1 września 2005 roku, w rocznicę wybuchy II Wojny Światowej, w Polsce został uruchomiany numer 112. Jest to jednolity dla całej Europy numer alarmowy, który zastąpił wcześniejsze bezpłatne numery. Gdy się paliło, trzeba było dzwonić pod numer 998, Pogotowie Ratunkowe działało pod numerem 999, a Policja pod najbardziej znanym 997. Teraz wystarczy zadzwonić pod 112 i powiedzieć o co chodzi, resztą zajmuje się operator. Na pewno jest to znacznie lepsze rozwiązanie niż poprzedni podział, choćby z uwagi na to, iż nie trzeba zapamiętywać trzech numerów. Równie istotne jest to, iż operator numeru 112 jest profesjonalistą i na podstawie opisu zdarzenia wzywa odpowiednie służby.
W każdym, choćby najlepiej działającym systemie, zawsze pojawiają się luki i powszechnie wiadomo, iż przeważnie najsłabszym ogniwem jest człowiek. jeżeli operator podejmie złą decyzję konsekwencje mogą być tragiczne, dlatego obowiązują ścisłe procedury. Zdarzają się przypadki, które wskazują na fałszywy alarm, ale i w takich przypadkach operator numeru 112 jest zobowiązany do zweryfikowania zgłoszenia. Czy z tą podstawową wiedzą i świadomością można zarzucić operatorowi, iż wysłał pod wskazany adres Straż Pożarną, Policję i Pogotowie Ratunkowe, skoro dostał zgłoszenie o pożarze i nieprzytomnych dzieciach? Raczej nikt rozsądny takich pretensji zgłaszał nie będzie i podobnie to wygląda przy interwencji. jeżeli pod wskazanym adresem nie ma mieszkańców albo nie reagują na wezwania, to interweniujący nie tylko mogą, ale muszą działać w ramach wyższej konieczności:
Działanie w stanie wyższej konieczności polega na poświęceniu jednego dobra chronionego prawem (np. mienia) w celu ratowania innego, cenniejszego dobra (np. życia lub zdrowia), gdy niebezpieczeństwa nie dało się uniknąć inaczej.
Przekładając te zasady i postępowanie służb na głośną interwencję w mieszkaniu należącym do członka rodziny prezydenta Karola Nawrockiego, ocena sytuacji natychmiast się zmienia i pojawiają się grzmiące komentarze o kompromitacji służb. Pytanie, jakich służb? Z pewnością błędu nie popełnił operator numeru 112, po prostu nie mógł zlekceważyć tak poważnego zgłoszenia. Z kolei strażacy łatwo mogli stwierdzić, iż alarm pożarowy był fałszywy, ale bez wyważenia drzwi i wejścia do mieszkania w żaden sposób nie mogli zweryfikować zgłoszenia dotyczącego nieprzytomnych dzieci. Prawdopodobnie wszystko inaczej by się potoczyło, gdyby operator albo służby wiedziały do kogo należy mieszkanie, wówczas bardzo gwałtownie udałoby się skontaktować z właścicielem i uzyskać podstawowe informacje. Problem w tym, iż to mieszkanie nie było na liście obiektów chronionych przez Służby Ochrony Państwa, a co za tym idzie strażacy nie mieli pojęcia czyje drzwi wyważają.
Gdzie w takim razie szukać winnych? Na samej górze! Politycy koalicji rządzącej od wielu tygodni lekceważyli całą serię fałszywych alarmów i jeszcze doskonale się przy tym bawili, bo ofiarami byli dziennikarze i osoby kojarzone z opozycją. Pełna kompromitacja dotyczy rządzących i tak zwanego aparatu państwowego. Dopiero gdy kolejny fałszywy alarm dotknął rodziny prezydenta, rząd i sam Donald Tusk podjęli działania, z których jednak nic konkretnego nie wynika. Obciążanie Bogu ducha winnych strażaków, ratowników i policjantów jest całkowitym nieporozumieniem, oni działali zgodnie z prawem, procedurami i zdrowym rozsądkiem. Cała odpowiedzialność za chaos wywołany fałszywymi alarmami spada na rządzących i nie tylko z tym problemem nie potrafią sobie poradzić.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

2 dni temu











