Z danych wynika, iż udział kobiet w życiu publicznym w Polsce wyraźnie wzrósł. W parlamencie zajmują dziś około 29 proc. miejsc – więcej niż dekadę temu, choć wciąż poniżej średniej unijnej wynoszącej 33
proc.Podobny trend widoczny jest w samorządach. W 2024 roku kobiety stanowiły około jednej trzeciej radnych w gminach, miastach na prawach powiatu i sejmikach województw. Jeszcze dziesięć lat temu było to około 25 proc. W radach powiatów natomiast udział kobiet wzrósł z około 20 do 25 proc.W dłuższej perspektywie zmiana pozostało bardziej wyraźna. Na początku lat 90. kobiety stanowiły mniej niż 10 proc. radnych, dziś to już około 37 proc. Dynamicznie rośnie także liczba sołtysek – w tej chwili stanowią one niemal połowę wszystkich osób pełniących tę funkcję.Jak jest lokalnieW samym regionie proporcje są wyraźnie zróżnicowane. W powiecie chełmskim, obejmującym 15 gmin, kobiety stoją na czele pięciu z nich. Znacznie gorzej wygląda sytuacja w sąsiednim powiecie krasnostawskim – w żadnej z dziewięciu gmin nie ma kobiety na stanowisku wójta. W powiecie włodawskim, gdzie funkcjonuje osiem gmin, kobiety zarządzają
dwiema.Nieco inaczej prezentuje się udział kobiet w radach miast. W Chełmie na 23 radnych tylko pięć to kobiety. W Krasnymstawie w 15-osobowej radzie zasiada sześć radnych, a we Włodawie – siedem na piętnaście mandató
w.Więcej kobiet w radach, mniej u steruTen wzrost nie przekłada się jednak na dostęp do realnej władzy. Kobiety zdecydowanie rzadziej obejmują stanowiska wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.– Reprezentację kobiet na stanowisku organu wykonawczego w polskiej gminie, czyli około 16 proc., można uznać za symboliczną – podkreśla dr hab. Justyna Wasil z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UMCS.W praktyce oznacza to, iż choć kobiety coraz częściej współtworzą lokalną politykę, to rzadziej decydują o jej
kierunku.Dr hab. Justyna Wasil – badaczka samorządu, obszarów wiejskich i przywództwa kobiet, laureatka nagrody im. prof. Michała Kuleszy. Fot. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa WyższegoMechanizmy władzy, które sprzyjają status quoPrzyczyny tego zjawiska mają charakter zarówno systemowy, jak i kulturowy. Jednym z kluczowych elementów jest konstrukcja organu wykonawczego – jednoosobowego i wybieranego w wyborach bezpośrednich.– Taka konstrukcja w pewnym sensie determinuje sposób wyboru i sprzyja mężczyznom – wskazuje Justyna
Wasil.Znaczenie ma także tzw. efekt inkumbenta. Osoby już sprawujące władzę mają większe szanse na jej utrzymanie, a ponieważ większość stanowisk zajmują mężczyźni, przewaga ta utrwala się w kolejnych
kadencjach.Do tego dochodzi czynnik ekonomiczny i społeczny.– Tam gdzie są duże pieniądze, a przy dyskutowanym stanowisku tak jest, tam duże zainteresowanie mężczyzn – zauważa ekspertka, wskazując jednocześnie na utrwalone stereotypy dotyczące przywództwa i kompetencji – np. iż mężczyzna powinien zarabiać więcej niż kobieta, jest mniej emocjonalny i lepiej rzą
dzi.Szklany sufit, którego nie widaćW efekcie powstaje mechanizm trudny do uchwycenia wprost, ale wyraźnie obecny w praktyce.– Można zaryzykować stwierdzenie, iż dla kobiet faktycznie istnieje „szklany sufit w samorządzie” – mówi Justyna Wasil. – Kobiety są coraz chętniej wybierane na stanowiska, z którymi wiąże się sporo pracy społecznej i niewielkie pieniądze np. sołtyska, radna. Prawdziwa władza i duże pieniądze wójta, burmistrza, prezydenta miasta są zarezerwowane dla męż
czyzn.To granica, która nie jest formalnie zapisana, ale działa w sposób systemowy i
powtarzalny.Polska lokalna nie jest jednolitaRóżnice widać również w zależności od typu samorządu. Wbrew pozorom kobiety częściej odnoszą sukces w mniejszych gminach, zwłaszcza wiejskich.– W takich jednostkach ludzie się znają, a płeć traci na znaczeniu, rośnie rola kompetencji i doświadczenia – wskazuje
ekspertka.Jednocześnie statystycznie niższy udział kobiet obserwuje się w regionach o bardziej tradycyjnej strukturze społecznej, choć – jak zaznacza – nie jest to regułą. Województwa takie jak lubelskie czy świętokrzyskie wypadają na tle kraju relatywnie
