Wczoraj odbyła się wielka pompa z udziałem wszystkich najwyższych przedstawicieli państwa polskiego, z prezydentem Karolem Nawrockim na czele. Polska przywitała flagowy myśliwiec amerykański F-35, o których mówiło się od dawna i tyle samo na nie czekało. Przy tym ogniu chciał się ogrzać każdy polityk, a najbardziej do rwał się obecny Minister Obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz z rodziną. Plan ambitny jednak nie wszystko poszło po myśli szefa PSL, z jednym małym wyjątkiem.
Na uroczystość MON zaprosił dwóch synów majora Macieja “Slaba” Krakowiana i wdowę po tragicznie zmarłym pilocie, kapitan Magdalenę Boryc-Krakowian. Pani kapitan Magdalena Boryc-Krakowian wystąpiła w honorowej roli „Matki chrzestnej” myśliwca, któremu nadano imię „Husarz”. Trzeba przyznać, iż to bardzo rozsądny, zasadny i ładny gest ze strony ministerstwa i pewnie zebrałby Kosiniak-Kamysz duże braw i wyrazy sympatii, gdyby nie pokpił wszystkiego, w charakterystyczny dla peeselowców sposób. Pierwszą „Matką chrzestną” została Paulina Kosiniak-Kamysz, żona ministra, co wywołało podwójny zgrzyt. Po pierwsze sam fakt, iż minister MON bez najmniejszej żenady wyznaczył swoją małżonkę do tak zaszczytnej roli, trąci żenadą na odległość. Po drugie zepchnięcie kapitan Magdaleny Boryc-Krakowian wraz z synami do tylnego szeregu wyglądało jeszcze gorzej.
Coś jest takiego w politykach, iż nie potrafią zachować się racjonalnie i przyzwoicie, choćby w sytuacjach oczywistych, gdy mają pełną świadomość, co się na pewno obywatelom nie spodoba. Łapówkarstwo, złodziejstwo, nepotyzm, to trzy grzechy główne polityków i żadnej z tych pokus nie potrafią się oprzeć. Zawsze im się wydaje, iż się nie wyda albo ujdzie na sucho, chociaż setki razy widzieli, jak tonęli ci, którzy żyli w takim samym przekonaniu. Gdyby Władysław Kosiniak-Kamysz poprzestał na zaproszeniu kapitan Magdaleny Boryc-Krakowian, zostałby bohaterem dnia, jak nie miesiąca i pewnie mało kto byś dziś mówił o tym, co wytknął „Tygryskowi” prezydent Karol Nawrocki:
Dziś na tę uroczystość zaprosiłem pana ministra Mariusza Błaszczaka. Panie ministrze, dziękuję, iż wobec tych, którzy mówili, iż pozyskanie maszyn F-35 jest z jednej strony megalomanią, z drugiej strony inni chcieli wpisywać do swojego programu wyborczego zerwanie tego kontraktu, pan minister się nie ugiął. (…) dzisiaj już nowy minister, pan wicepremier, minister Władysław Kosiniak-Kamysz, może z tego dobra skorzystać i dla dobra Rzeczpospolitej przygotować tę wspaniałą uroczystość i wykonywać dalsze zadania.
Cała prawda o Władysławie Kosiniaku-Kamyszu, który powtarzał tępe propagandowe hasełka o „megalomanii”, by na końcu ogłosić się ojcem sukcesu i jeszcze swoją żonę zrobił matką sukcesu. Oprócz tego, iż jest to niemądre i nieprzyzwoite, takie zachowanie ma też w sobie sporą dawkę autodestrukcji połączonej z masochizmem. Skoro już ci się udało wpaść na bardzo dobry pomysł, żeby upamiętnić tragicznie zmarłego majora Macieja „Slaba” Krakowiana i pokazać, iż MON nie zapomina o rodzinie pilota, to po co wyrządzasz sobie i żonie wyrządzasz taką krzywdę? Chęć dopieszczeni ego i wykazania się nie swoimi osiągnięciami jest silniejsza od rozumu i instynktu samozachowawczego.
Tradycyjnie w czasie uroczystości wojskowych, to Pierwsza Dama była „Matką chrzestną”, tym razem stało się inaczej, co jest doskonałym przykładem ukazującym różnicę klas. Z pewnością prezydent Karol Nawrocki, jako zwierzchnik sił zbrojnych mógłby wymusić na MON, żeby tradycji stało się zadość, jednak tego nie zrobił. Kosiniak-Kamysz nie miał żadnych oporów, żeby uhonorować własną żonę, chociaż na ten zaszczyt bardziej zasługiwała żona Mariusza Błaszczaka, a najbardziej kapitan Magdalena Boryc-Krakowian!
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

13 godzin temu









