
— Nie rozumiem, co prezydent próbuje osiągnąć tymi taryfami. To nie ma sensu. Rynek cierpi, ludzie cierpią z tego powodu — mówi w rozmowie z portalem „Blick” Peter Tuchman, jeden z najbardziej znanych inwestorów na Wall Street w historii.
Polityka Trumpa to nie pierwszy przypadek zastosowania ceł w historii USA. Podczas wielkiego kryzysu gospodarczego Amerykanie w 1930 r. wprowadzili ustawę „Smoot-Hawley Tariff Act”. Doprowadziła ona do drastycznego wzrostu amerykańskich ceł na ponad 20 tys. produktów.
„Ekonomiczna głupota”
W kontekście „dnia wyzwolenia Ameryki” ogłoszonego przez Trumpa przypomina się w tej chwili ustawę z 1930 r. Została ona poparta przez republikańskiego senatora Reeda Smoota (1862-1941) i republikańskiego kongresmena Willisa C. Hawley (1864-1941).
W odpowiedzi na protekcjonistyczny kurs Stanów Zjednoczonych w latach 30. XX w. wiele państw wprowadziło cła odwetowe. Wśród nich znalazły się Kanada, Meksyk, Francja, Włochy, Australia i Szwajcaria.
W rezultacie amerykański import w latach 1929-1933 spadł o 66 proc. — z 4,4 mld dol. do 1,5 mld dol. Amerykański eksport spadł o 61 proc., z 5,4 do 2,1 mld dol.
Dziś ekonomiści zgadzają się, iż ten spadek w handlu — wywołany przez amerykańskie cła karne — znacznie zaostrzył skutki globalnego kryzysu gospodarczego. Podobnie jak dziś, wielu ówczesnych ekspertów wskazywało na problemy, jakie może spowodować wojna handlowa.
Na przykład w maju 1930 r. ponad 1000 ekonomistów podpisało petycję przeciwko ustawie Smoot-Hawley Tariff Act. Henry Ford (1863-1947), założyciel amerykańskiej marki samochodów Ford, określił ustawę jako „ekonomiczne szaleństwo”.
Kolejka bezrobotnych w Nowym Jorku w czasie wielkiego kryzysu (zdj. ilustracyjne)
Czy Donald Trump się opamięta?
Błędna ocena polityków w tamtym czasie miała dla nich osobiste konsekwencje. Zarówno Reed Smoot, jak i Willis C. Hawley stracili swoje miejsca w Kongresie w wyborach w 1932 r.
Trump będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami eskalacji wojny handlowej i być może odpowie za to politycznie za dwa lata. Wybory śródokresowe w USA odbędą się bowiem w listopadzie 2026 r.
Możliwe jest jednak, iż do tego czasu kwestia ceł należeć już będzie do przeszłości, ponieważ w przeciwieństwie do lat 30. XX w. Kongres USA nie uchwalił jeszcze żadnych przepisów. Zamiast tego Trump zarządził cła dekretem — tj. bez udziału Kongresu. Daje mu to elastyczność w szybkim znoszeniu lub dalszym zwiększaniu taryf.
Presja już rośnie: rynki akcji na całym świecie gwałtownie spadły po ogłoszeniu ceł przez Trumpa.
Wydaje się, iż w obecnej sytuacji do Donalda Trumpa można mieć jeden apel: najwyższy czas przeczytać książkę, panie prezydencie, najlepiej historyczną!
„Dzień wyzwolenia Ameryki”
„Mamy bardzo dobre wiadomości. Masa dobrych rzeczy się dzieje w naszym kraju. To dzień wyzwolenia. Czekaliśmy na to długi czas. 2 kwietnia 2025 r. na zawsze będzie zapamiętany, ponieważ amerykański przemysł się odrodzi” — powiedział Donald Trump, ogłaszając cła. Wcześniej zapowiedział, iż zrobi to 2 kwietnia, a dzień ten nazwał „dniem wyzwolenia Ameryki”.
Prezydent USA ogłosił, iż USA od 5 kwietnia wprowadzą minimalne 10-proc. cła na import ze wszystkich krajów. Potwierdził jednak, iż od 9 kwietnia Stany Zjednoczone wprowadzą jeszcze wyższe cła dla określonej grupy państw.
W przypadku Unii Europejskiej będzie to 20 proc. jeżeli chodzi o Chińską Republikę Ludową, ma być to 34 proc. Wyższych ceł nie unikną też m.in.: Szwajcaria (31 proc.), Indie (26 proc.), Korea Południowa (25 proc.) czy Japonia (24 proc.).