Kryska na Matyska. Ziobro przestał być nietykalny!

2 godzin temu
Zdjęcie: Ziobro


Skala problemów Zbigniewa Ziobry od miesięcy przypomina kulę śnieżną staczającą się ze stromego zbocza. Każdy kolejny tydzień dokłada nową warstwę lodu, nowy zarzut, nowy dokument. Gdy marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty opublikował w mediach społecznościowych wniosek wstępny o pociągnięcie byłego ministra sprawiedliwości do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu, nie chodziło już tylko o symbol. To był komunikat: polityczna ochrona, którą Ziobro cieszył się przez lata, właśnie się kończy.

„Przyszła kryska na Matyska” – napisał Czarzasty, sięgając po ludowe przysłowie. Dodał przy tym wykładnię, jakby chciał mieć pewność, iż sens dotrze choćby do tych, którzy dotąd woleli nie widzieć problemu: „sprytny łotr w końcu został przyłapany i spotkała go zasłużona kara”. To uderzająco dosadne słowa jak na marszałka Sejmu, ale oddają one atmosferę, jaka narasta wokół byłego szefa resortu sprawiedliwości.

Bo Ziobro nie jest dziś politykiem w defensywie – on jest politykiem w rozsypce. W listopadzie prokuratura przekazała informację o postawieniu mu zarzutów dotyczących aż 26 przestępstw. W oficjalnym komunikacie czytamy, iż „powiadomienie to może stanowić podstawę do rozważenia przez Sejm (…) pociągnięcia Zbigniewa Z. do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu”. Innymi słowy: nie mówimy już o pojedynczym skandalu czy kontrowersji, ale o systemowym nadużywaniu władzy.

Decyzja koalicji rządzącej o zebraniu 115 podpisów pod wnioskiem do Trybunału Stanu była tylko formalnym początkiem procesu, który i tak wydawał się nieunikniony. Czarzasty mówił wprost: „procedura jest dosyć prosta”. Najpierw podpisy, potem komisja, wreszcie prace nad konkretnymi zarzutami. „To skomplikowany proces, ale on nastąpi” – dodał. W tych słowach pobrzmiewała nie tylko pewność, ale także rodzaj politycznej satysfakcji.

Najbardziej wymowny w tej historii jest jednak fakt, iż sam Ziobro nie zamierza dziś stawić czoła zarzutom w Polsce. Były minister przebywa na Węgrzech, gdzie otrzymał ochronę międzynarodową. Trudno o bardziej ironiczny finał kariery polityka, który przez lata budował narrację o „silnym państwie” i „suwerennej Polsce”, a dziś sam korzysta z parasola obcego rządu. Ucieczka w praktyce potwierdza to, co zarzucają mu krytycy: brak odpowiedzialności i instrumentalne traktowanie prawa.

Ziobro przez lata przedstawiał się jako bezkompromisowy szeryf, człowiek, który „rozliczy układ” i „naprawi sądy”. Tymczasem to on stał się symbolem upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości, manualnego sterowania prokuraturą i wykorzystywania instytucji państwa do partyjnych celów. Skala zarzutów – od przekroczenia uprawnień po nadużycia finansowe – pokazuje, iż nie był to incydent, ale metoda rządzenia.

W tym sensie Trybunał Stanu nie jest tylko prawną procedurą, ale testem dla polskiej demokracji. Czy państwo potrafi rozliczyć jednego z najpotężniejszych polityków ostatniej dekady? Czy słowa o „równości wobec prawa” okażą się czymś więcej niż sloganem? Czarzasty swoim wpisem wyraźnie sugeruje, iż moment próby właśnie nadszedł.

Dla Ziobry to już nie jest kwestia wizerunku czy politycznej przyszłości. To walka o elementarną wiarygodność i odpowiedź na pytanie, czy były minister odważy się wrócić do kraju i stanąć przed instytucjami, które sam przez lata kształtował. Każdy kolejny dzień na emigracji tylko powiększa skalę jego problemów – i czyni coraz bardziej oczywistym, iż „kryska na Matyska” może okazać się nie tylko przysłowiem, ale także trafną diagnozą końca pewnej epoki w polskiej polityce.

Idź do oryginalnego materiału