Ludzkie życie oscyluje między rozbiciem na wiele składników, a próbami jego zjednoczenia, jakiegoś połączenia w całość. Wokół tej sprawy toczą się różne światopoglądowe spory. Co jest nam wspólne, do czego należy dążyć, a co jest sytuacją chwilową, przysłowiowym wypadkiem przy pracy.
Są w tej sprawie różne zdania i doktryny. najważniejsze pytania o systemowym zabarwieniu odnoszą się przede wszystkim do tego, do czego należy dążyć. Jest ono szczególnie istotne w nowożytności, gdy to ludzkie narzędzia umożliwiają głęboki wgląd w naszą rzeczywistość i sterowanie nią w pożądanym przez sternika kierunku. Zagadnienia te nie mają zatem tylko akademickiego znaczenia, ale odpowiedź na nie wiąże się ze sposobami organizacji ludzkich wspólnot. I tu dotykamy kwestii politycznej władzy i praktycznych skutków tych, czy innych poglądów. Jednym słowem idee mają konsekwencje. To truizm, ale wart jest przypomnienia, nam zarozumialcom pierwszych dekad obecnego wieku, które co bardziej nerwami nazywają choćby post epoką. Owszem, w pewnym sensie tak.
Na potrzeby tego tekstu wystarczy nam następująca konkluzja: utopie burzące wspólnotowe życie wpływają na świat niszcząco i to chyba naturalne oraz odwrotnie: czyste (nazwijmy je tu tak) poglądy są ważnym budulcem naszych zbiorowych instytucji. Kozak zatem złapał Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma… I tak to się jakoś toczy, czy może choćby do pewnego stopnia błąka. Ale do rzeczy, bo w tych narwanych czasach, wszystko nas ponagla. W tych ideologicznych, w końcu, zmaganiach naprzeciw siebie od zawsze, a w naszej epoce w szczególności, stoją dwa obozy. Jeden tworzą ci, których zasadnicze przesłanie można sprowadzić do tezy, iż wszelka indywidualizacja najlepiej służy naszemu dobrostanowi. Mówią oni o twórczym duchu, a choćby o geniuszu ludzkich przedsięwzięć oraz przekonań. W rezultacie owego jego upowszechnienia – w ich mniemaniu – suma jest zdecydowanie dodatnia, a w każdym razie najlepsza z możliwych.
Kończy się to na doktrynalnym nominalizmie, czyli choćby zdecydowanym zaprzeczeniu, iż istnieją byty instytucjonalne, w rodzaju różnych zrzeszeń, w tym państw i narodów. Czasami nadaje się im jakieś pomocnicze znaczenie, co może coś ułatwiać, ale nic ponadto. Z kolei reprezentanci drugiej podstawowej szkoły, od zawsze utrzymują, iż cechą adekwatną ludziom jest głęboko w nich tkwiąca naturalna im potrzeba wspólnotowości i dążności do życia kolektywnego. Oczywiście są niuanse. Od różnych konserwatywnych szkół, doceniających korygującą rolę różnych instytucji, po tych, którzy te potrzeby po prostu absolutyzują. Życie ludzkich zgrupowań musi toczyć się więc według narzuconych reguł, przy założeniu zasadniczego znaczenia sterowania nim. Wszelka spontaniczność uznawana jest za szkodliwą. Na szczęście realne życie, choć mocno od tych doktryn uzależnione i tak biegnie swoim własnym rytmem. Ma ono swoje ustalone sposoby, by unikać zbytnich uciążliwości narzucanych przez różne ideowe szkoły. Jednak zdarzają się wypadki przy pracy.
Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2026)












