Kowalski i Mejza to definicja kryzysu PiS

13 godzin temu

Istnieje wiele objawów kryzysu partii politycznej, ale jednym z bardziej popularnych z pewnością jest rzucanie legitymacjami przez członków partii. W ostatnich dniach klub PiS stracił dwóch posłów i jednego członka, a co za tym idzie utracił też zdolność do samodzielnego utrzymania weta prezydenta. O ile wyrzucenie Łukasza Mejzy z klubu sejmowego od dawna domagało się wielu wyborców i polityków PiS, o tyle rezygnacja Janusza Kowalskiego wywołała sporą konsternację.

Zaraz po tym jak Janusz Kowalski odszedł z PiS, na portalu Wirtualna Polska pojawił się artykuł, w którym Szymon Jadczak próbował udowodnić, iż przyczyną rezygnacji miały być tajne spotkania Kowalskiego z przedstawicielami firmy Zondacrypto. Poseł stanowczo temu zaprzeczył i zapowiedział, iż wniesie pozew cywilny oraz prywatny akt oskarżenia przeciw autorowi tekstu. Łukasz Mejza dla odmiany upiera się, iż to nie PiS go wyrzuciło z klubu, tylko sam zrezygnował, mając na uwadze dobro partii. Obojętnie jak było naprawdę, w przypadku Mejzy na byczej skórze nie da się pomieścić listy wybryków i skandali, które już dawno powinny skutkować politycznym rozwodem. Gdy w końcu PiS się pożegnało ze skompromitowanym politykiem, to Jarosław Kaczyński nieoczekiwanie oświadczył, iż powrót Łukasza Mejzy na listę wyborczą PiS nie jest wykluczony!

Wie pani, ja jestem katolikiem, chrześcijaninem. Mam otwarte serce i gotowość przyjmowania skruchy – powiedział Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej, gdy został zapytany o szanse na powrót posła Łukasza Mejzy na listy PiS.

Prezes Kaczyński coraz częściej się gubi w świecie polityki i nie rozumie, iż nie tylko czasy się zmieniły, ale jego czas na politycznym szczycie się kończy. Niemal całkowita utrata słuchu społecznego z jednoczesną i wyraźną utratą autorytetu prezesa w szeregach partii, skutkuje tym, iż wyborcy i partyjni działacze coraz bardziej się kurczą. Dobrym podsumowaniem tego zjawiska jest krótki film Janusza Kowalskiego, w którym wyjaśnia dlaczego naprawdę opuścił szeregi PiS.

Nie ma mojej zgody na to, żebym na poziomie centralnym walczył o silną prawicę, która będzie naprawiała Polskę, a z drugiej strony jest tolerowanie układów lokalnych. I to jest główny powód, dla którego odszedłem z Prawa i Sprawiedliwości. (…)Wiele miesięcy domagania się “opcji zero” i oczyszczenia Prawa i Sprawiedliwości z ludzi, którzy nigdy nie powinni w partii być, jest wystarczającym powodem rezygnacji.

Problemy z lokalnymi strukturami nie są problemy bagatelne, ale ryba psuje się od głowy. Zdecydowanie największy problem tkwi w skostniałym kierownictwie PiS z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele. Blisko osiemdziesięcioletni prezes zawsze stanowił o sile partii, ale teraz jest dla niej największym obciążeniem i za nic nie chce tego dostrzec. Jedynym politykiem usiłującym zmienić ten fatalny stan rzeczy jest Mateusz Morawiecki, wszyscy pozostali podtrzymują Jarosława Kaczyńskiego przekonaniu, iż nie ma bardziej genialnego stratega. Prezes otoczył się wianuszkiem potakiwaczy i to oni zamknęli go w emocjonalnej bańce, nie mającej nic wspólnego z twardą rzeczywistością.

Co gorsza głównym źródłem informacji nie jest dla Jarosława Kaczyńskiego Internet, podstawowe w tej chwili narzędzie każdego polityka i prawie każdego wyborcy, ale TV Republika, czyli toporna partyjna propaganda. Analogowy styl zarządzania partią i przede wszystkim elektoratem, przynosi opłakane skutki i ten stan rzeczy się nie zmieni, dopóki nie zmieni się prezes wraz z kierownictwem. Zmiany są konieczne na poziomie centralnym i regionalnym, na co słusznie, ale bezskutecznie zwracał uwagę były poseł PiS Janusz Kowalski.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału