Komentarz Edmunda Szweda do poprzedniego materiału redakcji: Kto i po co, wykopał „Rów Mariański” nienawiści ?

elblag24.pl 2 godzin temu

Czy, my Polacy, zdołamy zasypać „Rów Mariański” nienawiści – Metafora, która boli.

Od dekad obserwujemy, jak fundamenty polskiej wspólnoty ulegają systematycznej erozji. To, co niegdyś było naturalnym pluralizmem poglądów, dziś przypomina otwartą ranę na organizmie społecznym – ranę, która nie chce się zagoić, ale z każdym rokiem staje się coraz głębsza.

Ważne, proszę odsłuchać: https://www.facebook.com/reel/1047655401769540

Piszący nie posługuje się jedynie suchą analizą socjologiczną. Sięga po metaforę, która uderza w naszą zbiorową wyobraźnię z siłą tektonicznego wstrząsu. Nazywa on obecny stan relacji między rodakami „Rowem Mariańskim nienawiści”. To określenie przestaje być tylko figurą retoryczną, a staje się bolesną diagnozą rzeczywistości, w której przyszło nam żyć.

Jako świadek transformacji ustrojowej i trzech dekad budowania polskiej demokracji, autor patrzy na dzisiejszą Polskę z perspektywy kogoś, kto widział narodziny nadziei, a dziś z przerażeniem obserwuje jej powolne duszenie się w oparach wzajemnej wrogości. To nie jest polityczny komentarz – to manifest głębokiego niepokoju – Polaka o to, co stanie się z nami, jako Narodem?

Dlaczego „Rów Mariański”?

Wybór akurat tej metafory niesie ze sobą potężny ładunek znaczeniowy. Rów Mariański to miejsce skrajne: najgłębszy punkt na mapie świata, kraina wiecznego mroku i miażdżącego ciśnienia. W kontekście społecznym ta „geologia nienawiści” sugeruje, iż podziały w Polsce przestały być powierzchowne. Stały się strukturą niemal autonomiczną, ukrytą głęboko pod taflą codziennych interakcji, a jednak determinującą wszystko, co dzieje się na powierzchni.

…wykopano między nami, Polakami, ten »Rów Mariański« nienawiści”

Ta głębia symbolizuje izolację. W tak głębokiej rozpadlinie światło prawdy i wzajemnego zrozumienia po prostu nie dociera do dna. Co więcej, rów ten jest niewidoczny dla kogoś, kto patrzy jedynie na powierzchnię politycznego oceanu – dostrzegamy fale agresji, ale nie rozumiemy, jak potężna i ciemna jest otchłań, która nas dzieli. To stan ekstremalny, w którym mosty komunikacyjne nie tyle zostały spalone, co zawaliły się pod ciężarem nienawiści, której architekci pozostają w cieniu.

Perspektywa czasu: Trzy dekady obserwacji (1989–2026)

Obecna sytuacja nie jest nagłym wypadkiem przy pracy, czy wynikiem jednego niefortunnego cyklu wyborczego. Autor, analizując polską scenę polityczną w szerokim łuku historycznym – od 1989 roku aż po moment graniczny, jakim jest 26 marca 2026 roku – wskazuje na przerażającą ciągłość tego procesu. Jesteśmy świadkami kulminacji trwającego trzydzieści siedem lat drążenia w żywej tkance społeczeństwa.

Z tej perspektywy widać wyraźnie, iż mamy do czynienia z „pokoleniem podziału”. Rów Mariański nie powstał w jedną noc; to wynik systematycznej pracy, rok po roku, dekada po dekadzie. Czy rok 2026 stanie się – rokiem tragicznego przebudzenia, w której skala zniszczeń staje się niemożliwa do zignorowania. To nie jest już tylko kryzys polityczny – to strukturalna zapaść wspólnoty, która przez ponad trzy dekady uczyła się nie jak ze sobą rozmawiać, ale jak coraz skuteczniej się nienawidzić.

Chłopięca naiwność” – kontra brutalna rzeczywistość

W swoich rozważaniach piszący zdobywa się na rzadką w świecie publicystyki szczerość. Przyznaje, iż na otaczającą go rzeczywistość patrzy, być może z odrobiną „chłopięcej naiwności”.

To wyznanie nie jest jednak przyznaniem się do słabości. Wręcz przeciwnie – w świecie przesiąkniętym cynizmem i wyrachowaniem, owa „naiwność” staje się jedynym wiarygodnym kompasem moralnym. To właśnie to wewnętrzne dziecko, wciąż wierzące w elementarną przyzwoitość i możliwość dialogu, czuje dziś najgłębszy niepokój. Piszący pragnie pokazać, iż choćby osoby o dobrych intencjach, które przez lata starały się zachować obiektywizm, czują się dziś bezradne wobec skali wykopanej przepaści. Ta autentyczność sprawia, iż takie głosy wybrzmiewają silniej niż jakiekolwiek polityczne manifesty.

Czy w ogóle pozostało miejsce na „naiwną” wiarę w polską wspólnotę, gdy brutalna rzeczywistość codziennie próbuje ją zdusić?

Kluczowe pytanie: „Kto i w jakim celu?”

Centralnym punktem diagnozy piszącego, sformułowanej w marcu 2026 roku, jest poszukiwanie sprawstwa. Autor celowo rezygnuje w tym miejscu z wskazywania konkretnych nazwisk, czy kolorów partyjnych, co nadaje rozważaniom wymiar uniwersalny i zmusza do głębszej refleksji. Zamiast gotowych odpowiedzi, rzuca wyzwanie naszej umiejętności analizy, stawiając dwa fundamentalne pytania:

  • Kto jest rzeczywistym architektem tego podziału?
  • W jakim celu zdecydowano się na wykopanie między Polakami tak głębokiej przepaści?

Zestawienie tych pytań sugeruje, iż nasza nienawiść nie jest zjawiskiem naturalnym. To produkt, narzędzie w rękach kogoś, kto potrafi zarządzać konfliktem.

Pytanie o cel – „w jakim celu”, jest najbardziej prowokujące – każe nam zastanowić się, komu służy społeczeństwo, które nie potrafi już ze sobą rozmawiać. Jednocześnie musimy zapytać samych siebie jako obywateli: czy jesteśmy jedynie ofiarami tych architektów, czy może sami – świadomie lub nie – chwyciliśmy za łopaty, by pomóc w pogłębianiu tego rowu?

Co dalej z polską sceną polityczną?

Refleksje piszącego, to zaledwie wstęp, to rozpaczliwa próba otwarcie debaty, od której nie możemy już uciec. Diagnoza o istnieniu „Rowu Mariańskiego nienawiści” stawia nas przed murem – a raczej przed otchłanią, której nie da się ominąć. Czy rów kopany przez trzydzieści siedem lat pozostało możliwy do zasypania? A może ciśnienie i mrok panujące na jego dnie na stałe przekształciły polską duszę, czyniąc nas obcymi dla siebie nawzajem?

Musimy znaleźć w sobie odwagę, by przestać patrzeć tylko na fale nienawiści na powierzchni i zacząć dostrzegać mechanizmy, które ją generują. To ostatni moment, by podjąć próbę zrozumienia strategii tych, którzy na naszym rozbiciu budują swoje wpływy. Czy potrafimy dostrzec architektów naszych podziałów, zanim będzie za późno?

Idź do oryginalnego materiału