dobrze.Cena władzy, której nie widać w statystykachO komentarze poprosiliśmy samorządowczynie z naszego regionu. Trzy z nich zechciały podzielić się swoimi doświadczeniami w zarządzaniu jednostkami samorządowymi. Jak się okazuje, jedną z większych barier przy podejmowaniu decyzji o starcie w wyborach pozostaje życie prywatne.– Z badań wynika, iż ma to najważniejsze znaczenie dla decyzji o podjęciu aktywności publicznej przez kobiety – podkreśla Justyna Wasil.W praktyce oznacza to często odkładanie tej decyzji do momentu, gdy sytuacja rodzinna na to pozwoli.O tym aspekcie mówi Agata Fisz, która przez 12 lat kierowała miastem Chełm.– Pełnienie takiej funkcji powoduje, iż wiele ważnych chwil z życia rodzinnego mimo wszystko nas omija. Mój syn miał 10 lat, kiedy obejmowałam urząd, a 22, gdy kończyłam kadencję. Czasami zastanawiam się, kiedy on urósł –
przyznaje.Jak dodaje była prezydent, najważniejsze jest wsparcie bliskich: – Bezcenne jest zaangażowanie męża w obowiązki domowe i wychowanie dzieci oraz jego wsparcie w kolejnych
wyzwaniach.Podobne obserwacje ma wójt gminy Sawin Agnieszka Dąbrowska:– Pełnienie funkcji samorządowej wymaga dyspozycyjności i zaangażowania, często poza standardowymi godzinami prac – podkreśla. – Dla wielu kobiet łączenie tych funkcji może być problematyczne, ale nie jest to przeszkoda nie do
pokonania.Między doświadczeniem a percepcją barierDoświadczenia kobiet w samorządzie nie są jednak
jednolite.Agnieszka Dąbrowska przyznaje, iż w trakcie kampanii zdarzały się sytuacje, w których była oceniana przez pryzmat płci.– Zdarzały się komentarze, iż jako kobieta nie poradzę sobie na stanowisku wójta, stereotypowo przypisanym do płci męskiej – mówi. – Jednak z czasem najważniejsze okazały się konkretne działania i efekty.Z kolei wójt gminy Białopole Aneta Radomska wskazuje na zupełnie inne doświadczenie:– Nie spotkałam się ani w trakcie kampanii, ani po objęciu stanowiska z sytuacjami, które wynikałyby z tego, iż jestem kobietą.Czy kobiety rządzą inaczej?Odpowiedź na to pytanie pozostaje niejednoznaczna.– Na zarządzanie gminą wpływa bardzo dużo czynników poza płcią – zaznacza Justyna
Wasil.Widać jednak pewne różnice w stylu przywództwa. Kobiety częściej angażują się w działania społeczne, edukacyjne czy kulturalne oraz większą wagę przywiązują do relacji i
dialogu.Potwierdza to również Agnieszka Dąbrowska:– Atutem kobiet jest wielozadaniowość oraz to, iż większą wagę przykładają do dialogu, współpracy i budowania
relacji.Między mechanizmem a zmianą społecznąZdaniem ekspertki zmiana nie dokona się wyłącznie poprzez naturalną ewolucję.– Potrzebne są dodatkowe instrumenty, które przybliżą kobiety do rzeczywistej równości w sprawowaniu władzy – wskazuje dr hab. Justyna Wasil.Wśród możliwych rozwiązań wymienia się m.in. rozwój mechanizmów kwotowych. W praktyce oznacza to obowiązek umieszczania określonej liczby kobiet na listach wyborczych. Dziś takie rozwiązania funkcjonują, ale nie zawsze przekładają się na realne
mandaty.Dlatego pojawia się pomysł wprowadzenia tzw. mechanizmu suwakowego. Chodzi o naprzemienne układanie list wyborczych – kobieta, mężczyzna, kobieta, mężczyzna – co zwiększa szanse kobiet na zdobycie miejsc, które rzeczywiście dają
mandat.Znacznie trudniejsza do wprowadzenia byłaby zmiana dotycząca wyboru władz wykonawczych, czyli wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Jedna z koncepcji zakłada odejście od wyborów bezpośrednich na rzecz zarządów gmin, w których skład wchodziłoby kilka osób – z zachowaniem zasad równej reprezentacji kobiet i męż
czyzn.To jednak rozwiązania systemowe, które wymagają decyzji na poziomie państwa. Równie istotna pozostaje zmiana społeczna – sposób wychowania, edukacji i postrzegania ról kobiet i mężczyzn.– Nie trzeba czekać na idealny moment. jeżeli ma się pomysł i chęć działania, warto spróbować – mówi Dą
browska.Największa zmiana dopiero przed namiParadoks polega na tym, iż najskuteczniejszym narzędziem zmiany może być sama obecność kobiet w polityce. Choć zmiana zachodzi powoli, jest wyraźna. I – jak podkreślają rozmówczynie – może przyspieszyć wraz z kolejnymi pokoleniami.– Nie trzeba bać się nowych wyzwań. Mamy wszelkie predyspozycje do zajmowania najwyższych funkcji – podsumowuje Agata Fisz.– Samorząd potrzebuje nowej dobrej energii i różnorodnych perspektyw. Ważne jednak, aby miały świadomość, iż jest to okupione wieloma wyrzeczeniami oraz ogromną odpowiedzialnością – dodaje Agnieszka Dą
browska.Im więcej kobiet w samorządzie, tym większa szansa, iż kolejne zdecydują się pójść tą drogą. A to może być najważniejsza zmiana, jaka dopiero
nadchodzi.Czytaj także: