Kowal nazywa partie antyunijne „wilkami”. Suwerenność to nie zdrada

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Kowal nazywa partie antyunijne „wilkami”. Suwerenność to nie zdrada


Paweł Kowal, poseł KO, 14 września w programie „Graffiti” nazwał polskie partie antyunijne „wilkami w owczej skórze” i zestawił je z politycznym zagrożeniem towarzyszącym rosyjskiej presji militarnej. Taka retoryka zaciera granicę między legalnym sporem o suwerenność a działaniem na rzecz obcego państwa, uderzając w pluralizm polskiej debaty.

Kowal łączy zagrożenie militarne z politycznym

Jak relacjonuje Polsat News, Paweł Kowal mówił w programie „Graffiti” o dwóch rodzajach zagrożeń: militarnym ze strony Rosji oraz politycznym wewnątrz Polski. Partie o orientacji antyunijnej określił mianem „wilków w owczej skórze” i zarzucił im udawanie patriotyzmu. Poseł KO przekonywał również, iż Moskwa powinna widzieć spójność Unii Europejskiej i NATO.

To mocne oskarżenie. W przytoczonym materiale Kowal nie wskazał jednak konkretnych ugrupowań ani dowodów na ich działanie w interesie Rosji. Zastosował szeroką etykietę, pod którą można podciągnąć zarówno rzeczywistych apologetów Kremla, jak i obywateli domagających się ograniczenia kompetencji Brukseli. Takiego skrótu nie wolno przyjmować bezkrytycznie.

Rosja jest zagrożeniem, ale spór o Unię pozostaje legalny

Rosyjska presja wojskowa nie jest publicystycznym wymysłem. Tego samego dnia opisywaliśmy rosyjski atak w pobliżu polskiej granicy, a kilka dni wcześniej także ostrzeżenia o możliwej rosyjskiej prowokacji na terytorium Polski. Państwo polskie musi wzmacniać armię, kontrwywiad, ochronę infrastruktury oraz odporność społeczną. Moskwa wykorzystuje słabość i chaos. Tu miejsca na naiwność nie ma.

Poważne traktowanie Rosji nie daje jednak władzy prawa do stawiania znaku równości między krytyką Unii Europejskiej a służeniem Kremlowi. NATO jest sojuszem obronnym, natomiast Unia pozostaje organizacją polityczną i gospodarczą, której zakres władzy może i powinien podlegać demokratycznemu sporowi. Polacy mają prawo sprzeciwiać się federalizacji, przenoszeniu kolejnych kompetencji poza kraj oraz rozwiązaniom uderzającym w ich portfele. To część wolności politycznej.

Patriotyzmu nie przyznaje rządowa większość

Najwygodniejszą metodą obrony obecnego kierunku integracji jest przedstawienie każdego przeciwnika jako podejrzanego. Wtedy nie trzeba odpowiadać na pytania o koszty unijnych regulacji, granice kompetencji instytucji europejskich ani prymat polskiej konstytucji. Wystarczy zasugerować, iż krytyk pomaga Moskwie. Taka retoryka może mobilizować partyjny elektorat, ale osłabia zaufanie potrzebne w chwili realnego zagrożenia.

Jeżeli konkretna osoba powtarza rosyjską propagandę, utrzymuje niejawne związki z obcym państwem albo działa przeciw bezpieczeństwu Polski, trzeba przedstawić fakty i uruchomić adekwatne instytucje. Odpowiedzialność musi być indywidualna. Ogólne potępienie całego nurtu politycznego zastępuje dowód etykietą i pozwala ominąć merytoryczną debatę.

Polska potrzebuje sojuszy i suwerenności

Interes narodowy wymaga jednocześnie twardej obrony przed Rosją i zachowania prawa Polaków do decydowania o ustroju własnego państwa. Sprawne NATO służy naszemu bezpieczeństwu. Unia Europejska może być narzędziem współpracy, ale nie może stać się miarą patriotyzmu ani instancją zwalniającą Warszawę z samodzielnego myślenia.

Stawka dotyczy naszej wolności politycznej i bezpieczeństwa. Polska osłabiona przez rosyjskie wpływy byłaby bezbronna, ale Polska pozbawiona prawa do krytyki Brukseli również nie byłaby w pełni suwerenna. Rządzący powinni zwalczać obcą agenturę dowodami, a nie używać rosyjskiego zagrożenia do dyscyplinowania legalnej opozycji.

Źródło: Polsat News

Źródło: Polsat News

Idź do oryginalnego materiału