Około 49 tys. migrantów przedostało się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty w ciągu jednej doby. Kryzys przyniósł śmierć dziesiątek osób i sparaliżował miasto liczące około 84 tys. mieszkańców. To bolesne świadectwo ceny, jaką płacą ludzie, gdy państwo traci kontrolę nad granicą.
Granica przełamana w ciągu doby
Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oszacowało, iż około 49 tys. migrantów przekroczyło granicę Ceuty w ciągu 24 godzin. Ludzie docierali do hiszpańskiej eksklawy z Maroka drogą lądową i morską. Skala napływu była bezprecedensowa. Dla miasta liczącego około 84 tys. mieszkańców oznaczała nagły wzrost liczby przebywających tam osób o ponad połowę.
Władze skierowały do Ceuty wojsko, policję i Gwardię Cywilną. Według późniejszych danych większość osób, które przekroczyły granicę, wróciła do Maroka. Sytuacja zaczęła się uspokajać, ale mieszkańcy nie odzyskali od razu normalnych warunków życia, a służby przez cały czas zabezpieczały teren.
Dziesiątki ofiar
Kryzys ma tragiczny bilans. Associated Press podała 1 sierpnia, powołując się na rząd Hiszpanii, iż zginęło 67 osób. Część utonęła podczas próby dotarcia do Ceuty, inne poniosły śmierć w tłumie przy barierze granicznej. Każda z tych śmierci wymaga powagi. Ludzie podejmujący przeprawę byli narażeni na morze, ścisk i chaos.
Nie wolno sprowadzać tej tragedii do politycznego widowiska ani traktować migrantów jak bezimiennej masy. Równie nieodpowiedzialne byłoby przemilczanie faktu, iż brak skutecznej kontroli granicy tworzy warunki, w których giną ludzie, służby zostają przeciążone, a bezpieczeństwo mieszkańców gwałtownie się pogarsza. Państwo ma obowiązek chronić jedno i drugie: ludzkie życie oraz własną granicę.
Madryt nie rozpoznał zagrożenia
Hiszpański rząd przyznał, iż nie przewidział rozmiaru kryzysu. Wcześniejsze raporty Gwardii Cywilnej wskazywały na rosnącą liczbę prób przedostania się do Ceuty wpław. Mimo tych sygnałów władze nie przygotowały sił odpowiadających skali zagrożenia. Gdy napływ gwałtownie wzrósł, działania miały już charakter ratunkowy.
Premier Pedro Sánchez mówił o naruszeniu integralności terytorialnej Hiszpanii i wskazywał na działalność przemytników ludzi. Madryt zapowiedział też dodatkową barierę przy morskim odcinku granicy. Są to działania potrzebne, ale podjęte po katastrofie, której rozmiar obnażył wcześniejsze zaniedbania. Granicy nie broni się samymi deklaracjami. Potrzebne są rozpoznanie, fizyczne zabezpieczenia, sprawne procedury powrotowe i stała kooperacja ze stroną marokańską.
Lekcja dla Polski i Europy
Ceuta leży na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej, dlatego wydarzenia w tym mieście dotyczą całej Europy. Swoboda przemieszczania się wewnątrz strefy Schengen może trwać wyłącznie wtedy, gdy państwa skutecznie pilnują granic zewnętrznych. jeżeli tego obowiązku nie wykonują, koszty ponoszą także ich sąsiedzi.
Dla Polski stawka jest czytelna. Nasza granica z Białorusią pozostaje celem presji hybrydowej, a doświadczenie Ceuty pokazuje, jak gwałtownie lokalny problem może przerodzić się w kryzys państwowy. Pomoc humanitarna i ochrona życia muszą iść razem z twardą kontrolą wjazdu. O tym, kto przekracza granicę Rzeczypospolitej, mają decydować polskie służby i polskie prawo, nie przemytnicy, obce władze ani presja ideologiczna.
Tragedia w Ceucie powinna skłonić europejskie rządy do odpowiedzialności, zanim pojawią się kolejne ofiary. Szczelna granica nie jest zaprzeczeniem człowieczeństwa. Jest warunkiem porządku, bezpieczeństwa mieszkańców i ochrony ludzi przed śmiertelnie niebezpiecznymi przeprawami.
Źródło: Radio Maryja












