Jasna Góra od zawsze jest miejscem, w którym Polacy szukali ciszy, sensu i wspólnoty wykraczającej poza doraźne spory. Sanktuarium, do którego pielgrzymuje się z intencją, a nie z transparentem, z trudem znosi ciężar kolejnych politycznych inscenizacji.
Gdy więc Adam Boniecki mówi, iż „Jasna Góra nie powinna być miejscem na wiece polityczne, jaki dzisiaj zobaczyliśmy z prezydentem Nawrockim”, nie jest to ani atak, ani prowokacja. To trzeźwa diagnoza i ostrzeżenie płynące z doświadczenia Kościoła, który zbyt często płacił cenę za flirt z władzą.
Słowa ks. Bonieckiego padły po przemówieniu Karola Nawrockiego, wygłoszonym podczas Ogólnopolskiej Pielgrzymki Kibiców na Jasna Góra. Prezydent mówił o miłości do Polski, jedności pod biało-czerwoną flagą i chrześcijańskich wartościach. „Jesteśmy tutaj, aby pokazać, iż w obliczu Pana Boga i wartości chrześcijańskich (…) potrafimy być razem i mówić jednym głosem” – deklarował. Retoryka znana, nośna, emocjonalna. I właśnie dlatego problematyczna.
Boniecki nie neguje religijnego wymiaru patriotyzmu ani prawa wiernych do publicznego wyrażania tożsamości. Zwraca jednak uwagę na coś, co w polskiej debacie bywa spychane na margines: polityka nie powinna przenikać się z Kościołem. „Wielokrotnie przekonaliśmy się, iż takie połączenie nie służy Kościołowi i jego prawdziwej misji” – podkreśla duchowny. Kościół ma łączyć, nie dzielić; ma stać ponad partyjną bieżączką, a nie ją legitymizować.
Tymczasem jasnogórska sceneria, Wały, biało-czerwone flagi i hasła w rodzaju „Bóg, honor i ojczyzna” budują sugestywną opowieść o jedności, która w praktyce bywa selektywna. Gdy polityk staje przed tłumem w sanktuarium, symbolika działa jak wzmacniacz: słowa nabierają sakralnej powagi, a sprzeciw – znamion bluźnierstwa. To niebezpieczne skróty, które nie służą ani wierze, ani demokracji.
Ks. Boniecki ma odwagę powiedzieć to, czego wielu boi się nazwać. Wskazuje, iż Jasna Góra jest dziś „częściowo upolityczniona”, a wydarzenia o charakterze politycznym organizuje się tam „z pełnym przekonaniem”. Nie chodzi o zakaz modlitwy za ojczyznę, ale o sprzeciw wobec zamiany sanktuarium w scenę kampanijną. Granica jest cienka, ale realna – i właśnie dlatego wymaga czujności.
Krytyka dotyczy także odpowiedzialności władzy. Prezydent, który deklaruje jedność „dla wszystkich”, powinien rozumieć, iż państwo świeckie nie oznacza wrogości wobec religii, ale równość wobec niej. Przenoszenie politycznego przekazu do świętych przestrzeni wyklucza tych, którzy wierzą inaczej albo wcale – i wbrew deklaracjom, dzieli.
Styl Bonieckiego – spokojny, rzeczowy, pozbawiony patosu – kontrastuje z patetyczną narracją polityczną. To głos Kościoła, który pamięta swoją misję i konsekwencje jej porzucenia. W czasach, gdy granice ról publicznych ulegają zatarciu, warto go posłuchać. Nie po to, by komukolwiek odbierać wiarę czy patriotyzm, ale by ocalić sens miejsca, które ma być domem modlitwy, a nie mównicą.

5 godzin temu












