Koalicjant na pasach. Opole między logiką a aparatem

opowiecie.info 6 godzin temu

W Opolu choćby zebra potrafi być polityczna. I to do tego stopnia, iż potyka się o nią własny koalicjant prezydenta miasta.

Przemysław Pospieszyński, radny Koalicji Obywatelskiej, odbija się od aparatu prezydenta Arkadiusza Wiśniewskiego jak samochód od źle położonego krawężnika. Niby ta sama koalicja, niby wspólny interes miasta, a w praktyce – klasyczne „rozważamy temat”, czyli administracyjny odpowiednik wzruszenia ramionami. Tyle iż tu nie chodzi o ideologię, ambicje ani choćby o wielką politykę. Chodzi o przejście dla pieszych. O kilka wiader farby. O zdrowy rozsądek.

Afera zebrowa, czyli jak nie robić miasta

Dyskusja o bezpieczeństwie pieszych – jak najbardziej słuszna – odkryła jednak coś znacznie ważniejszego: kompletny brak myślenia o logice ruchu w centrum. Przejście przez ul. Żeromskiego przy Kośnego ma dostać światła wzbudzane. Bezpieczeństwo? Tak. Ale urbanistyka? Logika? Płynność ruchu? Tego już nikt nie zauważył.

Pospieszyński zaproponował rozwiązanie banalne w swojej prostocie: przesunąć przejście za skrzyżowanie. Efekt? Samochody jadące od Ozimskiej nie blokują lewoskrętu w Kośnego, ruch się rozładowuje, kierowcy nie stoją w korku, piesi mają bezpieczne przejście. Koszt? Minimalny. Skala ingerencji? Punktowa. Zysk? Wspólny.

I wtedy Urząd Miasta – cały na procedurach

Odpowiedź ratusza jest podręcznikowa. Tak, temat istnieje. Tak, zmiana jest „rozważana”. Ale… została wrzucona do jednego worka z wielkimi inwestycjami drogowymi od Reymonta po Spychalskiego. Nagle potrzeba odrębnej dokumentacji technicznej, koordynacji z gestorami sieci, analiz, uzgodnień, korelacji i – prawdopodobnie – cierpliwości mieszkańców do końca świata i jeden dzień dłużej.

To zdumiewające, jak elastyczne potrafią być procedury, gdy likwiduje się przejścia, i jak betonowe stają się wtedy, gdy ktoś proponuje coś sensownego. Przy usuwaniu pasów analizy nie są potrzebne. Przy ich logicznym przesunięciu – stają się barierą nie do przeskoczenia.

Koalicjant niepotrzebny, mieszkaniec nieważny

Najgorsze w tej historii nie jest to, iż radny KO nie może przebić się przez aparat własnego prezydenta. Najgorsze jest to, iż w tym administracyjnym klinczu cierpią wszyscy: kierowcy, piesi, rowerzyści – słowem mieszkańcy Opola. Ci, którzy codziennie stoją w korkach, lawirują między samochodami i zastanawiają się, dlaczego miasto tak chętnie mówi o nowoczesności, a tak panicznie boi się prostych decyzji.

Bo to nie jest spór o wizję miasta. To jest spór o przesunięcie zebry. O decyzję, którą można by podjąć szybciej niż napisanie urzędowego pisma z frazą „temat jest rozważany”.

Miasto „rozważające” zamiast działającego

Opole od dawna wygląda jak miasto, w którym aparat wie lepiej, a zdrowy rozsądek musi czekać na wielką inwestycję, wielki projekt i wielką narrację. Tyle iż korki są codzienne i bardzo konkretne. I nie znikną od „rozważań”.

Radny Pospieszyński zrobił to, co powinien zrobić każdy samorządowiec: wskazał prosty problem i zaproponował proste rozwiązanie. Odpowiedź miasta pokazuje natomiast, dlaczego mieszkańcy mają poczucie, iż ratusz żyje w innym rytmie niż ulice.

W Opolu nie potrzeba dziś wielkich masterplanów, żeby poprawić życie w centrum. Czasem wystarczy odrobina odwagi, kilka kubłów farby i decyzja, iż miasto jest dla ludzi – a nie dla procedur.

Fot. Przemysław Pospieszyński FB

Idź do oryginalnego materiału