To bez wątpienia wizerunkowy i polityczny kryzys zarządu powiatu limanowskiego. I choć radni Prawa i Sprawiedliwości wydaje się robią dobrą miną do złej gry, to nie da się ukryć, iż niektóre istotne i ważne sprawy dla mieszkańców naszego regiony powoli wymykają się spod kontroli.
To była sesja podczas której nie można było przejść obojętnie nad tym, co w swoim publicznym przemówieniu w trakcie protestu rolników wygłosił Wojciech Włodarczyk. Członek zarządu rady powiatu znany ze swojego temperamentu w niewybrednych słowach komentował pracę obecnego rządu koalicyjnego, a jego szefa premiera Donalda Tuska nazwał „zdrajcą polskiego narodu”. O czym pisaliśmy w artykule Mocne wystąpienie Wojciecha Włodarczyka podczas protestu rolników w Warszawie
Granice w tym wypadku zostały przekroczone
Trudno nie ulec wrażeniu, iż „warszawskie wystąpienie” radnego było co najmniej niewłaściwe i chyba nie do końca przemyślane. Stąd również nie mogło się ono spotkać ze strony radnych z pozytywną oceną. Tą oczywiście wyrazili radni nie będący członkami lokalnego ugrupowania PiS, poza głosem Czesława Kawalca.
– Niestety trzeba liczyć się ze słowami. Radny nie występuje jako osoba prywatna. Jest etatowym członkiem zarządu i pracownikiem starostwa. Do tej sprawy wrócimy. I myślę, iż ja, jak i inni radni do tej sprawy wrócimy nie pozostawiamy jej – wyjaśnił radny Jan Puchała.
Oburzenie takiego zachowania wyraziło jeszcze kilkoro innych radnych, którzy zwrócili uwagę na konsekwencje wspomnianego wystąpienia. To może odbić się zarówno na życiu, jak i funkcjonowaniu lokalnej społeczności, a także samorządów powiatu limnaowskiego.
– Ważniejsza jest dla Państwa partia do której należycie, niż, to, co robimy dla tego społeczeństwa w którym zostaliśmy wybrani. I to jest bardzo smutne – mówiła z kolei radna Grażyna Gocal i dodała.
– Jeżeli, ktoś słyszy w mediach takie żenujące inwektywy, to myślicie Państwo, iż otworzą się portfele dla powiatu limanowskiego? ja myślę, iż nie…i dlatego, tym bardziej jest mi przykro, iż musimy w tym uczestniczyć.
Nieobecni głosu nie mają
W podobnym tonie swoją dezaprobatę dla takiego zachowania i słów wypowiedzianych wypowiedział radny Leszek Lis oraz radna Helena Kania.
Jako jedyny z klubu Prawa i Sprawiedliwości głos zabrał Czesław Kawalec, który, jak to określił zwrócił się z „uniwersalnym apelem”.
– Skoro prestiż grupy, mam tu na myśli radę powiatu czy zarząd rodzi się z odpowiedzialnego działania i nie tylko przynależności do niej, to dobrze jest, aby swoimi postawami i wystąpieniami publicznymi dodawać tej grupie reprezentowanej wartości, a nie tylko liczebności swoim udziałem. Warto tym pamiętać.
Wojciecha Włodarczyka zabrakło na sesji, stąd też wypowiedzi radnych były niezbyt długie i miały charakter swego rodzaju wniosków, które chcieli wygłosić, aby temat ten nie przeszedł bez echa. Radni, którzy swój głos w dyskusji wyrazili, mają nadzieję, iż na kolejnej sesji będzie sposobność i okazja, aby zapytać samego zainteresowanego o jego „oratorskie” wystąpienie podczas protestu rolników, które miało miejsce 9 stycznia w Warszawie.
Polityczny kryzys zarządu powiatu limanowskiego
Po pewnie wygranych wyborach samorządowych lokalne Prawo i Sprawiedliwość ma ewidentnie kłopot. I nie chodzi tutaj tylko o sprawę związaną z wystąpieniem radnego W. Włodarczyka. Można powiedzieć, ze stało się ono zakładnikiem własnej partii politycznej. Wiele spraw przedstawianych na sesji, które trzeba rozwiązać urasta do wielkich problemów, który niestety nie jest rozwiązanych, jak chociażby budowa chodników czy innych inwestycji prowadzonych na terenie powiatu.
Oczywiście wiele trudności ma związek z budowaną linią kolejową, gdzie, mimo, iż sam powiat nie uczestniczy w niej, to brakuje tutaj konkretnego stanowiska instytucji, która powinna te problemy rozwiązywać, a nie je potęgować. Starostwo powinno zająć tutaj rolę mediatora, który skutecznie pośredniczy między inwestorem, wykonawcą, a mieszkańcami. A, tak, to słyszymy, iż spotkania się odbywają, ale niestety nic z nich nie wynika.
Środki rządowe, które samorząd powiatu otrzymuje również są niedostatecznie słyszymy z ust członków zarządu powiatu. I nie będą one już tak duże, jak w okresie, gdy rządy w Polsce sprawowało Prawo i Sprawiedliwość. Radni na ostatniej sesji pytali o to czy władze o tak owe się starają czy, ze względu na przynależność partyjną, po prostu nie chcą lub nie mogą pukać do drzwi ministrów odpowiedzialnych ze te decyzję, bo im jest najzwyczajniej nie po drodze.












