Szczątki Jewhena Konowalca, pierwszego przywódcy OUN, spoczęły 18 sierpnia na Narodowym Wojskowym Cmentarzu Pamięci w Kijowie, z udziałem Wołodymyra Zełenskiego. Ukraińskie państwo robi z tego akt panteonowy. Dla Polski oznacza to jasny sygnał: sojusz wobec Rosji nie może oznaczać milczenia o OUN i Wołyniu.
Państwowy pogrzeb i polityczny znak
Jak podał Polsat News, szczątki Jewhena Konowalca zostały złożone na Narodowym Wojskowym Cmentarzu Pamięci w Kijowie. W uroczystości uczestniczyły najwyższe władze Ukrainy, w tym Wołodymyr Zełenski. Prezydent Ukrainy przedstawił sprowadzenie szczątków jako powrót "wybitnego syna narodu ukraińskiego".
To nie jest wyłącznie ceremonia pogrzebowa. To decyzja państwowa, która wpisuje twórcę OUN w oficjalny kanon ukraińskiej pamięci. Docelowo szczątki Konowalca mają trafić do Ukraińskiego Panteonu Narodowego. Dla Kijowa to budowanie ciągłości własnej walki o państwo. Dla Polaków to problem, którego nie wolno zamieść pod dywan.
OUN nie jest neutralnym skrótem
Konowalec był oficerem armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, współtwórcą Ukraińskiej Organizacji Wojskowej i pierwszym przywódcą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Zginął w 1938 roku w Rotterdamie, zamordowany przez sowieckiego agenta Pawła Sudopłatowa. Te fakty trzeba podać uczciwie. Równie uczciwie trzeba powiedzieć, iż OUN nie była dla II Rzeczypospolitej zwykłą organizacją polityczną.
Organizacja wyrastała z nurtu, który uznawał przemoc polityczną za narzędzie walki. W 1934 roku członkowie OUN przeprowadzili zamach na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Konowalec nie brał udziału w ludobójstwie na Wołyniu, bo nie żył od pięciu lat. Ale struktury, ideologia i kult walki, które współtworzył, są częścią drogi prowadzącej do późniejszej zbrodni.
Dlatego polska pamięć o Krwawej Niedzieli i rzezi wołyńskiej nie jest przeszkodą w polityce wschodniej. Jest jej warunkiem moralnym. Naród, który zapomina o własnych zamordowanych, gwałtownie przestaje być traktowany poważnie przez sąsiadów.
Panteon w cieniu Bandery
Sprawa Konowalca wpisuje się w szerszy proces. Interia informowała, iż 1 lipca Rada Najwyższa Ukrainy zdecydowała o utworzeniu Panteonu Narodowego, a projekt poparło 287 deputowanych. Jeden z inicjatorów nie wykluczał wcześniej, iż wśród możliwych postaci pojawi się Stepan Bandera.
To właśnie tu leży polska stawka. Kijów prowadzi wojnę obronną z Rosją i Polska ma interes w tym, by Rosja tej wojny nie wygrała. Ale interes narodowy nie polega na podpisywaniu czeku in blanco dla cudzej polityki pamięci. Gdy ukraińskie państwo wynosi na piedestał ludzi związanych z nurtem OUN, Warszawa ma obowiązek reagować jasno.
W ostatnich tygodniach Dziennik Narodowy pisał już o sporze wokół panteonu pod Kijowem i możliwej gloryfikacji Bandery oraz Szuchewycza. Dzisiejszy pochówek Konowalca nie zamyka tamtej debaty. Przeciwnie, pokazuje, iż ukraińska polityka historyczna przyspiesza.
Sojusz wymaga prawdy, nie amnezji
Polska pomaga Ukrainie, bo wymaga tego twardy realizm. Rosja jest zagrożeniem dla ładu w naszej części Europy, dla granic i dla bezpieczeństwa Polaków. Ten fakt nie znika. Nie daje jednak Kijowowi prawa do oczekiwania, iż Warszawa będzie milczeć, gdy w przestrzeni państwowej czci się twórców nurtu, który w polskiej historii ma krwawe konsekwencje.
Polityka endecka zawsze zaczynała od trzeźwego rachunku interesu narodowego. Rachunek jest prosty: wspierać Ukrainę przeciw Rosji tam, gdzie to wzmacnia bezpieczeństwo Rzeczypospolitej, i jednocześnie żądać prawdy o Wołyniu, ekshumacji, godnego pochówku ofiar oraz końca państwowego kultu OUN-UPA. Te dwie rzeczy nie są sprzeczne. Sprzeczna z polskim interesem byłaby dopiero amnezja.
Warszawa powinna mówić spokojnie i twardo
W sprawie Konowalca nie potrzeba histerii. Potrzeba państwowej powagi. Polska dyplomacja powinna konsekwentnie przypominać, iż wspólne bezpieczeństwo nie unieważnia pamięci o polskich ofiarach. Kto buduje sojusz na przemilczeniu, buduje go na piasku.
Dla Polaków pochówek pierwszego przywódcy OUN w Kijowie jest ostrzeżeniem. Przyjaźń między państwami nie polega na udawaniu, iż historia nie boli. Polega na tym, iż prawdę mówi się wprost, zanim fałszywa pamięć stanie się oficjalnym fundamentem polityki sąsiada.
Źródło: Polsat News, Interia, RMF24, Kresy.pl.
Źródło: Polsat News













