Korwin-Mikke twierdzi, iż jest w Mińsku. Taka prowokacja szkodzi Polsce

dzienniknarodowy.pl 5 godzin temu
Zdjęcie: Korwin-Mikke twierdzi, że jest w Mińsku. Taka prowokacja szkodzi Polsce


Janusz Korwin-Mikke opublikował we wtorek 3 listopada zdjęcie z deklaracją, iż przebywa w Mińsku. Autentyczność fotografii nie została potwierdzona, ale wpis wywołał natychmiastową reakcję polityków rządu. Dla Polski liczy się skutek: kolejna prowokacja zaciera granicę między realizmem narodowym a lekceważeniem zagrożenia ze strony reżimu Aleksandra Łukaszenki.

Wpis z Mińska i pytanie o autentyczność

Na oficjalnych profilach Janusza Korwin-Mikkego pojawiła się fotografia opatrzona deklaracją, iż polityk przebywa w stolicy Białorusi. Zapowiedział przy tym, iż za rok odbędą się wybory i trzeba ratować to, co jeszcze można uratować. Nie przedstawił jednak dowodu pozwalającego niezależnie potwierdzić miejsce wykonania zdjęcia. W internecie gwałtownie pojawiły się pytania, czy materiał nie został zmieniony lub wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji.

To rozróżnienie jest zasadnicze. Można oceniać publiczny komunikat i jego skutki, ale nie wolno przedstawiać niepotwierdzonego pobytu jako faktu. Korwin-Mikke sam podtrzymał przekaz o Białorusi, odpowiadając krytykom, iż Mińsk od ponad dwóch dekad broni się przed wchłonięciem przez Federację Rosyjską.

Politycy rządu sięgają po najmocniejsze oskarżenia

Poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych nazwał sprawę "Targowicą" i zestawił wpis z wcześniejszą obecnością Korwin-Mikkego u boku Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Brauna przed Trybunałem Konstytucyjnym. Rzecznik rządu Adam Szłapka pisał z kolei o "pakcie senackim". Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun uznał publikację za dowód fascynacji częścią opinii publicznej "ruskim mirem".

Rządzący wykorzystali więc zdjęcie do uderzenia w całą prawicę. To wygodny zabieg polityczny, ale nie zwalnia autora wpisu z odpowiedzialności za dostarczenie przeciwnikom takiego paliwa. Wcześniejszy pobyt Korwin-Mikkego w Moskwie 17 września również wywołał spór o granice politycznej prowokacji.

Realizm nie oznacza obojętności wobec reżimu

Polska polityka wschodnia potrzebuje chłodnej kalkulacji. Białoruś jest naszym sąsiadem, a naród białoruski nie jest tożsamy z reżimem Aleksandra Łukaszenki. Państwo polskie musi jednak pamiętać, iż władze w Mińsku wspierały rosyjską agresję na Ukrainę, wywierały presję migracyjną na polską granicę i represjonują Polaków. Zakaz katolickiego "Gościa Niedzielnego" na Białorusi pokazał, jak traktowane jest tam niezależne polskie słowo.

Narodowy realizm nie polega na pozowaniu na tle symboli wrogiego państwa i liczeniu na internetową burzę. Polega na rozpoznaniu interesów, siły i ryzyka. Usprawiedliwianie Rosji pod hasłem polskiej korzyści prowadzi do błędnej diagnozy, bo Kreml nie buduje ładu korzystnego dla suwerennej Polski.

Stawką jest wiarygodność polskiej prawicy

Korwin-Mikke od lat świadomie prowokuje. Tym razem rezultat jest czytelny: obóz rządzący dostał okazję do przedstawienia szerokiej prawicy jako środowiska pobłażliwego wobec Mińska i Moskwy. Taka łatka jest niesprawiedliwa wobec wielu ludzi, ale autor publikacji sam ułatwił jej przyklejenie.

Dla Polaków nie jest to spór o jeden wpis. Chodzi o wiarygodność środowisk, które mówią o suwerenności i bezpieczeństwie. Kto chce bronić polskiego interesu narodowego, musi odróżniać odwagę od widowiskowej lekkomyślności. Wschodni sąsiedzi Polski prowadzą twardą politykę. Polska prawica powinna odpowiadać im powagą, a nie gestem, który pracuje na korzyść jej przeciwników.

Źródło: WP Wiadomości

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału