Farmerzy mają dość. Wojna celna z Kanadą przelewa czarę goryczy
Korespondencja z USA
Ze wszystkich bastionów MAGA te na prowincji od samego początku były najsilniejsze i najbardziej zdyscyplinowane. Prowincjonalna Ameryka przez prawie dekadę konsekwentnie głosowała na człowieka, któremu zaufała niemal bezgranicznie. Refleksja pojawiła się po raz pierwszy, kiedy przyszło zapłacić za chaotyczną politykę celną Trumpa w ubiegłym roku, a drugi raz – gdy po atakach na Iran podrożało paliwo. Ale potrzebna była dopiero wojna handlowa z Kanadą, by Amerykanie przejrzeli na oczy.
Miłość ze złości
W 2016 r. Trump zdobył 65% głosów w hrabstwach, których mieszkańcy żyją głównie z rolnictwa. Cztery lata później – już 70%, a w ostatnich wyborach – aż 78% („The New Republic”, czerwiec 2026). Kamala Harris przegrała w 2024 r. walkę o ten elektorat z aż 30-punktową różnicą. Jednocześnie był to najlepszy od czasów Ronalda Reagana wynik konserwatysty na prowincji – choć trzeba wziąć poprawkę na fakt, iż Reagan zwyciężył w stylu landslide (lawinowo) w każdym przedziale wyborczym.
I jeszcze jedna ciekawostka. Do lat 90. amerykańska prowincja głosowała mniej więcej tak samo jak miasta, uwzględniając oczywiście różnice regionalne. Pas biblijny, czyli południe USA, zawsze preferował polityków konserwatywnych, z kolei oba wybrzeża i Nowa Anglia zawsze ciążyły ku progresywistom.
Czym Trump zaskarbił sobie tak wielką sympatię mieszkańców małych miast i wsi? Olbrzymią rolę odegrały jego specyficzna charyzma oraz kult „człowieka biznesu”, a więc tego, który „wie, potrafi i dowiezie”. Prowincjonalni wyborcy, zubożali, bezrobotni, mający poczucie odstawienia na boczny tor historii, w roku 2016 buntowali się przeciw wszystkim elitom. Wizja rządów człowieka, który na każdym kroku podkreślał, iż jest „spoza systemu”, była pociągająca.
Choć Trump nie szafował konkretami, to obiecywał wsi natychmiastowe obniżenie kosztów życia, politykę celną, która poprawi koniunkturę na amerykańskie produkty, oraz powszechną deregulację – zdjęcie duszącej przedsiębiorców obroży, bezlitośnie zaciśniętej przez demokratów. Na okrasę były zapowiedzi hojnego wsparcia federalnego dla farm w kłopotach finansowych i masowych deportacji nielegalnych migrantów, przestępców i dilerów fentanylu. Narkomania największe żniwo w USA zbiera właśnie na prowincji.
Miłość przebacza
Czy Trump „dowiózł”? Bynajmniej. Nigdy nie podpisał obiecanej wsi ustawy zapomogowej ani żadnego rozporządzenia ułatwiającego prowincji dostęp do internetu oraz infrastruktury komunikacyjnej, co miało wyrównywać jej szanse edukacyjne i zawodowe. Do tego wieś z własnej kieszeni zapłaciła za jego „wojnę sojową” z lat 2018-2019. Rachunek wyniósł ok. 28 mld dol. strat za niezrealizowany eksport amerykańskiej soi do Chin.
Można się spierać o to, co dokładnie wywołało zbiorową amnezję i sprawiło, iż w 2024 r. prowincja ponownie zasiliła szeregi największych zwolenników Trumpa. Tak czy owak, wieś znowu uwierzyła, iż jest jego oczkiem w głowie.
Na wieść o tym, iż USA weszły w stan wojny handlowej z Kanadą i oba państwa obłożyły się 50-procentowymi cłami na towary warte ponad 20 mld dol., wszyscy zareagowali szokiem. Najbardziej osłupiała prowincja – to przecież ona poniesie największe koszty tego konfliktu. Od razu jednak
Post Koniec zauroczenia Trumpem pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

1 tydzień temu










