Amerykańscy senatorowie z obu partii skrytykowali 17 sierpnia decyzję Donalda Trumpa o znacznym ograniczeniu ćwiczeń USA z Koreą Południową. Manewry Ulchi Freedom Shield ruszyły tego dnia i mają potrwać do 27 sierpnia, z udziałem ok. 18 tys. żołnierzy południowokoreańskich. Wniosek dla Polski jest prosty: sojusze wymagają siły, nie nastroju przywódców.
Sojusz wystawiony na próbę
Donald Trump polecił Pentagonowi ograniczyć udział sił USA we wspólnych ćwiczeniach z Koreą Południową. Jak relacjonuje AP, decyzję tłumaczył kosztami, relacją z Kim Dzong Unem oraz tym, iż manewry mają wysyłać Pjongjangowi sygnał uznawany przez niego za wrogi. W tle jest także pretensja Waszyngtonu do Seulu o brak poparcia dla amerykańskiej linii wobec Iranu.
To nie jest techniczny spór o kalendarz wojskowych ćwiczeń. To sprawa wiarygodności najważniejszego systemu sojuszniczego w Azji. Korea Południowa żyje obok państwa atomowego, które regularnie testuje rakiety i szuka oparcia w Rosji oraz Chinach. Gdy Waszyngton zmniejsza ćwiczenia, Pjongjang nie odczytuje tego jako grzeczności dyplomatycznej. Odczytuje to jako lukę.
Krytyka z obu partii
Krytyka przyszła nie tylko od Demokratów. Senator Jack Reed z komisji sił zbrojnych Senatu uznał decyzję za chaotyczną i szkodliwą. Senator Mark Kelly pisał, iż osłabianie wspólnych ćwiczeń jest krótkowzrocznym błędem, bo zdolność pomocy sojusznikom zależy od wyszkolenia i współdziałania armii. Republikanin Thom Tillis ostrzegał z kolei, iż taki ruch może cieszyć przeciwników Ameryki.
Według PolitiFact ćwiczenia USA i Korei Południowej mają przygotowywać oba państwa na możliwy atak Korei Północnej, dysponującej artylerią, rakietami i programem nuklearnym. To jest sedno sporu: nie chodzi o militarny rytuał, ale o odstraszanie. Żołnierze, którzy nie ćwiczą razem, gorzej walczą razem. To prawda banalna, ale w polityce bezpieczeństwa banały często decydują o życiu ludzi.
Lekcja dla Warszawy
Polska prawica powinna patrzeć na tę sprawę bez amerykańskiego romantyzmu i bez antyamerykańskiej histerii. Stany Zjednoczone pozostają dla Polski kluczowym partnerem wojskowym. Zarazem każdy sygnał z Waszyngtonu trzeba czytać trzeźwo. O przyszłości relacji transatlantyckich w kolejnych latach nie przesądzą deklaracje, ale rachunek interesów kolejnych administracji.
Dla Warszawy wniosek jest brutalnie praktyczny. Polska musi mieć armię, przemysł zbrojeniowy, amunicję, obronę powietrzną i rezerwy własne. Sojusz jest mnożnikiem siły, nie jej zamiennikiem. jeżeli naród oddaje swoje bezpieczeństwo wyłącznie w cudze ręce, wcześniej czy później budzi się z rachunkiem wystawionym przez cudzą kampanię wyborczą, cudzy kryzys budżetowy albo cudzą kalkulację dyplomatyczną.
Pjongjang, Pekin i Moskwa patrzą
W Azji każdy gest wobec Korei Północnej widzą także Chiny i Rosja. To nie są odseparowane teatry. Pjongjang wspiera Moskwę w wojnie przeciwko Ukrainie, a Pekin testuje granice amerykańskiej determinacji na Pacyfiku. Dlatego osłabienie ćwiczeń z Seulem może mieć znaczenie daleko poza Półwyspem Koreańskim. DN pisał już o scenariuszu, w którym atak Chin i Rosji mógłby otworzyć globalny kryzys bezpieczeństwa. Takie ostrzeżenia trzeba traktować poważnie.
Trump lubi politykę osobistych relacji. W kontaktach z Kim Dzong Unem ten styl wraca po raz kolejny. Problem polega na tym, iż przywódca państwa komunistycznego nie rezygnuje z arsenału dlatego, iż prezydent USA ma dobre wspomnienia ze spotkań i wymiany uprzejmości. Państwa narodowe szanują siłę, przewidywalność i konsekwencję. Sentyment nie zatrzyma rakiet.
Realizm zamiast złudzeń
Sprawa Korei Południowej powinna być w Polsce czytana jako ostrzeżenie. Nie po to, by odwracać się od Waszyngtonu, ale po to, by skończyć z myśleniem kolonialnym: ktoś większy za nas zdecyduje, ktoś bogatszy za nas zapłaci, ktoś silniejszy za nas zaryzykuje. Tak nie działa poważna polityka.
Silne sojusze budują państwa, które same są silne. Korea Południowa to rozumie, bo żyje pod stałą presją Pjongjangu. Polska też musi to rozumieć, bo ma za wschodnią granicą imperialną Rosję i wojnę na Ukrainie. Przyjaźń z Ameryką jest cenna. Własna zdolność obrony jest bezcenna.
Źródło: Kresy.pl, AP, PolitiFact, The Guardian.
Źródło: Kresy.pl















