Dmitrij Pieskow oświadczył 14 września, iż rosyjska armia działa na całym terytorium Ukrainy i „będzie przez cały czas to robić”. To odpowiedź Kremla po atakach dronów z nocy 12 na 13 września w rejonie Jagodzina, około 2 km od Polski. Dla naszego państwa oznacza to trwałe zagrożenie tuż przy granicy i konieczność pełnej gotowości obronnej.
Kreml nie zapowiada żadnego ograniczenia działań
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow został w poniedziałek 14 września zapytany o rosyjskie uderzenia w pobliżu polsko-ukraińskiej granicy. Odpowiedź była krótka i pozbawiona choćby próby uspokojenia sytuacji. Stwierdził, iż rosyjscy wojskowi wykonują zadania na całym terytorium Ukrainy i będą przez cały czas to robić.
Ta deklaracja ma znaczenie większe niż zwykły komentarz rzecznika. Moskwa sygnalizuje, iż bliskość Polski, państwa NATO, nie będzie dla niej powodem do ograniczenia operacji. Wcześniejsze ostrzeżenia dotyczące możliwych rosyjskich prowokacji wobec Polski trzeba więc traktować jako realny element oceny bezpieczeństwa, a nie polityczny ornament.
Atak dwa kilometry od Polski
Do zdarzeń doszło w nocy z 12 na 13 września w rejonie Jagodzina, po ukraińskiej stronie granicy. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów podała, iż atak nastąpił około 2 km od Polski i objął rejon stacji paliw oraz skład kolejowy stojący na bocznicy. Rząd zaznaczał zarazem, iż pierwsze doniesienia o lokomotywie pociągu pasażerskiego i kolumnie ciężarówek wymagały dalszego potwierdzenia.
Ukraińskie koleje informowały, iż dron uderzył w lokomotywę związaną z połączeniem Kijów-Warszawa. Według relacji Associated Press 206 pasażerów nie odniosło obrażeń. W pobliżu zaatakowana została również stacja paliw. Szczegóły nocnego uderzenia przy Dorohusku pokazują, jak niewielka odległość dzieliła miejsce eksplozji od terytorium Rzeczypospolitej.
W czasie rosyjskiej operacji polskie lotnictwo zostało postawione w gotowości, a mieszkańcy regionów przygranicznych otrzymali ostrzeżenia. Tak powinno działać państwo, kiedy zagrożenie zbliża się do jego granic. Sama reakcja doraźna nie wystarczy jednak, jeżeli rosyjska presja ma utrzymywać się tygodniami lub miesiącami.
Polska granica wymaga twardej osłony
Premier Donald Tusk po odprawie w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa ocenił, iż eskalacja rosyjskich działań staje się faktem. Zapowiedział wzmocniony tryb pracy służb, szczególną ochronę przejść granicznych i rozmowy z sojusznikami. To adekwatny kierunek, ale musi prowadzić do konkretnych zdolności: szybkiego wykrywania celów, sprawnego obiegu informacji i ochrony infrastruktury po polskiej stronie.
Problem jest bardzo praktyczny. Przejścia graniczne i linie kolejowe służą polskim obywatelom, handlowi oraz transportowi. Ich paraliż uderza w bezpieczeństwo, gospodarkę i swobodę działania państwa. Brak schronów w samym Dorohusku dodatkowo pokazuje, iż odporność miejscowości przygranicznych nie może istnieć wyłącznie w komunikatach.
Rosja prowadzi wojnę na Ukrainie, ale jej skutki coraz wyraźniej dotykają bezpośredniego otoczenia Polski. Odpowiedzią nie może być ani panika, ani oswajanie zagrożenia. Potrzebne są obrona powietrzna, sprawne procedury cywilne i twarda kooperacja sojusznicza podporządkowana polskiemu interesowi. Słowa Pieskowa jasno mówią, iż Kreml sam nie zamierza zmniejszyć ryzyka.
Źródło: Gazeta.pl, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Associated Press
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości












