Krzysztof Przybył: ETS musi się zmienić, o ile chcemy uratować polski przemysł

12 godzin temu
Unia Europejska nie chce porzucać polityki klimatycznej. Ale jeżeli chce ją obronić politycznie i gospodarczo, musi wreszcie przestać udawać, iż każdą branżę da się zdekarbonizować w ten sam sposób. Dziś najważniejsza korekta ETS powinna polegać na jednym: pieniądze z systemu muszą wspierać także te sektory, w których bezpośrednia elektryfikacja jest technologicznie lub ekonomicznie niewykonalna. Bez tego Europa nie zbuduje zielonego przemysłu. Zbuduje za to kolejną falę sprzeciwów, zamknięć, redukcji zatrudnienia i przenoszenia produkcji poza UE – pisze Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego.
Krzysztof Przybył

To właśnie dlatego dyskusja o reformie ETS jest tak ważna. Sam kierunek jest słuszny: Komisja Europejska dostrzegła już, iż europejski przemysł działa dziś pod ogromną presją wysokich cen energii i ostrej konkurencji globalnej. Dekarbonizacja ma stać się siłą napędową wzrostu, a nie drogą do deindustrializacji. Problem pojawia się wtedy, gdy wsparcie dla przemysłu zaczyna być rozumiane prawie wyłącznie jako elektryfikacja, rozwój sieci, kontrakty PPA i modne „technologie przełomowe”. Owszem, są to ważne elementy, ale nie mogą być jedyną odpowiedzią dla całej gospodarki przemysłowej.

Przemysł chemiczny na równi pochyłej

Z polskiej perspektywy szczególnie istotny jest w tym kontekście przemysł chemiczny. Nie tylko dlatego, iż należy do najbardziej energochłonnych, ale także dlatego, iż jest dzisiaj w epicentrum europejskiej dekoniunktury. Według najnowszych danych Cefic tempo zamykania zakładów chemicznych w Europie wzrosło od 2022 r. sześciokrotnie; łącznie chodzi już o 37 mln ton mocy produkcyjnych, czyli ok. 9 proc. europejskich zdolności produkcyjnych oraz 20 tys. bezpośrednio (i bezpowrotnie) utraconych miejsc pracy.

To sygnał, iż cała europejska chemia znalazła się pod presją kosztów, regulacji i słabnącej konkurencyjności. W takim otoczeniu dla polskiego przemysłu chemicznego kwestia neutralności technologicznej w wydatkowaniu środków z ETS staje się sprawą strategiczną.

Nie można mylić celu z narzędziami. Dekarbonizacja to cel, a nie jedna technologia. W wielu branżach przemysłowych nie da się po prostu „przełączyć” procesów na prąd. Część emisji ma charakter procesowy, część wynika ze specyfiki technologii, a część inwestycji wymaga innych ścieżek redukcji niż bezpośrednia elektryfikacja.

Jeśli Unia Europejska chce naprawdę obniżać emisje, a nie tylko premiować te sektory, które najłatwiej wpisać w jeden model transformacji, powinna zapisać jasno, iż finansowanie z ETS musi być dostępne także dla inwestycji dekarbonizacyjnych w sektorach energochłonnych, w których bezpośrednia elektryfikacja jest technologicznie lub ekonomicznie niewykonalna. Tylko takie podejście będzie zarazem uczciwe i skuteczne.

ETS dla Polski to kwestia miejsc pracy

To również sprawdzian dla polskich władz. Rząd nie może traktować dyskusji o ETS wyłącznie jako sporu o kolejne unijne regulacje. Dla Polski jest to kwestia miejsc pracy, inwestycji i bezpieczeństwa gospodarczego.

Dane GUS pokazują, iż w styczniu przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o 0,8 proc. niższe niż rok wcześniej, a obraz przemysłu pogarsza także lutowy PMI dla Polski, który spadł do 47,1 pkt, sygnalizując kurczenie się aktywności, spadek nowych zamówień i redukcje zatrudnienia. Rząd już teraz musi mierzyć się z osłabieniem rynku pracy w przemyśle, z zamykaniem kolejnych instalacji, z rosnącą presją na firmy i z realnym ryzykiem przenoszenia produkcji tam, gdzie energia jest tańsza, a polityka mniej kosztowna.

Musimy być mądrze proeuropejscy

Dlatego Polska powinna być i w tej debacie proeuropejska, ale nie naiwna. Powinna bronić celu, jakim jest dekarbonizacja gospodarki, ale jednocześnie twardo domagać się korekty instrumentów, które dziś zbyt często uderzają w przemysł zamiast pomagać mu się modernizować. Obrona polskiego przemysłu nie stoi w sprzeczności z obroną europejskiego projektu. Przeciwnie: jeżeli Europa nie ochroni swojej bazy przemysłowej, to sama podkopie społeczne poparcie dla transformacji.

Najkrócej mówiąc: Europa nie potrzebuje słabszej polityki klimatycznej. Potrzebuje polityki mądrzejszej. A mądrzejszy ETS to taki, który nie karze tych branż, których nie da się po prostu zelektryfikować. Inaczej będziemy mieli do czynienia z sytuacją, jak w znanej anegdocie o człowieku, który odzwyczajał konia od jedzenia: już prawie mu się udało, ale koń padł.

Źródło: Blog Krzysztofa Przybyła/Salon24.pl
Idź do oryginalnego materiału