Konfederacja zaprzecza swoim ideałom. Już chce interwencjonizmu państwa

11 godzin temu
Zdjęcie: Konfederacja zaprzecza swoim ideałom. Już chce interwencjonizmu państwa


Wystarczy, iż gdzieś upadnie jedna firma, a z ust polityków Konfederacji natychmiast padają oskarżenia pod adresem rządu. „Państwo zawiodło”, „rząd doprowadził do bankructwa”, „trzeba ratować przedsiębiorców” – brzmi znajomo? Problem polega na tym, iż taki przekaz jest całkowitym zaprzeczeniem pierwotnych, deklarowanych ideałów tej partii.

Konfederacja od lat budowała swój wizerunek jako ugrupowanie wolnorynkowe, antyetatystyczne i radykalnie sprzeciwiające się ingerencji państwa w gospodarkę. W ich narracji to rynek miał być najlepszym arbitrem, a bankructwo – naturalnym elementem kapitalizmu. Firmy słabe miały upadać, silne miały przetrwać. Państwo miało „nie przeszkadzać”, nie ratować, nie dopłacać i nie regulować. Tymczasem rzeczywistość polityczna brutalnie weryfikuje te hasła. Gdy tylko pojawia się głośny przypadek upadłości – niezależnie od tego, czy mówimy o transporcie, handlu czy przemyśle – Konfederacja natychmiast porzuca wolnorynkowy dogmat. Zamiast pytania o błędy zarządcze, model biznesowy czy ryzyko rynkowe, pojawia się jednoznaczny winny: rząd. A zaraz za tym – oczekiwanie reakcji państwa.

To fundamentalna sprzeczność. jeżeli bowiem politycy wzywają do „ratowania firm”, „ochrony miejsc pracy” i „interwencji”, to wprost opowiadają się przeciwko wolnemu rynkowi. W kapitalizmie upadłość nie jest tragedią systemową, ale mechanizmem selekcji. Jest bolesna, ale konieczna. Próba jej politycznego unieważnienia to dokładnie ten sam interwencjonizm, który Konfederacja przez lata tak głośno krytykowała. W tym sensie Konfederacja coraz bardziej przypomina ugrupowanie, z którym oficjalnie chce się odcinać – Prawo i Sprawiedliwość. PiS od zawsze wierzył w silne państwo, w manualne sterowanie gospodarką, w „ratowanie” wybranych sektorów i firm. Konfederacja miała być alternatywą. Dziś jednak, gdy przychodzi do konkretów, różnice zaczynają się zacierać.

Nie jest przypadkiem, iż oba środowiska coraz częściej spotykają się w podobnych narracjach. Jedni i drudzy mówią o „ochronie polskich firm”, „narodowym interesie gospodarczym” i „odpowiedzialności państwa”. Różnią się językiem i estetyką, ale nie treścią. W praktyce oznacza to akceptację dla tego samego modelu: państwo jako opiekun rynku, decydujący, kogo ratować, a kogo zostawić. Z perspektywy ideowej to kompromitacja. jeżeli ktoś naprawdę wierzy w wolność gospodarczą, musi zaakceptować także jej konsekwencje – w tym bankructwa. Nie można jednocześnie głosić wolnego rynku i domagać się, by państwo reagowało za każdym razem, gdy rzeczywistość rynkowa okazuje się brutalna. To nie jest libertarianizm ani liberalizm gospodarczy. To czysty populizm.

Dlatego nie można traktować Konfederację jako partii wolnorynkowej. To raczej ugrupowanie, które używa wolnościowych haseł wtedy, gdy są one wygodne politycznie, a porzuca je w momencie próby. Gdy emocje społeczne rosną, a pojawia się szansa na polityczny zysk, ideały idą w odstawkę.

I dlatego idą w koalicji z PiS.

Idź do oryginalnego materiału