W poniedziałek, 20 kwietnia 2026 roku, sędziowie w całej Polsce wezmą udział w opiniowaniu kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. To finał tzw. „Planu B” rządu, który mimo zablokowania ustawy przez prezydenta i ostatnich orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, stara się przywrócić sędziowski wpływ na wybór składu Rady. Głosować będą również sędziowie Sądu Okręgowego w Świdnicy.
Prezes Sądu Okręgowego w Świdnicy sędzia Jacek SzererProces ten odbywa się w warunkach głębokiego sporu o praworządność. Zaledwie cztery dni temu, 16 kwietnia, Trybunał Konstytucyjny uznał przepisy dotyczące procedury opiniowania kandydatów za niekonstytucyjne. Orzeczenie to jest postrzegane jako próba zablokowania zmian kadrowych w KRS przed upływem kadencji prezydenta.
Architekt systemu sędzią we własnej sprawie
Fundamenty dzisiejszego konfliktu zostały położone w 2017 roku, a ich głównym architektem był Stanisław Piotrowicz – wówczas poseł PiS i szef sejmowej komisji sprawiedliwości. To on był twarzą i sprawozdawcą ustaw, które przeniosły prawo wyboru sędziów do KRS z rąk samych sędziów w ręce polityków.
Krytycy wskazują na ogromny paradoks: człowiek, który osiem lat temu przeprowadzał te zmiany przez Sejm, dziś jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego przewodniczy składom orzekającym o ich legalności i blokuje próby ich odkręcenia. Ta „podwójna rola” Piotrowicza jest jednym z najmocniejszych argumentów rządu za kwestionowaniem bezstronności TK, który de facto ocenił własne dzieło legislacyjne swojego sędziego.
Bitwa na głosy i listy
Na oficjalnej liście, którą jutro pod lupę wezmą zgromadzenia sędziowskie, znajduje się 60 nazwisk. Ministerstwo Sprawiedliwości, którym kieruje w tej chwili Waldemar Żurek, stoi na stanowisku, iż jutrzejsze głosowania są legalnym sposobem wyłonienia reprezentacji, którą następnie zaakceptuje Sejm.
Głosowania odbędą się w sądach apelacyjnych i okręgowych w całym kraju, w tym również w Sądzie Okręgowym w Świdnicy. Lokalny kontekst tych wyborów budzi emocje ze względu na obecność na liście sędzi Kamili Borszowskiej-Moszowskiej.
Kandydatka ze Świdnicy kontra „szopka”
Sędzia Borszowska-Moszowska jest uznawana za jedną z wyrazistych twarzy środowiska sędziowskiego blisko związanego z prawicą. W swoich publicznych wypowiedziach (m.in. dla Radia Wnet czy portalu wPolityce.pl) nie szczędzi ostrych słów obecnej władzy, nazywając jutrzejsze głosowania „manipulacją i zbędną szopką”. Jej związki z prawicową wizją sądownictwa są widoczne w kwestionowaniu legalności działań ministra Żurka oraz w bronieniu statusu sędziów powołanych przy udziale tzw. neo-KRS, do których sama się zalicza. Jej start w wyborach, przy jednoczesnym ich krytykowaniu, jest przez komentatorów oceniany jako próba rzucenia wyzwania reformom z wewnątrz systemu.
Mimo wszystko jest szansa na zakończenie sporów?
Prezes świdnickiego Sądu Okręgowego w Świdnicy Jacek Szerer o planowanym głosowaniu informował 16 kwietnia podczas spotkania z dziennikarzami zanim jeszcze doszło do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Mówił wówczas: „Mamy nadzieję, iż nowy KRS zakończy to niepotrzebne polaryzowanie środowiska, która w naszym sądzie de facto nie istnieje.”. Dodał, iż od 2018 roku było zaledwie 8 wniosków o wyłączenie z orzekania tzw. neo-sędziów, ale żaden nie został uwzględniony.
Poniedziałkowe głosowanie będzie tajne i bezpośrednie. Każdy sędzia otrzyma kartkę z nazwiskami kandydatów do KRS i będzie mógł wskazać do 15 kandydatów.
„Z nieoficjalnych rozmów z sędziami wynika jednak, iż mało który z nich spodziewa się, iż frekwencja w prawyborach przekroczy 50 proc. Pojawiają się za to obawy, także wśród członków największych stowarzyszeń, iż w poniedziałkowym opiniowaniu udział weźmie jedynie 15-20 proc. sędziów.” – wskazuje Rzeczpospolita. Dla części sędziów powodem odmowy udziału w głosowaniu jest orzeczenie TK, dla innych brak jest umocowania prawnego samego głosowania, dla kolejnych – wadliwość samej ustawy, która doprowadziła do upolitycznienia KRS.
/opr. asz/

1 tydzień temu









