych, którzy sami przez lata niczego nie zablokowali.

11 godzin temu








