Historia lubi się powtarzać. Za każdym razem, gdy świat staje w obliczu poważnego kryzysu dostaw energii, na biurkach decydentów pojawiają się te same teczki z napisem „zgazowanie węgla” – technologia stara jak industrializacja, wielokrotnie zapowiadana jako przyszłość energetyki i równie wielokrotnie odkładana na półkę, gdy kryzys mijał, a ceny gazu wracały do normy. Tym razem może być inaczej.
Projekt zamrożony na dekadę właśnie ruszył
Gdy 28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły uderzenia na Iran, a Cieśnina Ormuz przestała być pewnym szlakiem tranzytowym dla ropy i gazu z Zatoki Perskiej, Pekin sięgnął po narzędzia, których przez lata wolał nie używać. Państwowy koncern China Datang Corp. wznowił budowę zakładu do konwersji węgla na gaz w północno-wschodnim mieście Fuxin – projektu wstrzymanego od ponad dekady. Zakład ma zostać uruchomiony już w październiku tego roku.
To nie jest odosobniony przypadek. Nawet 13 przedsięwzięć związanych z przetwarzaniem węgla na gaz jest w tej chwili w budowie lub na etapie planowania w całych Chinach. jeżeli wszystkie zostaną ukończone, chińskie moce produkcyjne w zakresie gazu syntetycznego mogą wzrosnąć siedmiokrotnie – do ponad 52 miliardów metrów sześciennych rocznie, co odpowiadałoby 12 procentom całkowitych dostaw gazu w kraju. Równolegle China Energy Investment Corporation ogłosiła budowę zakładu przetwarzania węgla w paliwa płynne o wartości 24 miliardów dolarów w Xinjangu, z pierwszą fazą planowaną na 2027 rok.
Trzy fronty jednej strategii
Chiny nie poprzestają na węglu. Równolegle rekordowo zwiększają import amerykańskiego etanu – surowca petrochemicznego, który zastępuje gaz z odciętej Cieśniny Ormuz – oraz od marca blokują eksport paliw rafinowanych, zachowując benzyny, olej napędowy i paliwo lotnicze na potrzeby krajowe. Eksport paliw wyniósł w pierwszych dwóch tygodniach kwietnia zaledwie jedną szóstą poziomu sprzed roku.
Za wszystkimi tymi posunięciami stoi długoterminowa doktryna energetycznej samowystarczalności. Chiny zgromadziły rezerwy ropy wystarczające na 120 dni importu – bufor, z którego kilka innych gospodarek może dziś korzystać – i realizują strategię, którą Xi Jinping określił jako budowę „bardziej ekologicznego, zdywersyfikowanego i odpornego systemu energetycznego”.
Węgiel wraca, bo musi
Jest w tym wszystkim głęboka ironia. Chiny, które przez ostatnie lata biły rekordy instalacji odnawialnych źródeł energii, w obliczu kryzysu sięgają po najbrudniejsze dostępne paliwo. Zgazowanie węgla to technologia o wysokiej emisyjności, wysokim zużyciu wody i ogromnym śladzie środowiskowym. Jej powrót to przyznanie, iż bezpieczeństwo energetyczne wciąż wygrywa z ambicjami klimatycznymi, gdy na szali leży stabilność dostaw. I dopóki tak pozostanie, stare teczki z napisem „zgazowanie węgla” będą wracać na biurka – niezależnie od tego, ile paneli słonecznych zostanie zainstalowanych w międzyczasie.
/Fot: Getty Images For Unsplash+//

1 godzina temu








.webp)




.webp)
